Ewa Kasprzyk została gospodynią (nie, nie domową – od tego aktorka się zdecydowanie odżegnuje) ale… gospodynią nowego programu telewizyjnego pt. „Mamuśki z piekła rodem”, który ma przedstawiać skomplikowane układy rodzinne. „Matki naprawdę wiele potrafią – opowiada aktorka. „Jedna z uczestniczek programu na siłę starała się zrobić z dziecka bejsbolistę, inna była gotowa wyprzedać cały majątek, by spełnić kolejną zachciankę dziecka”. „Są matki buldożerki – dodaje aktorka – „które wyrównują teren, usuwają przeszkody spod nóg albo ciągle wiszą nad głową jak helikoptery. Jeżeli się w którymś momencie tej pępowiny nie przetnie, to będzie się zawsze matką – potworem” – dodała. A jaką matką jest Ewa Kasprzyk? O to trzeba by pewnie zapytać jej córkę, Małgorzatę Bernatowicz, która od jakiegoś czasu również próbuje zaistnieć na scenie (wystąpiła w kilku telewizyjnych programach muzycznych m.in. Must be the music), ale bez większego powodzenia. Media rozpisują się głównie na temat tuszy dziewczyny i „walki o szczupłą sylwetkę”, w której to – rzecz jasna – „kibicuje jej mama”, piękna i zgrabna Ewa Kasprzyk. Nie trzeba psychologa, by zaobserwować, że pewnie i w tym układzie coś szwankuje. Życie w cieniu „matki- gwiazdy” bywa doświadczeniem traumatycznym, co pokazują biografie wielu „dzieci sławnych rodziców”. Przypomina się słynny aforyzm Oscara Wilde’a: „Dzieci zaczynają od tego, że kochają swoich rodziców. Po pewnym czasie sądzą ich. Rzadko kiedy im wybaczają”.

 

 
„Nie chciałam być cieniem własnego ojca. A taki los czeka dzieci celebrytów”- wyznała z kolei Bianca Bree, 25-letnia początkująca gwiazda filmowa i mistrzyni fitness, która pasję do sztuk walki odziedziczyła po swoim tacie, którym jest… Jean Claude Van Damme. Zanim jednak zdecydowała się wykorzystać rodzinne koneksje i znane nazwisko w branży, przez pięć lat brała udział w mistrzostwach fitnessu na całym świecie, zdobywając liczne tytuły. „Wolałam walczyć o sukces, niż dostać go w prezencie”- powiedziała Bianca. „To nie było proste. Nieustannie przychodzili do mnie ludzie, którzy mówili mi, jak bardzo kochają mojego tatę” i – jak łatwo się domyślić – oferowali drogę na skróty. Śliczna córka Van Damme szła jednak własną drogą. I teraz – kopiąc z półobrotu – może dumnie wykrzyczeć wszystkim hejterom prosto w twarz: „ja wam dam”!

 
Borys Szyc, jeden z najzdolniejszych aktorów młodego pokolenia, przyznał się publicznie do uzależnienia od alkoholu. Kiedy w 2008 r. stracił prawo jazdy po tym, jak został przyłapany na prowadzeniu samochodu w stanie nietrzeźwym, próbował wyjść z nałogu. Aktorowi bardzo pomogły rozmowy z zaprzyjaźnionym księdzem Wojciechem Drozdowiczem, proboszczem bielańskiego kościoła. „W walce z uzależnieniem warto zwrócić się o każdą pomoc”- stwierdził Szyc. „Łatwiej jest, kiedy się wierzy, kiedy można się na kogoś zdać” – dodał. Aktor przekonywał również, że ma poczucie „specjalnej opieki z góry”, a na jednym z portali społecznościowych zamieścił wpis, w którym przestrzega przed jazdą po pijanemu: „Wino równa się powrót taksówką! Zawsze!”– napisał do swoich fanów. „Nauczka na całe życie i przestroga dla wszystkich Nie róbcie głupot, jak ja kiedyś”. Amen.

 

 
Małgorzata Kożuchowska od lat cieszy się nieustającą sympatią widzów, zdobywając co rusz tytuły „najsympatyczniejszej” i „najbardziej lubianej” gwiazdy telewizyjnej. Nie przeszkodziła jej nawet „śmierć w kartonach”, czyli groteskowa scena, która zakończyła przygodę aktorki z serialem „M jak miłość”, ani… utrata idealnej sylwetki po pierwszej, długo wyczekiwanej ciąży. Złośliwe internetowe trolle komentowały „nadprogramowe kilogramy”, a sama zainteresowana „powoli wracała do formy”. „Trochę mi to zajęło” – wyznała Kożuchowska. „Nie jestem bowiem zwolenniczką drakońskich diet, ani też – niestety – wysiłku fizycznego. Nie będę tutaj świeciła przykładem” – zażartowała. „Jestem rozsądna, jeśli chodzi o to, co jem. No i uprawiam bardzo intensywny zawód, więc myślę, że to on trzyma mnie w formie i mobilizuje”. Aktorka przyznała, że był taki moment, kiedy jeszcze karmiła, a już powoli wracała do pracy i wtedy „przeszła na pudełka” – czyli zaczęła korzystać z firmy kateringowej, która dostarcza gotowe, zdrowe posiłki. „Pomyślałam, że jako mama karmiąca muszę mieć bardzo dobrą dietę i to, co daję dziecku musi być najlepsze na świecie, a z drugiej strony muszę mieć energię do pracy” – wyznała. „Jednak przy moim trybie życia samej byłoby mi bardzo trudno zorganizować tego rodzaju posiłki, więc zwróciłam się o pomoc”. Wtedy kolorowe magazyny pisały o „diecie Świętej Hildegardy”, którą ponoć miała stosować aktorka. A to tylko „dieta pudełkowa”. Bardzo zdrowa. I bardzo droga. Ale… jak mawia stare, polskie przysłowie: kto bogatemu zabroni?