Niedziela
Victor Orban o Europie. Niektórzy nazywają go agentem Putina, dla mnie to węgierski patriota, fan Cywilizacji Europejskiej, realista grający dla Węgier tymi narzędziami, które są dostępne. I jak mądrze pisze/mówi o Europie:
„Jak doszliśmy do tego? Dlaczego i w jaki sposób Europa stała się bezbronna? Dlaczego nie potrafi rodzących się kryzysów przewidywać i omijać? Dlaczego nie jest zdolna przynajmniej bronić się wobec kryzysów finansowego, gospodarczego, demograficznego, imigracyjnego?
Wiemy, że gospodarka europejska jest zwapniała. Wiemy też, że znajdujemy się na demograficznej równi pochyłej. Mamy również świadomość ciężkich aberracji europejskiego superpaństwa. To oczywiście kłopoty, wielkie kłopoty, ale nie problemy śmiertelne, można się z nich wyleczyć. Prawdziwie śmiertelna choroba, która zagraża Europie, ma naturę raczej duchową.
U korzeni problemów kryje się jedna wspólna przyczyna: Europa już nie akceptuje samej siebie, swej tożsamości. Duchowość europejska i jej ludzie wierzą dziś w rzeczy powierzchowne i wtórne, w prawa człowieka, w postęp, w otwartość, w nowe formy rodziny, w tolerancję. To piękne i miłe rzeczy, ale w rzeczywistości drugorzędne, bo tylko wtórne.

 
Tak, dziś Europa wierzy w rzeczy wtórne, a nie wierzy w to, skąd i z czego te rzeczy się wywodzą. Nie wierzy w chrześcijaństwo, nie wierzy w trzeźwy rozum, nie wierzy w żołnierskie cnoty i nie wierzy w dumę narodową. Nie wierzy w to, co ją stworzyło, w to, co kiedyś stanowiło ją samą, nie wierzy w to, nie staje w obronie tego, nie argumentuje, nie walczy, a już w żaden sposób nie chce za to się poświęcać.

 
Europa nawet myśleć nie chce, ani mówić o tym, kim jest w rzeczywistości, a ponieważ nie akceptuje swej własnej tożsamości, nie akceptuje też różnorodności. A przecież bez odróżnienia siebie od innych, w konsekwencji nieuchronnie zatraca samą siebie. A przecież jaśniejsze to niż słońce, że Europa to starożytna Hellada, a nie Persja, to Rzym a nie Kartagina, to chrześcijaństwo a nie kalifat. Wyliczam tu bez żadnego wartościowania.

 
Fakt, że istnieje europejska cywilizacja jeszcze nie oznacza, że jest ona lepsza lub gorsza od innych. To oznacza tyle, że my jesteśmy tacy, a wy tacy. Rozróżnić, rozgraniczyć i przyznać się do europejskiej cywilizacji nie znaczy, że trzeba się zamykać. To znaczy tylko tyle – ale takie jest tego znaczenie – że nasza otwartość nie może prowadzić do naszej dezintegracji, do rozpłynięcia się w zetknięciu z obcymi, których przyjmiemy.”

 

Poniedziałek
Śmierć krąży ostatnio blisko mej świadomości. Tym razem rodzina. Daleko, nie sposób dojechać. Jeszcze życie się tli, ale z każdą minutą coraz mniej (lekarze odstawili już leki, podają tylko środki na uśmierzenie bólu). Jest jeszcze telefon, gdzie można powiedzieć jak bardzo się kocha, jak się modli, z drugiej strony dostając westchnienia (bo na wypowiedziane słowa sił już nie ma) czy zapewnienie post factum od personelu, że w trakcie rozmowy ściśnięta była dłoń. Życie ucieka tak nieubłaganie, Człowiek w drodze na swe spotkanie ze Stworzycielem zawsze… sam. Wszystko co nam zostaje, to nie jakieś fałszywe „wszystko będzie dobrze” (bo nic nie będzie dobrze), ale słowa miłości i otuchy przed drogą tam, gdzie my się przecież za jakiś czas – godzinę? dwa miesiące? Pół wieku? – też się znajdziemy. I będziemy wiedzieć jak to było.

 
Z drugiej strony naturalna kolej życia. Szczęśliwy kto żyje w trzypokoleniowej rodzinie, jeszcze szczęśliwszy gdy prawnuki choć na chwilę spotykają na tej ziemi pradziadków. Możemy rozpoznać w najmłodszych cechy czy choć ślady tych najstarszych, możemy obserwować ten cykl narodzin, dojrzewania i umierania. Niby nic nowego, ale przeżywać to w realu… inna sprawa niż nawet najmądrzejsze traktaty.

 

Poniedziałek noc
Trzeba być gotowym, żeby móc odejść w każdej chwili w spokoju i pogodzie ducha. Najgorsze to – przysłowiowo „obudzić się z ręką w nocniku” – w jakimś żalu, strachu, lęku, skomlącym „dlaczego ja? dlaczego teraz?”. Obyśmy nigdy nie musieli ze zdziwieniem stwierdzić „to już?” zanim zgaśnie nam ziemska świadomość. Zgodzisz się ze mną Czytelniczko, przytakniesz Czytelniku?

 

Środa rano
Więc pozostało napisanie nekrologu. Jak w kilku linijkach zawrzeć ludzkie życie? To dopiero wyzwanie. O wiele trudniejsze niż poskakanie po necie, przekartkowanie kilku gazet i tygodników i wywalenie „komentarza” czy „analizy”… Jak zamknąć kilkadziesiąt lat na tym łez padole, zgrabnie ale i prawdziwie? Trzeba to zrobić a potem wrócić do świata tego. Pełnego szumu, szlamu i medialnej głupoty. Na szczęście zawsze, zawsze, mamy wybór. Ale być w tym świecie, bo eskapizm jeszcze gorszy. Żeby nie było, jak nam mówi przewrotny mędrzec z Francji: „Za bardzo oddaliłem się od ludzi, żyję w zbyt wielkiej samotności, nie umiem sobie radzić w towarzystwie” (Michel Houellebecq, „Platforma”).