Za nami długi weekend, który otwiera sezon wakacyjny, charakteryzujący się m.in. ochoczym spożywaniem drinków z palemką, chłodzonych koktajli, piwa prosto z lodówki i innych napojów wysokoprocentowych. Najlepiej w pięknych okolicznościach przyrody. Na tak zwanym łonie. Natury. „W cywilizacjach zachodnich ludzie odurzają się z ciekawości, chęci zabawy, żeby poczuć przyjemność, stworzyć iluzję. Ja też tak kiedyś robiłam. Na imprezie zaczynałam od wypicia kieliszka na odwagę – wyznała Beata Pawlikowska, pisarka i podróżniczka, która przemierzyła pieszo niejedną dżunglę, a teraz stała się ekspertką „od wszystkiego”- czyli m.in. odżywiania, nauki języków, seksu i szamanów. „Bałam się tego, co ludzie o mnie pomyślą, że się źle ubrałam, że jestem głupia, gorsza, niepotrzebna”- dodała. Teraz się nie boi. Dlatego pisze książki. Ujawniając wszystkie najmroczniejsze sekrety „blondynki”.

 

 
„Kiedy mężczyzna choruje, kobieta staje na rzęsach, żeby mu pomóc, a w sytuacji odwrotnej mężczyźni nie dają rady” – z żalem wyznała żona aktora Andrzeja Grabowskiego. Odtwórca roli Ferdynanda Kiepskiego – jak podają portale plotkarskie – miał zostawić młodszą o 18 lat żonę, kiedy ta poważnie zachorowała. Grabowski jednak stanowczo zaprzecza: „To ona wyprowadziła się z naszego mieszkania. Nie miałem z nią kontaktu aż do jej choroby” – tłumaczył. „Po udarze oczywiście zaopiekowałem się nią i wtedy znów zamieszkaliśmy razem. Opiekowałem się żoną również finansowo. Byłem, jestem i będę uczciwym człowiekiem”- zadeklarował. Miejmy nadzieję, że aktor „Kiepskim” pozostanie tylko na małym ekranie.

 

 
Jeśli o rozwodach mowa: po 37 latach wspólnego życia Beata Kozidrak postanowiła odejść od męża. „Uznała, że nie ma już czego ratować i musi skupić się na sobie i swoim szczęściu” – donoszą „dobrze poinformowani”. „Nosiła się z tym zamiarem od bardzo dawna. Aż w końcu złożyła papiery rozwodowe w lubelskim sądzie. To było 10 maja. Teraz czeka na wyznaczenie terminu rozprawy. Chce jak najszybciej zakończyć to małżeństwo”- czytamy. No cóż. Wygląda na to, że „piechotą do lata” Beata będzie szła od teraz sama. A może pod rękę z kim innym?

 

 
„Mężczyźni to gorszy gatunek człowieka”- powiedział Sławomir Mrożek i wielu przyzna mu rację. Również Jan Englert, który uchodzi za mężczyznę idealnego. „Najprzystojniejszy polski aktor”, „na wieki wieków amant” wyznał w rozmowie z Playboyem: „Na pewno jesteśmy mniej ciekawi. Co do tego nie ma wątpliwości. My jesteśmy zbudowani z linii prostych, kobiety niekoniecznie. Ich linie nie są przewidywalne, często płynne lub poszarpane, a przez to bogatsze, dające więcej możliwości”- wyjaśniał. Jednak, by nie było zbyt cukierkowo, dodał: „Nic mnie tak nie wkurza u kobiet, jak to, że potrafią z leżącej na podłodze skarpetki zrobić grzech śmiertelny. I mówić o tym przez kolejne cztery godziny, przy okazji wytykając wszystkie inne popełnione grzechy”. No tak. Jak mówi stary, internetowy mem – mężczyzna w końcu naprawi ten cieknący kran. Nie trzeba mu przypominać. Co pół roku.

 
Lady Pank to jeden z najpopularniejszych zespołów rockowych, którego hity („Tańcz, głupia tańcz”, „Zostawmy Titanica”, „Fabryka Małp”) śpiewają kolejne pokolenia Polaków. W latach 80. -o czym nie wszyscy wiedzą – polska grupa próbowała wypłynąć na szersze wody. „Płyta ukazała się wtedy na całym świecie”- mówi Jan Borysewicz. „W Brazylii „Mniej niż zero” było nawet numerem 1 na listach przebojów. Ale kiedy pojechaliśmy do Stanów, Amerykanie chcieli nas zamienić w inną kapelę. Wozili nas do fryzjerów, przydzielali muzyków sesyjnych, proponowali swoje kompozycje. Przestało nam się to podobać. Nie byliśmy też gotowi na takie życie pod linijkę, jakie proponowała nam wytwórnia MCA” – opowiada po latach gitarzysta zespołu. Siłą Lady Pank były z pewnością teksty Andrzeja Mogielnickiego, które – według Borysewicza zostały źle przetłumaczone. „Mogiel miał dar trafiania w nastroje społeczne, a w tych przekładach wychodziło, że to teksty o dupie Maryni”- tłumaczy. Niestety, chłopcy znad Wisły nie zrobili kariery za Oceanem, ale – jak deklaruje Jan Bo.- wszystko może się jeszcze zmienić. „We wrześniu lecimy do Stanów i chcemy tam nagrać „Mniej niż zero” z przetłumaczonym tekstem Mogielnickiego i puścić w świat. Kto wie, może jeszcze zagramy ze Stonesami? Jako młodzież”- żartuje. Cóż, chciałoby się zanucić: „zamki na piasku, gdy pełno w szkle”. Ale – oczywiście – trzymamy kciuki. Za dinozaurów polskiego rocka. By wystąpili na jednej scenie z jaszczurami. W wężowych moves like Jagger.