Wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy. To dzięki niej przodkowie otrzymali świadectwo. Dzięki wierze ten, którego nazwano Abrahamem, usłuchał wezwania, by wyruszyć do ziemi, którą miał objąć w posiadanie. Wyszedł, nie wiedząc, dokąd idzie. Dzięki wierze przywędrował do Ziemi Obiecanej, jako ziemi obcej, pod namiotami mieszkając z Izaakiem i Jakubem, współdziedzicami tej samej obietnicy. Oczekiwał bowiem miasta zbudowanego na silnych fundamentach, którego architektem i budowniczym jest sam Bóg.

 
Hbr 11, 1-2. 8-10

 

W czasie letnich wakacji wyruszamy samolotem w dalsze lub bliższe podróże. Przed wyjazdem kupujemy prezenty, rzeczy nam potrzebne i chcemy to wszystko zmieścić w jednej walizce, co w przypadku pań graniczy prawie z cudem. Rozmawiałem przed wyjazdem do Polski z Dianą, która narzekała: „Proszę księdza, wyrzucam z walizki różne rzeczy i ciągle mam nadwagę”. Powiedziałem, niech się tym nie martwi, bo walizkową nadwagę łatwo zgubić, gorzej jest z nadwagą ciała, to już wymaga poświęcenia i wytrwałości, a jeszcze gorzej, gdy ma nadwagę w życiowej podróży swojej, gdy wleczemy za sobą niepotrzebny bagaż różnych rzeczy i przeżyć, z którymi tak trudno oderwać się od ziemi i wzbić się ku niebu.

 
Gdy już pozbędziemy się walizkowej nadwagi jedziemy na lotnisko ogarnięci radosną myślą spotkania z ojczystymi stronami lub też egotycznymi krajami. Pozostaje jeszcze niezbyt przyjemna kontrola lotniskowa i wreszcie jesteśmy w hali odlotów. Pełny luz i radość dla tych, którzy nie dostają biegunki na samą myśl o lataniu. W strefie bezcłowej możemy coś nabyć, co może nam poprawić nastrój.

 
Wreszcie wsiadamy do samolotu, zajmujemy swoje miejsce i jest super. Pełny relaks. Aż tu nagle wychodzi, najczęściej bardzo sympatyczna stewardesa i uśmiechając się zaczyna psuć nam nastrój. Przypomina nam, że możemy oczekiwać niespodziewanego, awaryjnego lądowania, które może okazać się ostatnim w naszym życiu. Jednak, aby zwiększyć nasze szanse przeżycia, stewardesa, z przyklejonym uśmiechem na twarzy demonstruje różne akcesoria zastraszenia podróżnych. Pokazuje jak zapiąć pas bezpieczeństwa, abyśmy w czasie awaryjnego lądowania nie przetaczali się w samolocie, jak kartofle w worku. Wyciąga także maskę tlenową, strasząc, że może nam zabraknąć tlenu i możemy się udusić. Pokazuje drzwi awaryjnie i coś w rodzaju zjeżdżali na placu zabaw dla dzieci, a więc możemy na koniec przejechać się na tyłku, trzeba tylko zdjąć buty, co zwiększy szanse przeżycia. Nieroztropny pasażer może mieć za złe, że ktoś stara się popsuć mu radość podróżowania. Zaś roztropny wie, że trzeba być na wszystko przygotowanym. Nie zabiera mu to radości podróżowania, ale pomaga cieszyć się nawet w najtrudniejszym momencie.

 
W okresie wakacyjnym coś podobnego ma miejsce w czasie liturgii mszalnej dzisiejszej niedzieli. Jezus mówi do każdego z nas: „Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. A wy bądźcie podobni do ludzi oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie”.

 
Na spotkanie, o którym mówi Chrystus przechodzimy przez bramę śmierci. Wygląda to prawie zawsze jak lądowanie awaryjne. Nawet śmierć, której się spodziewamy często nas zaskakuje. Zaskoczenie nie jest dobre w życiu, a szczególnie w takim momencie. Na to najważniejsze wydarzenie trzeba być przygotowanym. Możemy o tym usłyszeć wiele mądrych sentencji. Oto niektóre z nich. „Trzeba zawsze postępować tak, żeby śmierć w jakiejkolwiek godzinie by nie przyszła, zawsze znalazła nas gotowych /Ks. Bosko/. „Dla tego, kto ma zawsze ufny wzrok utkwiony w Bogu, nie ma niespodzianek, nawet niespodzianki śmierci /Jan XXIII/. „Wypełniaj każdy czyn tak, jakbyś chciał go wypełnić w chwili ostatniej. Nieznana jest godzina śmierci, spraw, aby twoja dusza była ciągle taka, jak pragnąłbyś, aby była w tej godzinie /C. de Foucauld/. „Nigdy nie przestanę powtarzać: śmierć nie jest nocą, ale światłem; nie jest końcem, ale początkiem; nie jest nicością, ale wiecznością /V. Hugo/. „Przez miłosierdzie Pana nie wiesz, kiedy masz umrzeć; dzień twojego końca pozostaje w ukryciu, abyś rozważał wszystkie” /Św. Augustyn/.

 
Powyższe myśli są inspirowane słowami Chrystusa, który mówiąc o przygotowaniu na ten moment używa obrazów zapalonej pochodni i przepasanych bioder. Biodra są symbolem siły, mocy wewnętrznej człowieka. Przepasane biodra obrazują gotowość człowieka do wyruszenia w drogę. Piotr, nawołując do uczciwego życia pisał: „Dlatego przepasawszy biodra waszego umysłu, bądźcie trzeźwi, miejcie doskonałą nadzieję na łaskę”. Biodra symbolizują wnętrze człowieka. Św. Paweł pisze: „Stańcie więc do walki przepasawszy biodra wasze prawdą, oblekłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość”. Płonące pochodnie to światło w ciemności, to oczyszczająca moc ognia. Podniesione w górę były symbolem życia, opuszczone zaś do dołu, symbolizowały śmierć. Pochodnie symbolizują ocalenie, ocalenie nawet w mroku śmierci.

 
Chrystus mówiąc o przygotowaniu kieruje nasze myśli ku wartościom, które będą się liczyć w momencie naszego przejścia do Królestwa Bożego: „Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy. Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc, będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie”.

 
Przygotowujemy się na to spotkanie w duchu wiary. W Liście do Hebrajczyków czytamy: „Wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy. Dzięki wierze ten, którego nazwano Abrahamem, usłuchał wezwania, by wyruszyć do ziemi, którą miał objąć w posiadanie. Wyszedł, nie wiedząc, dokąd idzie. Dzięki wierze przywędrował do Ziemi Obiecanej, jako ziemi obcej, pod namiotami mieszkając z Izaakiem i Jakubem, współdziedzicami tej samej obietnicy”.

 
Gdy zawierzymy Bogu nasze życie wtedy On stanie się naszym pasterzem i poprowadzi nas bezpiecznie nawet przez dolinę śmierci. To zawierzenie dyktowało słowa z Psalmu 23 wyryte na nagrobku Anny German „Pan jest Pasterzem moim”. Polski reżyser serialu o Annie German Waldemar Krzystek w wywiadzie dla Polityki powiedział: „Ona nie tylko mówiła, że śpiewa dla Boga, robiła to naprawdę. Na początku bałem się, czy producenci nie zechcą dodać czegoś do scenariusza, żeby nie była taka święta, bo zło zawsze jest bardziej atrakcyjne, na szczęście nie chcieli. Dziś już wiadomo, że serial miał w Rosji najwyższą oglądalność i najwyższą ocenę ze wszystkich pokazywanych w rosyjskiej telewizji. Breżniew wymyślił, żeby ściągnąć Annę German z powrotem do ZSRR, w końcu jaka z niej Polka? Farbowana! Po koncercie na Łużnikach piosenkarkę zaproszono na Kreml i tam dostała propozycję: obywatelstwo, mieszkanie, dacza pod Moskwą i samochód. Odmówiła. Powiedziała, że jest Polką, Polska uratowała życie jej i matki, i tak już zostanie”.

 
Mąż Anny German tak ją wspomina: „Anię odwiedzało wiele osób, również z kręgów rzymskokatolickich. Właśnie wtedy, pod wpływem ich sugestii, by uregulować z Bogiem najważniejsze sprawy życiowe, wzięliśmy ślub kościelny, mimo że ślub cywilny zawarliśmy wiele lat wcześniej. Wtedy też postanowiliśmy ochrzcić naszego syna, Zbyszka, który miał siedem lat. Ten znak, by powrócić do Kościoła adwentystów, pojawił się dopiero po tych wydarzeniach. A co do księdza Twardowskiego, to Ania bardzo lubiła jego poezję i lubiła z nim rozmawiać. Ale w sprawach zasad wiary, które w dzieciństwie wpoiła jej babcia, nigdy mu nie ustąpiła. Wierzyła w to tak mocno, że gdy odwiedził nas człowiek podający się za uzdrowiciela-bioenergoterapeutę i zaproponował Ani, że ją uleczy, ale nieopatrznie wyznał, że ma taką samą moc jak Jezus i że Jezus wcale nie był Bogiem, to Ania nawet nie chciała z nim rozmawiać, tylko natychmiast kazała wyprosić go z domu”. W czasie pogrzebu według rytu Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego, ks. Jan Twardowski powiedział kilka słów i odmówił modlitwę Ojcze nasz.

Niedzielne rozważania w wersji audio znajdują się na stronie www.ryszardkoper.pl w sekcji Audio-Video