„Przestałem chlać”- wyznał Borys Szyc, jeden z najzdolniejszych aktorów tzw. młodego pokolenia, który dwa lata temu rozpoczął walkę z nałogiem. Jak wspomina w wywiadzie nadużywanie napojów wysokoprocentowych miało negatywny wpływ na jego życiowe decyzje i karierę. W 2008 roku stracił prawo jazdy, a także „dał się po pijaku namówić na parę kosztownych inwestycji”. Do najbardziej chybionych trzeba niewątpliwie zaliczyć biznes założony z mężem Katarzyny Figury- restaurację Kompas Port w Giżycku, której goście – jak czytamy- „musieli załatwiać się w krzakach i podcierać liściem, a herbatę mieszać widelcem”.

 
Przez alkohol ucierpiały również relacje aktora z córką, którą zostawił zaraz po urodzeniu. Borys zapewnia, że żałuje tamtych błędów, jednak wierzy, że są one do naprawienia. „Oczywiście dziecko było najmocniejszym bodźcem do tego, żeby ogarnąć swoje życie”- mówi Szyc. „Ale przez wiele lat po jego narodzeniu wciąż byłem kompletnie nieogarniętym chłopaczkiem, który płynie sobie przez życie. Byłem wtedy niegotowy do kwadratu. Rozimprezowany i rozlatany. W wielkim uderzeniu, w momencie największego rozwoju kariery i popularności”- kontynuuje Borys. „Nie sprzyjało to byciu fajnym tatą. Ale od samego początku poczułem z córką ogromną więź. Miałem wtedy w sobie mnóstwo dziecka. Dalej zresztą mam, ale dziś chyba jednak nieco mniej”- zwierza się aktor. Na koniec zostawiając dobrą radę: „Myślę, że aby zostać dobrym ojcem, musisz najpierw poradzić sobie sam ze sobą”. Trudno się nie zgodzić.

 
Roman Kłosowski, znany z roli Maliniaka z filmu „Czterdziestolatek” od lat cierpi z powodu pogarszającego się wzroku. „Aktor niemal całkowicie stracił zdolność widzenia”- czytamy. „Z powodu choroby wycofał się z życia zawodowego. Postanowił jednak podjąć wysiłek i wziąć udział w nowym projekcie zatytułowanym: „Biblia Audiobook Superprodukcja”- donosi prasa. Ponad 300 artystów zaangażowało się w nagrywanie Starego i Nowego Testamentu, w tym Roman Kłosowski, któremu problemy ze wzrokiem nie stanęły na przeszkodzie. Aktor zdecydował się uczyć fragmentów Biblii na pamięć ze słuchu i dopiero później je wygłaszać. „Może się to wydawać trochę trudne, ale dla aktora to żaden problem”- deklarują znajomi artysty, który- jak twierdzą – jest przeszczęśliwy, że może uczestniczyć „w realizacji słuchowiska najważniejszej księgi świata”. Na stronie można dowiedzieć się więcej o cyfrowej Biblii i wesprzeć projekt.

 
„Dzielisz życie na przed wylewem i po nim?” – zapytano Marka Raczkowskiego, rysownika, znanego z oryginalnego poczucia humoru i ciętego języka. „Wylew to była chyba najlepsza rzecz, jaka mi się przydarzyła w życiu”- odpowiedział. „Mam poczucie, że wykorzystałem go w stu procentach. Dzięki niemu naprawiłem relacje ze światem, z rodziną, bliskimi, a wcześniej myślenie o rodzinie doprowadzało mnie do rozpaczy” – wyznał. „Nieporozumienia między nami narastały latami i wydawały się nie do rozwiązania. Dziś mam poczucie, że jestem w porządku wobec bliskich, a oni nie mają już do mnie tak wielkich pretensji jak kiedyś”- podsumował artysta. „Przy okazji wylewu wyszedłem z nałogu. Ze strachu przed śmiercią przestałem brać narkotyki”- dodał. To się nazywa mieć szczęście w nieszczęściu.

 
„Nie liczcie dni. Sprawcie, aby dni się liczyły. To co robicie dla innych jest jak czynsz, który płacimy za pobyt na Ziemi”- powiedział Justin Timberlake, który został wybrany Artystą Dekady w konkursie Teen Choice Awards. Wokalistę doceniono m.in. za osiągnięcia w muzyce, filmie, telewizji i modzie. Nagrodę dla idola nastolatków”, którą od lat jest charakterystyczna deska surfingowa, wręczył Justinowi koszykarz Kobe Bryant. Laureat przekonywał ze sceny, że nie ma rzeczy niemożliwych i nie warto marnować swojej młodości. „Jako świeżo upieczony ojciec i były nastolatek chcę wam powiedzieć, że będziecie robić błędy, będziecie upadać. Ja też to przeszedłem. Ale to co robimy potem, jak się podnosimy, tworzy naszą historię”- przekonywał. „Szanujcie swoich rodziców, bo nie są idealni, ale przeszli już to, co wy dopiero zaczynacie i kochają was najbardziej na świecie. Idźcie i bądźcie najlepszym pokoleniem z dotychczas istniejących”- zakończył przemowę Timberlake. A młodzi – jak zauważył jeden z bardziej złośliwych internautów – poszli, owszem, ale poszukać… Pokemonów.

 
Na ekrany kin wchodzi kolejna, piąta już część cyklu filmów o agencie Bournie, które przyniosły międzynarodową sławę Mattowi Damonowi. Choć od premiery pierwszego filmu minęło już 14 lat, fani wciąż chcą oglądać „szlachetnie starzejącego się aktora”. Zgodnie z prawem promocji, uśmiechnięty Matt uśmiecha się z okładek magazynów i udziela obszernych wywiadów. W jednym z nich stwierdził: „Trzeba umiejętnie żonglować tym, co się widzom oferuje, nie dać dokładnie tego samego, co już widzieli, bo będą znudzeni i cię odrzucą. Ale trzeba dać wystarczająco dużo z postaci, którą już znają, żeby byli w stanie rozpoznać widowisko, za które zapłacili”- tłumaczył. Czy się udało? Zobaczymy. Na dużym, albo małym, ekranie.