Bruce Springsteen, DoD News photo by EJ Hersom

Bruce Springsteen, DoD News photo by EJ Hersom

Bruce Springsteen nie najlepiej dogadywał się z ojcem. Gdy jako 17-latek uległ poważnemu wypadkowi motocyklowemu i leżał nieprzytomny, Douglas Frederick Springsteen wezwał do niego … fryzjera. Wykorzystał chwilową bezbronność zbuntowanego nastolatka, żeby obciąć jego długie włosy”- czytamy. „To się wydaje śmieszne teraz, ale wtedy zupełnie takie nie było”- przyznaje Bruce. Amerykański muzyk w wydanej niedawno biografii opowiada o trudnych relacjach z ojcem – niepracującym, nadużywającym alkoholu „polem minowym”- jak go nazywał. Artysta mówi również o depresji, z którą walczy od 35 lat. Choroba zaatakowała po raz pierwszy w 1981 roku. Springsteen miał już wtedy na koncie kilka hitów jak „Born to Run” czy „Darkness on the Edge of Town”. Mówi: „Byłem kimś, kto źle się czuje w swojej skórze, nieważne, jaka by ta skóra była”. Rok później „sięgnął dna”. „Zrozumiałem, że mechanizmy, które w sobie wykształciłem w obronie przed ojcem, teraz alienują mnie ze świata i odcinają od życia”- wspomina. Od tego czasu, za pomocą psychoterapii i antydepresantów walczy z „zalewającym go czarnym szlamem”.

*

Trudno w to uwierzyć, ale Sting skończył 65 lat. Zamiast hucznej imprezy 2 października spędził samotnie w Melbourne, gdzie dzień wcześniej, swoim występem przed 100 tysiącami kibiców, otwierał finał rozgrywek ligi futbolu australijskiego. „W dniu urodzin rozmyślałem nad przemijaniem i wspominałem artystów, którzy odeszli za wcześnie”- mówi. Jednak – ku uciesze fanów – wokalista The Police nie pogrąża się w nostalgii i nie zamierza przejść na muzyczną emeryturę. Właśnie wydał dwunasty już, solowy album, na którym – jak zapewnia- „jest dużo rock and rolla”. Płyta nosi tytuł „57th & 9th”, który może większości słuchaczy wydawać się dość enigmatyczny, ale nie mieszkańcom Nowego Jorku. To skrzyżowanie ulic, które muzyk pokonywał codziennie, zmierzając pieszo z domu do studia, na sesje nagraniowe. „Jeśli jest w tych utworach jakaś myśl przewodnia, to dotyczy poszukiwania, podróży, drogi”- wyznaje gwiazdor. „Płytą odkrywamy nieznane. Tworzyliśmy album w sposób spontaniczny, co daje się odczuć”. Podobno nowy krążek jest „dynamiczny, głośny i nie za bardzo wypolerowany”. Czekamy z niecierpliwością. Również na koncerty.

*

Na podobne uznanie fanów niestety nie może liczyć polska gwiazda, która po siedemnastu latach postanowiła wrócić na scenę. Nowy album Zdzisławy Sośnickiej zatytułowany: „Tańcz, choćby płonął świat” nie spotkał się z gorącym przyjęciem publiczności. „Wyniki sprzedaży są więcej niż rozczarowujące”- czytamy. „Kupiono zaledwie 5350 egzemplarzy”. To był cios dla 71-letniej piosenkarki, która miała nadzieję na wielki come back. „Zdzisława zdaje sobie sprawę z kolosalnej porażki”- zdradza osoba z najbliższego otoczenia. „Ma depresję, schowała się przed ludźmi. Uciekła na kilka miesięcy z internetu, gdzie wcześniej regularnie rozmawiała z fanami. Bardzo to przeżyła”- przekonuje znajomy Zdzisławy. Wygląda na to, że Sośnicka „aleją gwiazd” nie będzie spacerować, jak kiedyś. W tym kontekście słowa jej największego hitu brzmią cokolwiek profetycznie: „Słońce i grad, po nocy dzień, światło i mrok ramię w ramię, szampan i kac, po życiu sen i nic się już nie ostanie”.

*

Zimą musi być zimno. Takie jest odwieczne prawo natury. Październikowe wieczory też potrafią dać w kość. Na szczęście ludzie wymyślili kilka sprytnych sposobów na to, jak się ogrzać. Jeśli komuś nie wystarczy ciepły koc czy puchowa kołderka, może skorzystać z oferty projektantki Abigail Mackenzie, która na nadchodzące mrozy zaproponowała śpiwory w kształcie… pluszowych misiów. Do wyboru jest niedźwiedź brunatny, polarny a nawet panda. Wersja dla dzieci kosztuje jedyne 169.95 dolarów, a dla dorosłych niecałe 250.00 „zielonych”. Śpiwory wyglądają całkiem przytulnie. Trzeba jednak uważać, by nie zapaść w sen… zimowy. Innym sposobem na podniesienie temperatury ciała jest kakao z pianką. Szczególnie, jeśli do kubka wlejemy dodatkowo odrobinę czerwonego wina. Dobrze przeczytaliście, właśnie taka kombinacja smakowa jest w tym sezonie najbardziej trendy. Kakao w wersji „merlot” pod ręką, i nic tylko zaszyć się w brzuszku niedźwiedzia i obudzić na wiosnę.