Niedziela
Lubię czytać Josemarię Escrivę. Błogosławiony Kościoła katolickiego, twórca Opus Dei. Autor pięknych książek: „Droga”, „Bruzda”, „Kuźnia” – duchowych przewodników dla współczesnych. Nie tylko dla wierzących, choć przede wszystkim oni powinni czytać jak przetrwać we współczesnym świecie rzeczy przeważnie całkowicie nieważnych.

Z „Drogi” Escrivy:

1. Zostaw po sobie ślad. – Świeć światłem swojej wiary i miłości. Swoim życiem apostoła zmyj lepkie, brudne ślady pozostawione przez plugawych siewców nienawiści. – I oświetlaj wszystkie ziemskie drogi ogniem Chrystusa, który nosisz w sercu.

49. Milcz! Nie bądź człowiekiem zdziecinniałym – karykaturą dziecka: plotkarzem, intrygantem, skarżypytą. – Swoją gadaniną i plotkami oziębiłeś miłość. Nie mogłeś wykonać gorszej roboty, a jeśli przypadkiem przez swój niewyparzony język naruszyłeś mocne szańce wytrwałości innych, twoja własna wytrwałość przestaje być łaską Bożą, ponieważ jest zdradzieckim narzędziem nieprzyjaciela.

50. Jesteś ciekawski i wścibski, lubisz podglądać i węszyć. Czy nie wstyd ci, że nawet w swoich wadach jesteś tak mało męski? – Bądź mężny i to pragnienie wtrącania się w życie innych zamień w pragnienie i rzeczywistość poznania samego siebie.

51. Twój męski duch, prawy i prostolinijny, zachmurza się, gdy nagle czuje się wplątany w knowania, plotki i spory, których nie rozumie i z którymi nigdy nie chciał mieć nic wspólnego. – Przyjmij to upokorzenie, jakim jest bycie na językach, i niech owo doświadczenie nauczy cię dyskrecji.

Piękna to ale twarda mowa. Z drugiej strony odtrutka na rozproszenie woli i energii tak propagowane choćby przez świat mediów społecznościowych. Sieczka w mózgu, aby ręka szybciej i bezmyślniej trafiała do portfela i wydawała, wydawała, wydawała…

Wtorek
Polska służba zdrowia. Jaka jest, każdy wie? Kolejki, absurdy, generalnie nie dzieje się dobrze. Ludzie czekają godzinami do onkologa, rodzice z całej Polski ze swoimi pociechami godzinami na korytarzach. Cisi, ludzie „mali”, nie z pierwszych stron gazet cierpią w spokoju. Czasami zasłona się odsłoni, gdy ktoś znany zachoruje i podzieli się swoimi doświadczeniami. Były rzecznik SLD Tomasz Kalita od jakiegoś czasu zmaga się z ciężkim rakiem-glejakiem. Niedawno napisał: „piąta godzina oczekiwania na wizytę u lekarza w Centrum Onkologii. Szacunek dla pacjentów to w Polsce towar deficytowy (…) Takie proste rzeczy przerastają naszą służbę zdrowia. Ludzie przyjeżdżają z drugiego końca Polski i nie mogą odebrać np. recept czy zwolnienia, bo lekarz nie może go wypisać w danej chwili. Ten korytarz pełen ludzi, którzy siedzą z termosami, w temperaturze 12 stopni przed chemią – a pan dobrze wie, panie redaktorze, że przed chemią nie można się absolutnie przeziębić”.

I dalej w rozmowie z Robertem Mazurkiem w RMF FM: „Moja konkluzja po 3-4 miesiącach zmagań w szpitalach jest taka, że każdy minister, który chce zajmować się służbą zdrowia, powinien położyć się do szpitala i przejść tę mitręgę. Ludzi w systemie mamy świetnych, mamy świetnych lekarzy, ale system mamy chory (…) Jest nieudolność i brak organizacji. Dlaczego nie można zostać przyjętym na konkretną godzinę? Takie proste rzeczy przerastają naszą służbę zdrowia”. O pakiecie onkologicznym Tomasz Kalita powiedział: „Na początku została mi założona karta – niczego więcej nie odnotowałem”.

Nic nowego, wszystko jest, jak było i się nie zmienia pomimo najwspanialszych zapowiedzi z kampanii wyborczej. Pozostaje tylko polski, czarny humor, jak na przykład taka perełka:

Facet zapisuje się na badania specjalistyczne:
– Kiedy mogę się zapisać?
– Najbliższy termin 2017.
– Ale ja nie wiem, czy dożyję?!
– Spokojnie, to zapiszę ołówkiem i najwyżej zmażę.

Środa
Belgijska barbaria kwitnie. Nie, nie chodzi wcale o muzułmanów, którzy dzięki lewackiemu zaślepieniu i głupocie, zaludniają Brukselę i inne miasta, czyniąc je miastami na podobieństwo Bliskiego Wschodu czy Maghrebu. Tu chodzi o barbarzyństwo postępowe, w imię najlepszych cnót współczesnej rozporko-Lewicy (albo Lewicy genitalnej), która ma obsesję na tle dwóch spraw: seksu i śmierci (czyli na przenoszeniu na tamten świat bezbronnych, upośledzonych, generalnie nie-pięknych i nie-bogatych lub jeszcze nienarodzonych, pod warunkiem że nie są to płody szympansów – te są pod ochroną). Barbaria to symboliczna, bo w samym sercu Unii Europejskiej, uważanej przecież za najlepszy eksperyment świata przez Międzynarodówkę Światowego Postępu.

Jak pisze portal www.wPolityce.pl powołując się na artykuł w „Washington Post”, z raportu Belgijskiej Komisji Federalnej ws. „kontroli i oceny eutanazji” wynika, że w latach 2014-2015 na 3950 osób poddanych eutanazji, 124 cierpiały na zaburzenia psychiczne i behawioralne. To aż cztery razy więcej osób, niż w poprzednich latach. Wśród osób, które nie cierpiały na choroby śmiertelne, a którym podano zabójczy zastrzyk było pięciu pacjentów ze schizofrenią, pięciu z autyzmem i ośmiu z dwubiegunowością. Dodatkowo eutanazji poddano 29 osób z demencją oraz 39 z depresją.

Jak stwierdza „The Washington Post”, sprawą po raz pierwszy zainteresowali się dziennikarze oraz lekarze psychiatrzy, którzy dostrzegając problem, zaczynają zadawać pytania. Coraz częściej pojawiają się artykuły i filmy dokumentalne, które skupiają się na podejrzanych przypadkach uśmiercenia lub proponowaniu eutanazji chorym psychicznie, w tym młodym ludziom w wieku 20-30 lat. Na dodatek w grudniu zeszłego roku belgijscy specjaliści ds. chorób psychicznych, etycy oraz lekarze zaapelowali w otwartym liście o wprowadzenie zakazu eutanazji osób chorych psychicznie. „Widzimy, że w przypadku osób, które najpierw zostały uznane za nieuleczalnie chore, rezygnowano z ich uśmiercenia, bo pojawiały się nowe perspektywy. W paradoksalny sposób, to pokazuje, że choroby nie można nazwać „nieuleczalną” – czytamy w liście. Belgijska Komisja Federalna broni jednak swojego stanowiska. Jej zdaniem wszystko odbywa się zgodnie z prawem ale „The Washington Post” zaznacza, że także zagraniczni psychiatrzy krytykują belgijskich lekarzy, którzy przeprowadzają eutanazję na pacjentach z problemami psychicznymi. Zwraca się uwagę na możliwą korupcję, która przyczynia się do porzucenia powołania lekarzy i naruszenia autonomii pacjenta.

Tyle Belgia. Ale to wszystko brzmi znajomo. W Niemczech od września 1939 r. była „Aktion T-4”, w ramach której do końca 1941 r. „opróżnienia” 93 tys. łóżek czyli do zabicia prawie 100 tysięcy ludzi, również dzieci. To był oficjalny program eutanazji. Zabijano chorych psychicznie, zdeformowanych czy nieczystych rasowo. Stosowano różne uzasadnienia: od potrzeb eugenicznych, poprzez „współczucie, redukcję cierpienia, higenę rasową” oraz „konieczność oszczędzania na wydatkach socjalnych”. Program zakończono, bo wyszedł na jaw i zrobił się raban. Ale w przyrodzie i w Niemczech nic nie ginie: kilkuset specjalistów od eutanazji, lekarzy i SS-manów, odnalazło się potem doskonale w czasie Zagłady Żydów. Jako fachowcy od zabijania, szybko i sprawnie zbudowali system przemysłowego mordu na milionach ludzi, uznanych przez państwową doktrynę za „niepotrzebnych”.