Foto: Anna Czaban

Foto: Anna Czaban

W ostatnią niedzielę października w kościołach katolickich obchodzimy uroczystość Rocznicy Poświęcenia Własnego Kościoła.

Dzień rocznicy poświęcenia jest analogią do wspomnienia dnia przyjęcia chrztu. Przez chrzest człowiek staje się dzieckiem Bożym; przez poświęcenie świątynia staje się budynkiem przeznaczonym do wyłącznej służby Bożej. Są dwa liturgiczne formularze obchodów tego dnia. Jeden dla świątyń, których znamy datę poświęcenia i drugi dla świątyń o nieznanej dacie.

Tego roku, w tym dniu wraz z moimi Margaretkami oraz innymi czcicielami Różańca świętego odmawialiśmy Różaniec w największej świątyni świata o nieznanej dacie poświęcenia, i do tego jeszcze uczynionej rękami samego Boga. Świątynię tę odnaleźliśmy na ścieżkach pięknego lasu Forest Park na Queensie. Pachniała jesienią i spadającymi liśćmi. Pomiędzy drzewnymi kolumnami świątyni prześwitywały witraże, w których złote liście tańczyły w rytmie zachodzącego słońca. Sklepienie tej świątyni tworzyły baldachimy drzew tkane złotymi liścimi i sięgające nieskazitelnego błękitu nieba. Rzadkie jesienne ptaki wyśpiewywały melodie na niebieskich organach, a towarzyszył im szelest liści pod nogami.

W naszych rękach bezszelestnie przesuwały się paciorki Różańca, a nasze zdrowaśki sięgały nieba i naszych bliskich zmarłych, bo w ich intencji odmawialiśmy Różaniec. Nasza modlitwa łączyła się z modlitwą naszych bliskich w Kraju nad Wisłą. Na Facebooku pisali oni, że chcieliby być z nami. Odpisałem, że jest to możliwe. Nasze wspólne modlitwy spotkają się przed tronem Bożym i ogarną naszych zmarłych.

Nasza modlitwa i nasze śpiewy strącały liście z jesiennych drzew i zwracały uwagę przypadkowo spotkanych przechodniów. Może pomyśleli oni wtedy o Bogu, bo przecież przez publiczną modlitwę w parku wypełnialiśmy także nakaz Jezusa: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody”.

Po odmówieniu Różańca i Koronki do Miłosierdzia Bożego, tak jak po Mszy świętej w pierwszych wiekach chrześcijaństwa zasiedliśmy do agape, uczty miłości. Każdy przyniósł coś do zjedzenia. Zaskwierczała kiełbasa na grillu, a stoły uginały się pod obfitością polskich smakołyków.

Naszemu ucztowaniu towarzyszyły serdeczne rozmowy i muzyka. Przeżywaliśmy radość bycia z sobą. Ta radość miała najgłębsze źródło, którym był sam Chrystus, który powiedział, że gdzie dwaj lub trzej są zgromadzeni w Jego imię, On jest tam obecny. A my przecież zgromadziliśmy się w Jego imię.

Gdy już prawie wszystko się dopełniło, nad horyzontem pojawiły się ciemne chmury. Powiał porywisty wiatr, pomagając nam posprzątać stoły. A my w sercach czuliśmy powiew Ducha Świętego, który nas napełniał radością i pokojem. A na koniec, jak przystało na uroczyste nabożeństwo niebo pokropiło nas rzęsistym deszczem, który według stuprocentowej prognozy miał padać całą niedzielę. W sobotę wieczorem odwołałem to spotkanie ze względu na deszczową prognozę, dodając, że jak stanie się cud, i nie będzie padać, to pójdziemy. Nie wiem czy to był cud, ale było cudownie.

Niedzielne rozważania w wersji audio znajdują się na stronie www.ryszardkoper.pl w sekcji Audio-Video