Bridge Reflections on Sasquehanna River. Foto: Hanna Kelker

Bridge Reflections on Sasquehanna River. Foto: Hanna Kelker

Pośród ponad 30 fotografii Hanny Kelker wystawionych w Fundacji Kościuszkowskiej, znajduje się zdjęcie przedstawiające słońce.

Nic tylko zachodzące słońce w Arizonie, potężne, nieruchome w żółtych i czerwonych kręgach jarzącej poświaty. Jak z obrazów Turnera: słońce – żywioł kosmiczny, zgoła boski. W jego ognistych promieniach wszystko się rozpuszcza, zamienia się w jednorodną, świetlistą materię.

Mimo że Hanna Kelker chętniej fotografuje architekturę niż przyrodę, bynajmniej nie jest to zdjęcie nietypowe. Przeciwnie, jest bardzo charakterystyczne dla sztuki nowojorskiej artystki – statyczny świat przedstawiony, nieruchomy; kompozycja fotografii – klasyczna, tj. fotografowany obiekt usytuowany centralnie, równomiernie na zdjęciu, bez zbędnych dodatków, upiększeń, itp., czy dodatków. „Czyste” przedstawienie.

Ta wystawa jej prac podoba mi się nawet bardziej, niż poprzednia – parę dobrych lat temu w Galerii Kuriera Plus. Dlaczego? Z prac tych przebija niezmącony spokój klasycznego porządku – estetyki Hanny Kelker i jej widzenia świata. Autorka nie szuka udziwnień, niebywałych ujęć, nie sili się na innowacyjność. Prostota (zawsze miara doskonałości) i pewność ładu, tradycyjnie opartego na symetrii, proporcji, stabilności obiektu przedstawionego.

Najlepiej tę jej metodę zauważyć można na zdjęciu obrazującym nowy gmach muzeum w Milwaukee. Budynek usytuowany nad jeziorem w pełnym rozwinięciu przypomina ptaka w locie. Hanna Kelker frontalnie fotografuje bryłę nowoczesnego gmachu – „skrzydła” tego ptaka wznoszące się na tle nieba – błękitnego, przejrzystego, bez żadnej chmurki, żadnego zakłócenia. Artystka ustawiła się centralnie, toteż owe skrzydła równo są rozłożone: tyle samo przestrzeni od lewej strony zdjęcia, co od prawej. Bezludny krajobraz, niezmącony spokój, harmonia czystej kompozycji.

Jeśli przyjrzymy się fotografiom rozwieszonym w rotundzie budynku Fundacji Kościuszkowskiej oraz w Sali Przyjęć zauważymy tę dominującą cechę jej prac: „Aleja dębowa w Luizjanie” – pośrodku usytuowana ścieżka zwęża się ku górze zdjęcia zgodnie z zasadami perspektywy, zaś po obu jej stronach symetrycznie rosnące drzewa, z fantastycznie poskręcanymi gałęziami. Most/wiadukt przez rzekę, fotografowany z wody: potężne słupy, eleganckie łuki, odbicie w wodzie pomnaża stabilny, trwały wymiar konstrukcji. Kościół św. Xaviera del Bac – dwie krępe wieże równo rozmieszczone na papierze (od lewej i od prawej) – proporcje, symetria, klasyczna równowaga kompozycji.

Używam określenia „klasyczna” w przeciwieństwie do „barokowej”, z charakterystycznym dla tej drugiej estetyki ruchem, niepokojem, złamaniem proporcji, półmrokiem skrywającym część przedstawianej sceny.

Klasycyzm – sztuka miary, wagi i proporcji – wymaga stabilnego wizerunku, bezruchu, frontalnego, symetrycznego ujęcia, jednolitego oświetlenia całej sceny. Hanna Kelker nie szuka udziwnień dla swej sztuki, złapania w obiektywie osobliwości tego świata, albo zaprezentowania przedmiotu pod kątem, z niespotykanej perspektywy; unika sugerowania ruchu.

Na większości fotografii Hanny Kelker nie ma ludzi. Nawet jeśli się znajdują, jak na zdjęciu przedstawiającym muzyków z Nowego Orleanu, jest to grupa jak rzeźba: frontem na zdjęciu do widza, postaci regularnie rozstawione (choć przecież nie pozują do ujęcia), pośrodku tej grupy stoi człowiek, a symetrycznie po lewej i po prawej stronie, jak słupy wspierające całą konstrukcję, dwie inne stojące osoby zespołu ulicznych grajków dopełniają miary stabilnej kompozycji.

Na innym zdjęciu przedstawiającym widok z wnętrza muzeum w Milwaukee na jezioro mamy grupę ludzi – anonimowe postaci, cienie, jak zastygłe w pozach wycinanki z czarnego papieru. Teatralne figury, dekoracje, nie ludzie.

Jednolite oświetlenie sceny nie wyklucza obecności cienia. Przeciwnie nawet. Hanna Kelker zdaje się być zafascynowana cieniem jako specyficznym elementem kompozycyjnym, dodatkowo obecnym obiektem. Cień nie jest dla niej zbędnym uzupełnieniem, dodatkiem, czymś obcym, intruzem w jej polu widzenia. Stanowi integralną część świata przedstawionego; jak na „Czerwonej stodole”, czy budynku mieszkalnym na Manhattanie, gdzie nagie drzewo pojawia się w towarzystwie swego sobowtóra – cienia na ścianie budowli.

Wystawa prac Hanna Kelker w Fundacji Kościuszkowskiej stanowi rozszerzoną wersję tego, co nowojorska fotografka pokazała tego lata w Krakowie. Zaprezentowała się na pewno doskonale: nienaganna technika, „egzotyczne” dla polskiego widza tematy, estetyka klasyczna.