Z księdzem Leszkiem Kryżą TChr. – dyrektorem Zespołu Pomocy Kościołowi na Wschodzie przy Konferencji Episkopatu Polski – rozmawia Leszek Wątróbski.

– Jak doszło do powstania Zespołu Pomocy Kościołowi na Wschodzie?
– Nasz Zespół powołany został w roku 1989 z inicjatywy księdza kardynała Józefa Glempa. To była odpowiedź, czy jak kto woli – akt solidarności Kościoła polskiego z Kościołem, który zaczął się powoli odradzać na Wschodzie w okresie tzw. pierestrojki. Pojawiły się tam wówczas możliwości odzyskania kościołów i budowania wspólnot parafialnych. I wtedy z Polski wyruszyła cała armia kapłanów, braci i sióstr zakonnych, aby od Bugu aż po Władywostok wspierać i budować tam Kościół. Niektórych z nich, i to z różnych powodów, tamtejsze władze uznały potem za persona non grata i nie wyraziły zgody na dalszą posługę. Obecnie z podobnymi decyzjami spotykamy się na szczęście coraz rzadziej, choć ciągle jeszcze się zdarzają. Od ćwierć wieku więc – nieprzerwanie, pomagamy wszystkim kapłanom, siostrom i braciom zakonnym a także misjonarzom świeckim, pracującym za naszą wschodnią granicą. Pieniądze na ten cel zbierane są we wszystkich kościołach w Polsce, a także na placówkach polonijnych, w drugą niedzielę Adwentu. Z tych właśnie ofiar, przez cały potem rok, pomagamy i wspieramy różne inicjatywy i potrzeby Kościoła za wschodnią granicą.

– Czy można mówić o wielkości tej zbiórki?
– Zbieramy około 2,5 mln zł. Są to dla nas realne pieniądze, które jeszcze kilka lat temu, przeznaczaliśmy w dużej części na pomoc, którą można nazwać remontowo-budowlaną. To był czas, kiedy trzeba było odnawiać zrujnowane i budować nowe świątynie, w okresie władzy komunistycznej zamienione na stajnie, warsztaty, magazyny czy w najlepszym razie na świetlice i muzea ateizmu. Tak było np. w Kamieńcu Podolskim czy we Lwowie. Teraz odnotowujemy zmianę kierunku naszej pomocy. Mniej jest już remontów i budów, choć ciągle wiele jest w tym zakresie do zrobienia i powstają nowe świątynie. Patrząc na prośby napływające do naszego biura, można zauważyć, że obecnie, w większości dotyczą one formacji ludzi i pomocy charytatywnej, bardzo aktywnie i owocnie świadczonej. Inwestycje w człowieka jest w tej chwili najważniejsza. Nie dobrze bowiem działoby się, gdyby wyremontowane kościoły stały puste – bez ludzi. A z drugiej strony bez zaplecza materialnego czyli konkretnych obiektów, trudno wspólnocie funkcjonować i się rozwijać.

– Czy może Ksiądz podać kilka konkretnych przykładów Waszej pomocy?
– Bardzo proszę. Wsparliśmy piękną inicjatywę kapłana z Polski, posługującego w Kirowie dużym mieście na terenie Rosji – który postanowił właśnie tam, gdzie aborcja jest swoistą plagą, założyć pierwsze „okno życia”.

Przeciwności było bardzo dużo. Udało mu się sprawę doprowadzić do końca, czyli do otwarcia „okna życia”. To tylko jeden z wielu przykładów aktywności Kościoła katolickiego na tamtych terenach, w których my jako Zespól uczestniczymy.
Obecnie sporo naszych sił i środków idzie na Ukrainę, szczególnie na tereny doświadczone działaniami wojennymi. Latem pomagamy w organizacji wakacji dla dzieci. Podań z prośbą o pomoc w tym zakresie jest bardzo dużo. Staramy się je wszystkie choćby częściowo realizować – tak, aby dzieci, młodzież czy nawet dorośli, mogli choć na chwilę wyrwać się z traumy wojennej i pożyć w normalnych warunkach czy po prostu spędzić trochę czasu na wakacyjnym wyjeździe. Takie wakacje organizowane przez duszpasterzy czy siostry zakonne są też czasem formacji, która potem przez cały rok owocuje.

– Sytuacja Kościoła i wiernych na Ukrainie nie wygląda ostatnio najlepiej?
– Miałem okazję odwiedzić parafie, znajdujące się na południu tego kraju – blisko linii frontu. Odwiedziłem m.in. Mikołajów, gdzie posługują moi współbracia chrystusowcy, Chersoń, Tawrijsk, Berdiańsk, Mariupol i Zaporoże. Wyprawa była naprawdę niezwykła. W drodze towarzyszył mi proboszcz z Doniecka, który w tym czasie z wiadomych powodów nie mógł być ze swoją wspólnotą parafialną, ale cały czas był w łączności z nimi, a nawet, co mnie bardzo zadziwiło, prowadził internetowy krąg biblijny z rozproszonymi parafianami.

Jadąc po tamtych terenach, mijaliśmy wiele punktów kontrolnych, założonych na czas działań wojennych, mijaliśmy transporty broni, to wszystko robiło wrażenie, a do tego zaangażowani duszpasterze, siostry zakonne i wierni. Najbardziej utkwiła mi w pamięci wizyta w parafii w Mariupolu, gdzie nadal słychać było strzały walczących, a z okien tamtejszej plebanii dostrzec można pierwszą linię frontu.

Ciekawą inicjatywę stworzyła tam grupa naszych katolików, którym przewodzą ojcowie paulini. Otóż w centrum miasta postawiono namiot, który spełnia rolę ekumenicznego domu modlitwy. Modlą się w nim chrześcijanie różnych wyznań: katolicy, prawosławni i grekokatolicy oraz muzułmanie i żydzi. Nasz Zespół partycypował w zakupie nowego namiotu, dotychczas używany był wypożyczony od wojska i już się zużył. Nowy pięknie służy jako miejsce modlitwy ponad podziałami. Wszystkie konfesje, których wierni tam się modlą, mają rozpisane dyżury. Przez 24 godziny na dobę, w centrum Mariupola trwa modlitwa o pokój i zakończenie działań wojennych. Kiedy tam byłem wojnę czuło się na każdym kroku i podobnie jest teraz, mimo podpisanych porozumień, ludzie żyją z poczuciem tymczasowości, na walizkach. Nie da się też normalnie funkcjonować, kiedy słychać strzały czy kiedy brakuje wielu podstawowych rzeczy. W takiej sytuacji wspólnota parafialna jest oparciem i pomocą.

– Czym jeszcze się zajmujecie?
– Nasza pomoc Kościołowi na Wschodzie jest bardzo szeroka i podejmujemy ją na wielu płaszczyznach. Każdego roku wpływa do nas około 500 różnych próśb. Pochodzą one ze wszystkich krajów – byłych republik ZSRR – od Bugu aż do Władywostoku. Nasza pomoc nie ogranicza się do miejsc, w których pracują księża czy siostry z Polski. Kierujemy ją do wszystkich rzymskokatolickich parafii i wspólnot na Wschodzie, położonych w krajach byłego ZSRR. Oczywiście zdecydowanie mniej jeśli chodzi o kraje bałtyckie: Litwę, Łotwę i Estonię, bo są to kraje Unii Europejskiej, choć i z tamtych stron prośby do nas trafiają, szczególnie z Litwy.

Działalność Zespołu polega też na reagowaniu na sytuacje nadzwyczajne, takie które przynosi bieżące życie. W ten właśnie sposób otworzył się jakby nowy rozdział naszej działalności związany z uchodźcami z Ukrainy. Nasze biuro staje się niejako miejscem pomocy w odnalezieniu się w tych ludzi w nowej rzeczywistości. Zgłaszają się do nas ludzie z ofertami pracy czy mieszkania dla uchodźców z Ukrainy. Przychodzą też do biura imigranci ze Wschodu, aby u nas szukać pomocy.

Trzeba też wspomnieć o naszej inicjatywie, którą nazwano „Polska gościnność”, a która ciągle jeszcze przynosi owoce w postaci przyjmowania rodzin z terenów objętych działaniami wojennymi.

Mamy też pierwsze prośby z Chin. Trzy siostry ze zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia (od siostry Faustyny), pojechały do pracy na Kubę. Takie egzotyczne prośby pojawiają się u nas coraz częściej. Spełniamy je, w miarę możliwości.

– Kto jest Waszym sojusznikiem i najbardziej pomaga?
– Zespół współpracuje z Delegatem Episkopatu ds. Duszpasterstwa Emigracji, z rektorami Wyższych Seminariów Duchownych w Polsce, z rektorami Polskich Misji Katolickich i ich duszpasterzami, z Komisją Episkopatu ds. Misji, z Papieskimi Dziełami Misyjnymi, z zakonami męskimi i żeńskimi, z Caritas Polska i innymi ośrodkami.

Nasza działalność jest możliwa, głównie dzięki ofiarności ludzi dobrej woli, którzy wspierają to, co robimy dla Kościoła na Wschodzie. Korzystając z okazji, pragnę bardzo podziękować wszystkim wspólnotom parafialnym i ich duszpasterzom w kraju i poza granicami, a także indywidualnym ofiarodawcom, bez tych ofiar te wielkie i potrzebne dzieła nie były by możliwe. Nasz zespół stworzony 25 lat temu przez kardynała Glempa był i jest nadal czymś opatrznościowym. Jego pomysł okazał się genialny, dzięki tej inicjatywie, w ciągu ćwierćwiecza mogło powstać i powstało wiele dzieł. Oczywiście nie jesteśmy jedynymi, którzy pomagają. Tamtejszym wspólnotom pomagają także diecezje, zakony i parafie, wiele fundacji i organizacji rządowych i pozarządowych i oczywiście potężne niemieckie fundacje, dzięki którym można było w przeszłości remontować czy budować obiekty sakralne. Dopiero to wszystko razem wzięte tworzy jedną wielką całość, dzięki której Kościół Katolicki za wschodnią granicą się rozwija. Nic więc dziwnego, że serce nam rośnie.

– Jak liczny jest Wasz Zespół i kto wchodzie w jego skład?
– W skład Zespołu wchodzi trzech biskupów: biskup przewodniczący, którym jest obecnie ks. Antoni Pacyfik Dydycz OFMCap – biskup Senior Diecezji Drohiczyńskiej, biskup Tadeusz Bronakowski, wikariusz generalny diecezji łomżyńskiej, i biskup Marian Rojek – ordynariusz diecezji zamojsko-lubaczowskiej oraz ja jako sekretarz Zespołu i dyrektor biura oraz sekretarka. Od samego początku funkcję dyrektora biura i sekretarza Zespołu sprawowali chrystusowcy: ks. Edward Michalski, ks. Wiesław Wójcik i śp. ks. Józef Kubicki, a od kilku lat w Zespole pracuję także ja. Na naszych posiedzeniach rozpatrywane są wszystkie prośby, które są wcześniej akceptowane i zatwierdzone przez miejscowego biskupa ordynariusza. Dopiero wówczas komisja decyduje o realizacji przedstawionego nam wniosku.

– Które kraje czy regiony potrzebują obecnie najbardziej pomocy?
– Tak naprawdę, to nie ma takiego kraju, o którym mógłbym spokojnie powiedzieć, że nie potrzebuje naszej pomocy, szczególnie w obecnej sytuacji ekonomiczno-politycznej. Wystarczy spojrzeć na Ukrainę czy na sytuację w Mołdawii. Często wspólnoty wiernych są niewielkie, a poszczególni członkowie w trudnej sytuacji materialnej. W takim układzie bez pomocy z zewnątrz trudno jest funkcjonować i podejmować nowe inicjatywy. W Rosji niektóre parafie są większe od Polski. Biskup Cyryl Klimowicz z Irkucka mówi, że jego diecezja jest trzydziestokrotnie większa od naszego kraju. Łatwo więc sobie wyobrazić, jakie to niesie ze sobą problemy. Pojawia się też kwestia języka używanego w liturgii. W jakim języku sprawować sakramenty, przepowiadać Słowo Boże? Po rosyjsku, białorusku, ukraińsku czy po polsku? Tutaj wiele zależy od mądrości lokalnego duszpasterza. Chodzi o to, aby niczego nie zepsuć. Uszanować tradycje i ludzi starszych, a jednocześnie być komunikatywnym, zrozumiałym. Funkcjonujące stwierdzenie, że katolik to Polak i odwrotne nie jest do końca prawdziwe. Dziś katolikiem może być także Rosjanin, Ukrainiec czy Białorusin, a Kościół jest Kościołem Powszechnym.

– Jaka jest obecnie sytuacja Kościoła katolickiego za wschodnią granicą?
– Nasza początkowa pomoc była świadczona na Wschodzie w formie ukrytej i nieoficjalnej. Wiele zgromadzeń zakonnych i osób życia konsekrowanego widząc ogromne spustoszenie w dziedzinie religii przez system sowiecki, z jednej strony oraz autentyczne pragnienie jej rozwoju, z drugiej strony – zakładało w ukryciu własne wspólnoty na Wschodzie. Wykonywały one ogromną pracę zgodnie z własnym charyzmatem. Ważnym elementem ukrytej i nieoficjalnej pracy w Kościele na Wschodzie była współpraca z osobami konsekrowanymi w Polsce. Wiele osób wyjeżdżało na Wschód przewożąc w ukryciu książeczki do nabożeństw, różańce, medaliki i inne przedmioty kultu. Często graniczyło to z cudem Bożej Opatrzności, że przy tak dokładnych kontrolach granicznych udawało się przewozić różnorodne pomoce religijne dla tych, którzy nieoficjalnie pracowali na rzecz Kościoła katolickiego na Wschodzie. Od czasów pierestrojki zmieniła się sytuacja kościołów na Wschodzie: katolickiego, prawosławnego i greckokatolickiego oraz innych związków wyznaniowych. Powstały nowe struktury kościelne, utworzono nowe diecezje z nominacji nowych księży biskupów, otwarto nowe seminaria i uczelnie katolickie. Wybudowano wiele nowych świątyń, wyremontowano stare, zniszczone. Gorliwa praca kapłanów i sióstr zakonnych zaczęła wydawać pozytywne owoce w postaci rodzimych powołań. Z uzyskaniem wolności religijnej rozpoczynają się ruchy kościelne i stowarzyszenia wiernych świeckich. Wydawane są wreszcie księgi liturgiczne i czasopisma katolickie. Większa wolność religijna przekłada się na większe zaangażowanie wiernych w życie Kościoła. Ta aktywna działalność napotyka nadal na różne przeciwności, ale zdecydowanie mniejsze niż wcześniej i wymaga nadal wsparcia ze strony Kościoła w Polsce.

– A jak wygląda działalność sióstr zakonnych i instytutów świeckich?
– To ważna i owocna służba. Sióstr zakonnych, pracujących w Kościele katolickim na Wschodzie, obecnie jest ok. 350 w tym coraz więcej miejscowych. Wiemy, że siostry zakonne pracujące przeważnie przy parafiach jako katechetki, opiekunki chorych, zakrystianki, prowadzą domy dziecka, domy seniora czy domy samotnej matki. Także niektóre z zakonów klauzurowych zostały zaproszone do diecezji katolickich na Wschodzie. Również Instytuty świeckie są obecne na Wschodzie. Nie prowadzą one życia wspólnotowego, ale dają świadectwo chrześcijańskiego życia poprzez obecność i pracę, np. Focolarini.

…a zakony męskie?
– …tych jest najwięcej. W 2005 r. pracowało w krajach Wspólnoty Niepodległych Państw i krajach byłego bloku komunistycznego 639 księży i braci (3 biskupów, 579 księży i 60 braci). Jeśli chodzi o rodzaj pracy zakonów męskich, w większości jest to praca w duszpasterstwie parafialnym.

rozmawiał Leszek Wątróbski

Doktor nauk humanistycznych, autor książek: “Polskie osadnictwo w Nowej Zelandii”, “Polacy w Bułgarii”. watrobski.wordpress.com