Ks. Andrzej Sańko z wolontariuszami i dr Tadeuszem Borowskim-Besztą, dyr. Hospicjum Opatrzności Bożej w Białymstoku, którego ojca śp. Marcina rozstrzelali sowieci, zsyłając jego żonę wraz z synem do Kazachstanu.

Ks. Andrzej Sańko z wolontariuszami i dr Tadeuszem Borowskim-Besztą, dyr. Hospicjum Opatrzności Bożej w Białymstoku, którego ojca śp. Marcina rozstrzelali sowieci, zsyłając jego żonę wraz z synem do Kazachstanu.

O niezrozumiałym po ludzku marzeniu, aby nieść Ewangelię nawet wrogom – z księdzem Andrzejem Sańko, opiekunem chorych, skrzywdzonych, wieloletnim duszpasterzem polonijnym – oraz misjonarzem krajów byłego ZSRR rozmawiają członkowie Stowarzyszenia „Unia Kultur i Narodów”.

– Jakość życia chrześcijańskiego pozostawia dziś wiele do życzenia. Co jest według Księdza przyczyną współczesnej dewaluacji wartości takich jak wiara w Boga, modlitwa, zaufanie do innych, rodzina, naród?
Nie wyobrażam sobie życia bez Chrystusa. Poprzez swoje ofiarne życie objawił On sens istnienia człowieka i świata. Nie ma dla mnie zatem innej możliwości zbawienia tylko droga ku Ojcu Przedwiecznemu przez Chrystusa w Duchu Świętym. Oczywiście człowiek w swojej „mądrości” może wzgardzić nawet najcenniejszym darem, tylko dlatego, że nie pasuje do utartych kryteriów myślenia, mody, trendów filmowych i literackich. Osobiście bardzo cierpię, iż wielu ludzi nie liczy się ani z Bogiem, ani z przekonaniami innych, a garstka możnych narzuca milionom swoje urojenia pod płaszczykiem „prawdy”. I tu dochodzimy nie tylko do filozoficznych czy teologicznych pytań, lecz podstawowej racji istnienia wszechświata, w którym jednostka ludzka ze swoim losem stanowi nieporównywalnie małą część kosmosu. Najprościej jak tylko można się wyrazić: wiara w Zbawiciela – Żywego Boga i Człowieka, wyrażona w postępowaniu oznacza właśnie życie w całej pełni. A jej brak jest równoznaczny ze zubożeniem osobowości, rodziny, społeczeństwa, prowadząc do samozagłady nie tylko pojedynczych jednostek, lecz nawet ludobójstwa całych narodów – tłumaczonego arogancko przez dzisiejszy, brutalny kapitalistyczny neokolonializm jako nieuchronny i jedyny możliwy sposób rozwiązania problemów ludzkości. Ten proces to jedynie naśladownictwo spotykanego wcześnie w historii „rządu dusz”, to znaczy całkowitej ingerencji władzy politycznej w życie osobiste, a nawet duchowe. Oznacza to przekreślenie wyższości prawa naturalnego i Bożego nad nieuprawnioną uzurpację władzy, co tak naprawdę stanowi przejaw satanistycznego dążenia do zawładnięcia człowiekiem. Jeżeli więc życie ludzkie, jak wierzymy, poprzez swoje pochodzenie od Boga stanowi świętość, zatem zamach na wolność osoby ludzkiej jest równoznaczny z wykroczeniem przeciwko najgłębszej racji istnienia. W totalitarnym systemie sowieckim i nazistowskim wiele uwagi i nakładów poświęcano dyskredytacji i zohydzeniu nie tylko religii, zwłaszcza katolickiej, lecz również poczucia własnej wartości, a nawet zwykłej logiki. Obecnie wyrzucenie autentycznej wiary z serca człowieka odbywa się na wiele sposobów.

Dzieje się tak poprzez zaprogramowane wyśmiewanie w mediach, rozsiewanie niemoralności wraz z niewiarą w rzeczywistość nadprzyrodzoną, propagowanie poglądów o bezsensowności ludzkich wysiłków, by w końcu doprowadzić do desakralizacji człowieka, jego wiary i modlitwy oraz stworzonego świata, który nie należy do nas.

Wyrazem tego procesu jest przedmiotowe traktowanie osoby ludzkiej, a jeśli nie pozostaje nic świętego, dochodzi do systematycznego zniesławiania wyznawanych przez nas wartości oraz zamachów nie tylko na świętość kościołów, ale krwawe mordowanie chrześcijan na skalę dotąd niespotykaną.

Fanatyzm, ignorancja, nacjonalizm i fałszywe poglądy polityków mogą być przyczyną cierpień milionów. W obliczu rozgrywających się obecnie konfliktów nasuwa się pytanie gdzie podział się zdrowy rozsądek i hamulce moralne nie pozwalające zabijać w imię ideologii zła?
To bardzo ważne pytanie, gdyż stawia nas wobec kwestii odpowiedzialności za siebie, innych, rodzinę, naród oraz świat, w którym istniejemy. Pozbawione iluzji, życie w całej pełni, oznacza wiarę w Żywego Prawdziwego Boga, a nie zdeformowanego na swój własny obraz. Wewnętrzne zakłamanie prowadzi nieuchronnie do potwornego zła, a nawet wykorzystywania religii w niecnych celach. Przykładem może być niemieckie „Gott mit uns; Deutschland, Deutschland Über alles”; banderowskie „Ukraina ponad vse!” czy muzułmańskie „Allah akbar”.

Jak mocno trzeba nienawidzić innego człowieka i narodu, aby zabić w sobie wszystko, co ludzkie, aby następnie mordować z zimną krwią ludzi zupełnie niewinnych, cynicznie oskarżając ich potem o najohydniejsze zbrodnie? Najbardziej do nas, Polaków przemawia męczeńska historia narodu, do którego mamy szczęście należeć. Nasza ojczyzna zawsze była bastionem, przedmurzem chrześcijaństwa, walki z tyranią i autentycznej wolności. Właśnie z tego powodu powinniśmy być dumni, że jesteśmy Polakami. Mamy się czym chlubić i świadczyć o tym, jak czynię to często, zwracając się podczas rekolekcji czy innych spotkań do młodzieży, która ma za zadanie przekazać prawdziwą historię ojczystą następnym pokoleniom: „Jesteś Polką – Polakiem, pamiętaj o skazanych i wywiezionych, którzy umierali z Polską na ustach i w sercu! Zachowali godność mimo upodlenia, zezwierzęcenia oprawców i urobionego przez propagandę przekonania miejscowej ludności, że są najgorszymi zbrodniarzami. Poddawani nieustannej pokusie, aby wyrzec się Chrystusa za kawałek chleba i skrócenie wyroku w zamian za donoszenie i współpracę. Polacy nie spełnili oczekiwań Hitlera ani Kremla, zostali zaklasyfikowani jako element wywrotowy, nieprzydatny do budowania systemu opartego na przemocy. Dlatego wśród wielu narodów, których zbiorową mogiłą stały się niemieckie i sowieckie obozy zagłady, Polacy stanowią wyjątkową rzeszę, tych, którzy miłość do Boga i Ojczyzny przedłożyli nad własne życie. Mimo to, dzisiejsi spadkobiercy zbirów spod znaku swastyki oraz czerwonej gwiazdy śmierci nadal się tego wypierają, nie mówiąc już o celowo zapomnianych i rujnowanych cmentarzach i wizach, które trzeba kupować i wypraszać u Rosyjskiej Federacji, mimo że każdy metr tego koszmarnego „Imperium Zła” zroszony jest polską krwią. W 2003 r. byłem wraz z zakonnicami niedaleko Pskowa i o mało nie wylądowaliśmy w więzieniu. Powodem tego była buta rosyjskiego dowódcy na granicy, który nie tylko pozwalał sobie na wulgarne słowa wobec Polaków zamęczonych w ZSRR, ale żądał haraczu za przejazd na ojczyste groby. Pamiętam, jak pogardliwie się wypowiadał: – „Poliak to bogaty pan, niech nam płaci, bo my Ruskie”; „skoro Stalin waszych prześladował i wystrzelał w Katyniu, znaczy się oni na taki los zasłużyli”. Miałem możliwość poznać wielu wywiezionych do obozów śmierci nawet jako dzieci. Przy spotkaniach z nimi nie wyczułem nienawiści do Niemców, Ukraińców czy Rosjan, a jedynie ogromny ból oraz niedowierzanie, że mogło dojść do tak wielkiego zniewolenia i upodlenia całych narodów, których „wielką” historię głosi do dziś kłamliwa, krzykliwa, agresywna propaganda. Nie ma mowy o jakiejś „sprawiedliwości dziejowej” wobec naszego narodu, który po 1945 r. został oszukany i zdradzony, czego konsekwencje, nie ekonomiczne jedynie, trwają do tej pory. Tym bardziej powinniśmy znać prawdę o niewyobrażalnych niemieckich i sowieckich zbrodniach oraz okrutnym ludobójstwie zwanym „rzezią wołyńską”, o zgładzeniu niewinnych za to tylko, iż byli Polakami. Wielu naszych rodaków z dawnych Kresów, którym oddałem pół życia, nadal nie wróciło do Ojczyzny. Ich potomkowie marzą, aby zobaczyć Polskę, z której kiedyś wygnano ich Przodków. Będąc dziekanem nad Morzem Czarnym spotkałem dość liczną osadę polskich katolików. Za udział w Powstaniu Listopadowym uprowadzono całe rodziny i osiedlono karnie na wietrznych chersońskich stepach, gdzie amplituda temperatur w skali roku to prawie 70. stopni (+40. latem, a zimą -30.). Drżąc z zimna, przymierając głodem, wznosili kościół Bożego Ciała, a kiedy zamieniono go na chlew i skład nawozów, a księdza aresztowano, powstali zbrojnie. Za udział w antysowieckim buncie w latach 30. zamordowano 75. mężczyzn. Do dziś nie wiadomo, gdzie zakopano ich skatowane ciała w tej nieludzkiej ziemi wygnania. Jak „żołnierze wyklęci” nie mają nawet własnego grobu.

– Tłumaczy to, dlaczego jest Ksiądz „wygnańcem z wyboru” i od prawie 20. lat trwa wśród rodaków w krajach byłego ZSRR. Dzięki wieloletniej współpracy z Księdzem na rzecz tysięcy chorych nieuleczalnie na Białorusi, najbiedniejszych dzieci, ofiar wojny na Ukrainie, członkowie naszego Stowarzyszenia mogli na własne oczy zobaczyć nie tylko ogrom potrzeb, ale być świadkami cudownych uzdrowień, nawet z najcięższych chorób, których dokonał Miłosierny Bóg poprzez cichą posługę Księdza. Jakie są powody, że charyzmat uzdrawiania jest w jakiś sposób przez Księdza ukrywany, skoro tak wiele osób, nawet w Polsce, potrzebuje uzdrowienia?

Od końca lat 90. wraz z lekarzami i wolontariuszami sprawuję bezinteresowną opiekę nad tysiącami chorych – ofiar Czarnobyla. Jako Polakowi i katolickiemu kapłanowi często odmawiano mi wstępu do szkół i do umierających na raka w szpitalach. Zdarzało się, że mimo pragnienia chorego i interwencji rodziny, nie dopuszczono mnie do chorego z posługą sakramentalną. Najczęściej działo się tak z bardzo rozpowszechnionej niechęci do „polskiej wiary” i „katolickiego Kościoła”, który nadal bywa postrzegany jako zagrożenie – narzędzie szpiegowskiej polityki Watykanu, co wszędzie rozbrzmiewało w czasach komunistycznych. I chociaż upadł Związek Radziecki, nastawienie do katolików dalej bywa, jeśli nie wrogie, to niechętne. Znamienne, że od czasów carskich obowiązuje zakaz rejestracji urzędowej (bez niej publiczne sprawowanie funkcji kapłańskich jest przestępstwem) w stolicach i wielkich miastach dla polskich księży, ponieważ mieli zbyt wielki autorytet i wpływ na społeczeństwo. Wynika stąd negatywne nastawienie władz do Kościoła Katolickiego, co znajduje wyraz w odmowie rejestracji nowych parafii, a także wydzieleniu im parceli pod budowę świątyń, a przede wszystkim w dalszym rujnowaniu zabytkowych, sakralnych obiektów, zrabowanych w czasach sowieckich i przerobionych w najlepszym razie na kina, biblioteki sale sportowe czy koncertowe co widać na przykładzie Lwowa i Smoleńska. Dlaczego o tym wspominam? Brak kapłanów i kościołów i wiara traktowana przez większość z przymrużeniem oka, jeśli nie z pogardą, jako sposób manipulacji oraz wyzyskiwania naiwnych – „opium dla ludu”, to, po ludzku biorąc, nie najlepsze środowisko głoszenia Dobrej Nowiny. A jednak Bóg daje dzięki Ewangeli moc wyzwalającą nie tylko pojedynczego człowieka, lecz całe narody. Doświadczyłem tego wielokrotnie pracując nie tylko wśród chorych onkologicznie. Jeden z wielu katechumenów, których wtajemniczałem w Misterium Krzyża i Zmartwychwstania Chrystusowego, w dowód wdzięczności za Dar Wiary napisał książkę pt. „Kościół w naszym życiu”. Ten prawie 70-letni historyk wcześniej twierdził, że nigdy nie wejdzie do kościoła. Podobnie jak autor, którego cytuje w podarowanym mi dziele: „Czy mogłem wierzyć w takie bzdury jak istnienie diabła? Tak, teraz wierzę. Wierzę dlatego, że… widzę go. Widzę go w każdym posterunku… On istnieje! To nie są wymysły księży. To realność. Realność naukowa.

…Widzę setki identycznych obozów zagłady, rozrzuconych na dwóch tysiącach wiorst karelskiej tajgi, przygniecionej polarnymi nocami; tysiące baraków, gdzie na kupach zgniłych szmat czołgają się na wpół zgnili, obsypani wszami ludzie i wydaje się, że to nie zamieć uderza w okno, lecz sam diabeł krąży wokół nas i chichocze…
…Tu można być tylko otępiałym… Tylko tak można żyć nie zauważając jak na każdym kroku tańczy diabeł. Ludzie kurczą się na jego widok. Tam umierałem i ja… Czy diabeł będzie nasycony wiadrem mojej krwi? Żąda jej w całości. Diabeł budowy socjalizmu wymaga całej naszej krwi do ostatniej kropli. I wypije ją do dna”. (Iwan Sołoniewicz, „Rosja w obozach koncentracyjnych”).

Rozumiejąc to, można iść nawet do wrogów… niespodziewanie doświadczając cudów Miłosierdzia wśród tych, którzy niedawno jeszcze nienawidzili i przeklinali Boga, ponieważ tak naprawdę nie znali Jego Prawdy ani Miłości. Zrozumiał to młody ksiądz Piotr, który prosił mnie, bym pomógł mu pokonać kryzys wiary. Towarzyszył mi w domowych odwiedzinach chorych. Któregoś dnia nie wytrzymał i ze łzami wykrzyknął: – Co tu się dzieje!? To przecież nowe Dzieje Apostolskie! Dzięki temu, co wtedy przeżył razem z nami, zostawił intratną posadę w kraju i pojechał do Rosji jako misjonarz na poniewierkę. Właśnie tacy odważni i radośni apostołowie Ewangelii są najbardziej potrzebni tam, gdzie ze wszystkiego, co piękne i Boże odarto człowieka. To jeden z wielu przykładów działania Ducha Świętego w naszych czasach. Czyż to bowiem nie piękne, że moi wychowankowie, młodzi ludzie w Imię Jezusa poświęcają się całkowicie jako wolontariusze służbie najbardziej potrzebującym i modląc się, pielęgnują ich z miłością w Hospicjum Opatrzności Bożej w Białymstoku i wielu innych miejscach w kraju i za granicą? Bogu dzięki, że są jeszcze na wzór Służebnicy Pańskiej, Najświętszej Dziewicy Maryi ludzie dobrej woli – Wolontariusze: gotowi podzielić się chlebem i Niebem. Ich posługa jest dla mnie najcenniejszą nagrodą za lata tułaczki, wyrzeczeń i niezrozumienia. Takie właśnie, trudne, ale piękne życie, otrzymałem od Boga i wszystko, co mam staram się oddawać w służbie ubogim, dla których jestem kapłanem, powiernikiem, pocieszycielem, sanitariuszem, sprzątaczem, tragarzem, wychowawcą, a nade wszystko bratem i bliskim człowiekiem. Szczególnie drodzy są mi chorzy nieuleczalnie, a także ludzie okaleczeni przez wojnę psychicznie i fizycznie, uchodźcy, sieroty oraz duchowo bezdomni. Ogrom potrzeb i problemów mnie przerasta, ale jestem spełniony, gdy mogę odnajdywać szczęście w oczach tysięcy poznających przeze mnie Chrystusa ludzi. Bóg mnie wspomaga w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji. Dopóki bowiem na tym świecie opętanym zdawałoby się wszechpotężnym złem, bije dla Boga chociaż jedno ofiarne serce, nie wszystko jest stracone…

Rozmawiały:
mgr inż. Mariola Jakubowska
i mgr Swietłana Łokciewicz
– misjonarki i wolontariuszki ze Stowarzyszenia „Unia Kultur i Narodów”
oraz mgr Aleksy Dziadak,
z Hospicjum Dziecięcego
w Mińsku na Białorusi.