Wizytę w Polsce niemieckiej kanclerz z jej inicjatywy media prorządowe malują jako sukces PiS oraz dowód, że Polska pod nowym rządem nie jest izolowana w Europie. Natomiast spotkanie pani kanclerz z Jarosławem Kaczyńskim, chociaż nie pełni żadnej funkcji państwowej, uznano za osobisty sukces prezesa PiS i uznanie roli „naczelnika państwa”.

Prawda jest trochę inna. Od szczytu NATO w lipcu ub. roku nie odwiedził Warszawy ani jeden ważny polityk europejski. Natomiast Angela Merkel nie wybrała się do Polski specjalnie. Po prostu objeżdża wszystkie stolice Unii Europejskiej. Zabiega, żeby się nie rozpadła po Brexicie, czyli wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, pod naciskiem nacjonalizmu i groźbą wyjścia nie tylko Holandii, ale także Francji, jeśli wybory prezydenckie wygra Marie Le Pen, która już zapowiedziała Frenxit. Co gorsza nowy prezydent amerykański Donald Trump wątpi w sens istnienia UE i NATO. Dlatego szef Rady Europy Donald Tusk ogłosił Trumpa za takie samo zagrożenie dla Unii, jakie stanowią islamscy terroryści (!).

Pani Merkel nie mogła więc pominąć Polski, szóstego co do wielkości członka UE, jeśli projekt ratowania Unii ma się udać. Tymczasem Polska i Niemcy mają różne poglądy na ten temat. W przeddzień wizyty pani kanclerz ważny dziennik niemiecki „Frankfurter Allgemaine Zeitung” ogłosił wywiad z Kaczyńskim. Prezes PiS przedstawił plan zmian w Unii, który według Berlina doprowadziłby do jeszcze większego paraliżu UE. Domaga się on zmiany traktatów unijnych, wzmocnienia państw narodowych a zmniejszenia władzy instytucji UE nad krajami członkowskimi. Powiedział wprost, że „europejskie prawodawstwo musi zostać zredukowane do wspólnego rynku i w pewnym stopniu do ochrony środowiska”.

Pani kanclerz polemizowała z tymi tezami podczas wizyty w Warszawie. Uważa, że przed rewizją traktatów trzeba uzgodnić wspólne stanowiska, by w trakcie negocjacji nie okazało się, że każde państwo ma inną opinię, jak jest ich 27. Zresztą politycy niemieccy, gdyby w ogóle zdecydowali się na rewizję traktatów to tylko po to, aby wzmocnić kompetencje Brukseli wobec państw unijnych. Oba kraje zajmują też różne stanowiska wobec sporu o Trybunał Konstytucyjny i podejścia do Unii nie tylko jako wspólnoty interesów ale także „wspólnoty wartości”, czyli ideologii, która miałaby modernizować zacofaną Polskę. Ale Kaczyński powiedział mocne „nie” takim planom i w wywiadzie dla FAZ poparł faktem, że po wyborze Trumpa „Ameryka nie wydaje się interesować wewnętrznymi sprawami naszego kraju. I dobrze.”

Natomiast Merkel dowodziła, że za czasów Solidarności i Lecha Wałęsy Polska była dla niej natchnieniem wolności i demokracji. Czyli w domyśle taka powinna pozostać, liczy więc pani kanclerz, że Polska prześle do Brukseli konstruktywne odpowiedzi, które rozwieją wątpliwości Komisji Europejskiej w sprawie Trybunału. Polska ma na to czas do końca lutego. Rząd w Warszawie zapewne wyśle odpowiedzi, ale uważa, że konflikt wokół Trybunału został rozwiązany z chwilą zakończenia kadencji prezesa Andrzeja Rzeplińskiego.

Warszawę i Berlin różni także stanowisko wobec imigrantów islamskich. Niemcy chcą aby kraje członkowskie UE wzięły na siebie skutki zaproszenia do Unii tych imigrantów, gdy dla władz niemieckich zrobiło się ich za dużo. Berlin chce narzucić ich relokację do innych krajów UE. Jednak Kaczyński powiedział w wywiadzie dla FAZ, że w dużej mierze zgadza się z oceną Trumpa, że Unia jest zasadniczo narzędziem realizacji niemieckich interesów w Europie a to nie jest zdrowa sytuacja. Po spotkaniu Merkel i Kaczyńskiego w hotelu Bristol w Warszawie nie odbyła się konferencja prasowa ani nie ogłoszono wspólnego komunikatu. Treści rozmów można więc domyślać się tylko na podstawie wywiadu prezesa PiS dla FAZ. Przy okazji wyszło na jaw, że Kaczyński spotkał się tajnie z panią kanclerz w lipcu ub. roku „w ładnym zamku we wschodniej części Niemiec” ale prezes PiS nie zdradził dokładnego miejsca a o przebiegu tych rozmów powiedział, że odbyły się w miłej, nieformalnej atmosferze.

Różnice interesów Polski i Niemiec dotyczą także spraw gospodarczych o wymiarze politycznym. Np. na konferencji prasowej po rozmowach Beaty Szydło i Merkel polska pani premier nie zgodziła się na budowę gazociągu Nord Stream 2. Zapowiedziała, że Polska poprze działania Unii na rzecz powstrzymania ocieplenia klimatu pod warunkiem, że Unia uszanuje polski „mix energetyczny”. Chodzi tu o dominację węgla w produkcji energii, a to wytwarza wielkie ilości dwutlenku węgla powodującego wzrost temperatury atmosfery ziemskiej. Natomiast Merkel od dawna stanowczo popiera rozwój odnawialnych źródeł energii. Gdyby udało się Polsce narzucić odejście od węgla, byłoby to dla Polaków kosztowne, a za to w interesie przedsiębiorstw niemieckich, już specjalizujących się w produkcji urządzeń energii odnawialnej.
Mimo tych różnic następuje zbliżenie stanowisk obu państw. Rząd Polski do tej pory nie wystąpił z formalną propozycją renegocjacji traktatów unijnych. Spadek imigracji islamskiej osłabił złe wrażenie wskutek odmowy Polski przyjmowania uchodźców. Oba kraje tak samo niepokoi polityka zagraniczna prezydenta Trumpa. Zbliżona jest także ocena Rosji jako zagrożenia i utrzymania sankcji gospodarczych nałożonych za karę za oderwanie Krymu od Ukrainy. Być może rząd w Warszawie zdecyduje się również na poparcie Donalda Tuska na drugą kadencję przewodniczącego Rady Europy. Kaczyński jest do tej pory temu przeciwny. Kanclerz Merkel chce widzieć swojego ulubieńca na tronie „króla Europy”. Jeśli Berlin zapłaci dobrą cenę, to Warszawa przynajmniej nie będzie blokowała ponownego wyboru Tuska.

Kanclerz Merkel spotkała się również z prezydentem Andrzejem Dudą. Minister prezydencki do spraw zagranicznych Krzysztof Szczerski powiedział, że między Polską a Niemcami nie ma „fundamentalnych różnic” w sprawie zachowania więzi atlantyckiej – czyli dobrych stosunków z USA – przyszłości Europy, reformy i przyszłości Ukrainy. Ponadto Duda i Merkel uznali, że za wcześnie na ocenę polityki zagranicznej Trumpa i nazywanie Ameryki „zewnętrznym zagrożeniem wobec Europy”, jak wypowiedział się Donald Tusk, przewodniczący Rady Europy.

Jan Różyłło