Przy ogromnym sprzeciwie demokratów Senat zatwierdził nowego prokuratora generalnego USA. Z jego dotychczasowej kariery wynika, że będzie on między innymi ostro walczył z nielegalnymi imigrantami.

Jeff Sessions podczas przesłuchań w Kongresie nie zdołał przekonać do siebie prawie nikogo z Partii Demokratycznej mimo, że swoim kolegom z opozycji jest znany bardzo dobrze, gdyż przez wiele kadencji zasiadał w Senacie.

W środowym głosowaniu za jego kandydaturą był tylko jeden demokratyczny senator (Joe Manchin z Zachodniej Wirginii), cała reszta głosowała przeciw. Sessions przeszedł przy stosunku głosów 52-47, czyli tylko nieco lepiej niż Betsy DeVos, która została sekretarzem do sspraw edukacji jedynie dzięki uczestnictwu w głosowaniu wiceprezydenta Mike’a Pence’a, który przełamał impas 50-50 głosów. Oprócz wszystkich demokratów poparcia Betsy DeVos odmówiła także dwójka republikanów.

Generalnie tak właśnie wygląda zatwierdzanie kandydatur do rządu Donalda Trumpa. Demokraci gremialnie głosują przeciw, republikanie muszą trzymać pełną dyscyplinę by przepchnąć kandydata.

Dla nowego prezydenta nie jest to na razie wielki problem, gdyż po wyborach, w dużej mierze dzięki niemu, Partia Republikańska ma większość i może przeprowadzić wszelkie projekty niewymagające kwalifikowanej większości głosów bez oglądania się na opozycję. Na dłuższą metę może to być jednak spore utrudnienie. Jak trudno jest rządzić przy totalnym sprzeciwie politycznych przeciwników przekonał się Barack Obama, który nie był w stanie przeprowadzić przez Kongres wielu istotnych projektów, właśnie na skutek blokady republikanów.

Zatwierdzenie jako prokuratora generalnego USA Jeffa Sassionsa wyniosło do tego urzędu mocno konserwatywnego polityka i prawnika, który w przeszłości wywoływał kontrowersje swoją postawą wobec mniejszości. Sugestie, że jest on rasistą, które w latach 80-tych spowodowały, iż jego kandydatura na sędziego federalnego została odrzucona, pojawiły się również podczas obecnych przesłuchań. Elizabeth Warren, odczytała w Senacie list z 1986 roku Coretty Scott King (wdowy po Martinie Luterze Kingu), przedstawiający go jego osobę nienadającą się do pełnienia federalnej funkcji właśnie z powodu decyzji wobec czarnych wyborców, które jako prokurator stanowy podejmował w Alabamie. Odczytała, a raczej próbowała odczytać gdyż uniemożliwił jej to lider republikańskiej większość Mitch McConnell, który wykorzystując rzadko stosowany punkt regulaminu odebrał jej głos. Warren dokończyła więc czytania przed senacką salą obrad, co transmitowane było na żywo na Facebooku i obejrzane zostało przez prawie dziewięć milionów ludzi.

Tego rodzaju sytuacje to drugie niebezpieczeństwo czekające na republikanów. Uciszanie opozycji, zwłaszcza wtedy kiedy wynik głosowania i tak jest przesądzony, nie jest najlepszym sposobem wykorzystywania większości. GOP powinna raczej szukać sposobów na zjednywanie sobie demokratów.
Tak czy inaczej Session po zaprzysiężeniu pełni już funkcję prokuratora generalnego USA. Jego pierwszym zadaniem będzie obrona w sądzie dekretu Donalda Trumpa wprowadzającego czasowy zakaz wjazdu do USA obywatelom Iraku, Syrii, Iranu, Sudanu, Libii, Somalii i Jemenu. Session nie pozostawił wątpliwości, że popiera dekret – zajmie więc zapewne zupełnie inną postawę niż zwolniona z Departamentu Sprawiedliwości prokurator Sally Yates, która kontestowała decyzję prezydenta.

Czym jeszcze zajmie się Jeff Sessions? Sądząc z jego dotychczasowego sprzeciwu wobec wszelkich prób legalizacji osób przebywających w USA bez papierów spodziewać się można, że zwalczaniem nielegalnej imigracji. Trudno przewidzieć jakie będzie to miało skutki, czy zaowocuje na przykład masowymi deportacjami. Pewne jest, że nielegalni imigranci wśród, których jest również spora grupa naszych rodaków, nie zyskali w jego osobie sprzymierzeńca.

Z pewnością najtrudniejszym zadaniem dla nowego prokuratora generalnego będzie jednak konieczność utrzymania niezależności prokuratury wobec prezydenta takiego jakim jest Donald Trump. Session będzie musiał na przykład poradzić sobie z wezwaniem Trumpa do przeprowadzenia dochodzenia wobec fałszerstw wyborczych na szeroką skalę, które rzekomo spowodowały, że w wyborach prezydenckich Hillary Clinton zdobyła prawie trzy mln głosów więcej od niego. Prezydent wzywając do dochodzenia nie przedstawił żadnych dowodów na to, że większości pozbawili go ludzie głosujący kilkakrotnie w różnych stanach i nielegalni imigranci. Sessions będzie musiał umieć powiedzieć nie – w sytuacjach takich jak ta. Inaczej Departament Sprawiedliwości narażony będzie na śmieszność szukając przestępstw tam gdzie ich nie ma, zamiast zająć się naprawdę poważnymi sprawami jak np. reforma wymiaru sprawiedliwości.

Tomasz Bagnowski