W ubiegłą niedzielę odbyła się 59. gala rozdania nagród Grammy. Najwięcej statuetek, bo aż pięć, zdobyła Adele. Piosenkarka konkurowała m.in. z Beyoncé, która zebrała 9 nominacji i była zdecydowaną faworytką, jednak jej album „Lemonade” okrzyknięty przez krytyków jako najlepszy w karierze, przegrał z płytą „25” Adele. Odbierając nagrodę zaskoczona Brytyjka, której również utwór „Hello” został uznany Piosenką Roku, powiedziała: „Nie mogę przyjąć tej nagrody. Jest mi niezwykle miło i jestem niesamowicie wdzięczna za to wyróżnienie, ale artystką mojego życia jest Beyoncé, a płyta „Lemonade” to majstersztyk. Ten projekt był przemyślany w każdym calu i pokazał fanom nową stronę Beyoncé, którą nieczęsto odsłania przed widownią. My, artyści, kochamy cię. Jesteś naszym światłem”– powiedziała ze sceny Adele. Na te słowa pani Carter – co uchwycili operatorzy – uroniła łzę wzruszenia i łapiąc się za serce wykonywała gesty miłości w stronę koleżanki po fachu. Chwilę później Adele przełamała swoją statuetkę i połowę nagrody oddała Beyoncé. „To był jej rok. Rok Beyoncé. Co jeszcze musiałaby zrobić, żeby wygrać w kategorii Album Roku?”– pytała retorycznie Brytyjka, dając wyraz oburzeniu na werdykt Akademii, który uznała – podobnie jak wielu komentatorów – za niesłuszny i krzywdzący.

*

Królowa może być tylko jedna – powtarzano wszem i wobec. Choć Beyoncé otrzymała raptem dwie statuetki (za najlepszy teledysk i album – „współczesna muzyka urban”) to właśnie jej występ przykuł największą uwagę widzów i został okrzyknięty „fenomenalnym”, „zjawiskowym”, „nie z tej ziemi”. Queen Bee – w zaawansowanej ciąży – pojawiła się spowita od stóp do głów w złoto. Miała na sobie prześwitującą suknię i złotą koronę, w której przypominała jedną z hinduskich świętych, choć byli i tacy, którzy dopatrywali się „stylizacji na Matkę Boską”. Artystka zaśpiewała dwa utwory z ostatniej płyty „Love Drought” and „Sandcastles”, lewitowała na krześle, tańczyła w płatkach kwiatów niczym Lakszmi – bogini płodności, eksponowała ciążowy brzuszek, w którym– o czym poinformowała fanów kilka dni wcześniej – nosi bliźnięta. „To występ, który przejdzie do historii”– pisali internauci w trakcie show. „Beyoncé wznosi się na kolejny poziom”– komentowali zachwyceni fani.

Nie obyło się jednak bez wpadek. Adele, która otwierała 59. galę piosenką „Hello”, pojawiła się na scenie po raz drugi, by w hołdzie zmarłemu niedawno Georgowi Michaelowi zaśpiewać autorską wersję „Fastlove”. Jednak po kilku sekundach przerwała występ, klnąc siarczyście do mikrofonu. „Wiem, że to jest na żywo – ale przepraszam– nie mogę tego znowu zrobić. To nie może być tak, jak w zeszłym roku (gdy zaśpiewała nieczysto z powodu problemów z odsłuchem przypis redakcji) Nie mogę zepsuć tego hołdu. Kocham George’a Michaela, tak wiele dla mnie znaczy. Przepraszam, jeśli kogoś obraziłam. Zacznijmy jeszcze raz”– poprosiła. W drugim podejściu wszystko już poszło gładko i Adele zakończyła utwór ze łzami w oczach słowami I miss my baby.

*

Jedną z najbardziej szokujących i skąpych kreacji tego wieczoru miała na sobie Lady Gaga. Piosenkarka założyła bolerko z futrem, które ledwie co zakrywało jej piersi. Gwiazda wystąpiła z członkami zespołu Metallica w ostrym, rockowym kawałku. Potrząsała blond czupryną z różowymi pasemkami i krzyczała do mikrofonu. Niestety, jej muzyczny partner, James Hettfield miał mniej szczęścia. Choć poruszał ustami – nie było go słychać. Ktoś zapomniał włączyć mikrofon lub ten po prostu się zepsuł podczas wykonu energetycznego kawałka „Moth Into Flame”. Na koniec występu zdenerwowany frontman Metalliki wykopał urządzenie ze sceny. Ewidentnie nie tak wyobrażał sobie występ podczas ceremonii Grammy 2017.

*

Polska również ma powód do dumy. Krzysztof Penderecki otrzymał Grammy w kategorii „najlepsza muzyka chóralna” za album „Penderecki Conducts Penderecki”. Na płycie znalazły się cztery utwory kompozytora w wykonaniu solistów (Johanna Rusanen, Agnieszka Rehlis, Nikołaj Didienko), Chóru i Orkiestry Filharmonii Narodowej pod dyrekcją kompozytora.

Nagranie zrealizowano w Filharmonii Narodowej. Zapytany, czy kolejna (piąta) statuetka Grammy – uznawana za najważniejszą nagrodę muzyczną na świecie – ma znaczenie, Krzysztof Penderecki odpowiedział: „Owszem. Dlatego, że człowiek zawsze boi się, że zapomną o nim. I że to wszystko, co było, przeminęło i teraz już nie będzie dla niego miejsca. A przecież to jest bardzo ważne, żeby być, tym bardziej, że ja piszę coraz to nowsze utwory i zawsze jest to muzyka inna, różna. Dlatego takie wyróżnienie ma dla mnie duże znaczenie. Znaczy, że ludzie jeszcze nie zapomnieli o mojej muzyce”– powiedział kompozytor.

*

Podczas gali rozdania „muzycznych Oscarów” doceniono także twórczość zmarłego w ubiegłym roku legendarnego brytyjskiego piosenkarza Davida Bowiego. Ostatni album artysty „Blackstar” został uznany za najlepszy album alternatywny. Wygrał także w kategorii najlepiej wyprodukowana płyta rockowa, a sygnujący ten krążek utwór o tym samym tytule został uznany za najlepszą piosenkę w kategorii muzyka rockowa.

Weronika Kwiatkowska