Ilość hejtu w Internecie jest obecnie tak wielka, że budzi przerażenie. Od wielu już lat nie mam najmniejszych złudzeń, że jesteśmy narodem aniołów, ale nie widziałem, że jest wśród nas aż tak wielu anonimowych nienawistników. Ewidentnie kłóci się to z naszą religijnością, na którą się tak często powołujemy w życiu prywatnym, społecznym i politycznym. Jest ona wielkim fałszywym mitem. Apele biskupów nie przynoszą żadnego rezultatu. I słabe to pocieszenie, że ostatnio hejt zapanował także w Internecie amerykańskim w stopniu przedtem niespotykanym. Wpisy polskich opozycjonistów po wypadku samochodowym premier Beaty Szydło obnażają bez reszty ich poziom umysłowy i moralny. Nie należy się po nich spodziewać niczego dobrego. Polsce potrzebna jest nowa partia opozycyjna wolna od nienawiści i afer, konstruktywnie polemizująca z partią rządzącą i konkurująca z nią na programy. Niestety w tej chwili takiej partii nie ma i nie widać nawet jej zalążków. Nowe pokolenie Polaków nie kwapi się, by taką partię założyć a najwartościowsi obywatele nie palą się do polityki. W rezultacie poziom klasy politycznej jest żałosny. I znów słabe to pocieszenie, że w Ameryce i Europie Zachodniej jest podobnie. Partia rządząca uskarża się na tzw. przemysł pogardy tworzony przeciw niej przez partie opozycyjne. Słusznie, bo jest on wielki i deklasuje stronę gardzącą. Niestety obóz rządzący i jego zwolennicy też ma walne udziały w tymże przemyśle. Wystarczy posłuchać Wiadomości Telewizyjnych i przejrzeć tytuły w mediach prawicowej, nie wyłączając proPiSowskich. One „masakrują, nokautują i zaorywują” równie często jak media antyPiSowskie. „Wściekły pies” zagryzie Putina – zapowiada TV Republika. Chodzi o Jamesa Mattisa mianowanego na nowego sekretarza obrony. „Biskup Jędraszewski – czarny sen dla lewaków”, cieszy się portal „wPolityce”. Przykłady mowy nienawiści można mnożyć w nieskończoność. We Francji też widziałem sporo idiotycznych wpisów na Internecie i prowokacyjnie głupie rysunki w piśmie satyrycznym „Charlie Hebdo”. Ale Francja to kraj laicki rządzony przez ateistów…

$

Jan Englert, aktor i reżyser zauważył, że przymiotniki osłabiają często rzeczowniki. Ostatnio czynią to skutecznie „narodowy” i „nowoczesny”. Ciekawe, czym ma być państwo narodowe, które zamierza uczynić z Polski jej komendant Jarosław Kaczyński? Zapowiada to coraz częściej, ale nie mówi, czy ma być ono tylko dla członków narodu, czyli genetycznych Polaków, czy także dla obywateli polskich o narodowości innej niż polska. Czy aby pojęcie „Rzeczpospolita” nie kłóci się z pojęciem państwo narodowe?

$

Bez echa przeszła 80 rocznica urodzin wielkiego kompozytora Zygmunta Koniecznego, która minęła 3 stycznia. Spodziewałem się, że zostanie on uhonoroway uroczystym jubileuszem i oznaczony prestiżowymi nagrodami a tu cisza. Nagrody dostaną ci, którzy do pięt mu nie dorastają. I najczęściej są to nagrody motywowane politycznie. Przypomnę, że to właśnie Konieczny skomponował najpiękniejsze pieśni śpiewane przez Ewę Demarczyk takie jak: „Grande valse brillant”, „Groszki i róże”, „Tomaszów”, „Wiersze Baczyńskiego”. Wraz z nią rozsławił na całą Polskę krakowski kabaret „Piwnica od Baranami”. To on stworzył niezapomnianą muzykę do pamiętnych „Dziadów” i „Wyzwolenia” w inscenizacji Konrada Swinarskiego i do równie pamiętnych przedstawień Andrzeja Wajdy „Biesy” i „Noc listopadowa”. Jego dziełem była też oprawa muzyczna „Wiśniowego sadu” i „Mewy” w reżyserii Jerzego Jarockiego, „Do piachu” w reżyserii Tadeusza Łomnickiego oraz „Mistrza i Małgorzaty” w reżyserii Jana Englerta. Konieczny skomponował także muzykę do ponad stu filmów fabularnych, telewizyjnych i krótkometrażowych. Współpracował z reżyserami: Antonim Krauze, Janem Jakubem Kolskim, Tadeuszem Konwickim i Henrykiem Klubą. Przypomnijmy choćby „Lawę”, „Pornografię” i „Jasminum” i telewizyjny serial „1920. Wojna i miłość”. On też jest twórcą piosenek literackich na najwyższym poziomie, prezentowanych nie tylko przez artystów „Piwnicy”. Konieczny fascynował się folklorem, polskim i europejskim oraz hinduskim i tybetańskim. Jego muzykę charakteryzuje zapożyczone z muzyki ludowej ostinato – technika polegająca na wielokrotnym powtarzaniu dźwięków. Wielka szkoda, że twórca ten, pozostający przez lata jakby w cieniu Ewy Demarczyk i wielkich reżyserów nie został dostatecznie spopularyzowany wśród rodaków w kraju i za granicą, poprzez instytucje i placówki do tego powołane. Gdyby to ode mnie zależało przyznałbym mu Order Orła Białego. Do tej pory mam w uszach poloneza, który kończył „Wyzwolenie” i po spektaklu „gonił” widzów aż do wyjścia z teatru. Zaiste przejmująca to kompozycja.

$

Zygmunt Konieczny – „Myślę, że muzyka powinna być w życiu człowieka czymś odświętnym. Irytuje mnie szum muzyczny, który wciska się dosłownie wszędzie, stanowi nieodłączny składnik, szarego, codziennego życia, jego tapetę dźwiękową. Muzyka powinna być świętem”. W pełni podzielam ten punkt widzenia.

$

Fascynuje mnie Agnieszka Kołakowska. Zarówno ona sama jako osobowość, jak i dwa zbiory jej esejów „Wojna kultur” i „Plaga słowików”. Mam wrażenie, że to ona za mnie napisała spostrzeżenie o wynaturzeniu współczesnej rzeczywistości, w której piękno jest traktowane jako coś podejrzanego, czy nawet niepotrzebnego. Tzw. nowocześni artyści i pseudointelektualiści nie mogąc sprostać pięknu, chcą je zmarginalizować, ba – nawet zniszczyć. Logika, ład, klarowność, proporcje, harmonia i ranga przesłania mają być zdekonstruowane i zastąpione niby to twórczym chaosem i dowolnością. Zamiast Mozarta zwycięża teraz popowy chłam sączący się już zewsząd i wielbiony przez wielu tych, którzy o wielką kulturę nawet się nie otarli, nie wyłączając publicystów zabiegających o tanią popularność. Podobnie widział rzecz Zbigniew Herbert, który twierdził, iż „znakomita część sztuki współczesnej opowiada się po stronie chaosu, gestykuluje w pustce albo mówi o historii własnej, jałowej duszy”. Tak właśnie jest! Bliskie mi są polemiki autorki „Wojny kultur” z zachodnimi nowinami filozoficznymi i socjologicznymi oraz jej walka ze stereotypami i mitami. Bliski mi jest także jej racjonalizm wyrosły z ducha Oświecenia. W młodości byłem płomiennym i namiętnym romantykiem, dziś jestem wolnomyślicielskim racjonalistą właśnie, przekonanym, że nowe Oświecenie jest pilnie potrzebne w dobie odradzających się egzorcyzmów i intronizacji. Agnieszka Kołakowska ma świadomość swej odrębności wśród humanistów, ja zaś czuję się coraz bardziej osobny wśród otaczających mnie zewsząd prawicowców i ortodoksów, podszytych… już nie powiem czym. Nie ufam im tak samo, jak nie nie ufam lewicowcom. Ona też im nie ufa. Nie znam osobiście Agnieszki Kołakowskiej, ale z jej myśleniem jakoś mi raźniej w tejże osobności.

Andrzej Józef Dąbrowski