„Belle Epoque” serial kryminalny w gwiazdorskiej obsadzie (m. in. Paweł Małaszyński, Magdalena Cielecka, Weronika Rosati, Eryk Lubos, Olaf Lubaszenko) został okrzyknięty najdroższą produkcją w historii polskiej telewizji i obiecywał widzom „poczucie klimatu tamtej epoki”. Kostiumy wypożyczono z liczącego 175 lat londyńskiego magazynu Angels, gdzie zaopatrują się największe amerykańskie studia filmowe stojące za takimi produkcjami, jak „Harry Potter” czy „Gra o tron”. Na planie pojawiło się 200 aktorów, 2000 statystów, 50 kaskaderów, 100 koni i aż 200 rekonstruktorów dbających o scenografię Krakowa z początku wieku. W roli głównej, Jana Edigey-Koryckiego policjanta oddziału kryminalnego z 1908 roku, wystąpił Paweł Małaszyński. „Epoka, w której osadzono akcję tej produkcji, jest fascynująca”- mówił przed premierą. „Czytając scenariusz, wiedziałem, że będzie to serial robiony z rozmachem. Tu nie da się niczego oszukać”- przekonywał. Niestety. Pierwszy odcinek nie wzbudził entuzjazmu wśród krytyków i widzów. O Małaszyńskim pisano, że jest marną kopią Toma Hardy’ego z serialu „Tabu” i nawet nakrycie głowy, w którym paraduje podczas pierwszego odcinka jest tanim falsyfikatem („Bohater „Taboo” ma porządny cylinder z bobrowego filcu, a nie nówkę-masówkę ze Skoczowa z wywiniętym po całości rondem”- zauważył Jacek Dehnel). Język, zachowania, zwroty grzecznościowe- wszystko nie tak – grzmiał znany pisarz na portalu społecznościowym. Przede wszystkim nowej produkcji dostało się za słaby scenariusz, zagadki kryminalne, które rozwiązują się same i Kraków, który przypomina Dziki Zachód. Szkoda. Że Polak potrafi. Ale raczej za granicą. U siebie, nawet z pokaźnym budżetem, możemy liczyć najwyżej na produkt serialo-podobny.

*

„Wściekam się, gdy krzyczą za mną „Ferdek”, bo zazwyczaj idzie za tym poklepywanie i teksty typu: „Chodź na browar albo setę cycu”. Bywam wtedy opryskliwy. A przecież ten Kiepski taki fajny, a tu odmawia, i ma przyzwoity samochód. Może on wcale nie jest bezrobotny?”- żartuje Andrzej Grabowski. I dodaje: „Kiedyś jeden aktor zarzucał drugiemu, że ten ma swoją szufladę. Ten odpowiedział, że jest z tej szuflady dumny, bo ją stworzył, a wielu innych aktorów z niczym się nie kojarzy. Dziękowałem Bogu za postać Gebelsa z „Pitbulla”, bo to mi pozwoliło uniknąć zatrzaśnięcia w szufladzie z Ferdkiem. „Spowiedź chuligana” według wierszy Sergiusza Jesienina też temu służy. Bo przecież przyjdą niektórzy, żeby zobaczyć Ferdka, że „będą jaja”. I jak już przyjdą, to może zostaną do końca i posłuchają. Tutaj mówię autentycznie coś od siebie”- zdradza artysta i zaprasza na swój monodram do Teatru Polonia.

*

„Pokot” Agnieszki Holland otrzymał nagrodę Srebrnego Niedźwiedzia podczas festiwalu filmowego w Berlinie. Film na podstawie książki Olgi Tokarczuk został uhonorowany Nagrodą im. Alfreda Bauera za „otwieranie nowych perspektyw w sztuce filmowej”. Zagraniczni krytycy przyjęli go ze sporym entuzjazmem, podczas gdy w Polsce pojawiły się głosy, że dzieło jest apoteozą ekoterroryzmu i ma wymowę „antychrześcijańską” a nawet „pogańską”. Na konferencji prasowej „Pokotu” Agnieszka Holland powiedziała, że dla niej filmy, w ogóle sztuka, to nie jest gotowa instrukcja obsługi, która mówi nam, co mamy robić. Zapytana, czy wierzy jednak w moc sprawczą kina, odpowiedziała: „Z pewnością może ono otworzyć w nas jakieś pokłady wrażliwości. Jeżeli trafia na podatny grunt, to może być katalizatorem do myślenia i działania. Wydaje mi się, że niestety nie zdarza się to często. Czasami jednak ma miejsce”. Cztery lata trwała praca nad filmem. A scenariusz miał siedemnaście wersji. „Przeniesienie na język kina opowieści, która nie ma oczywistego stylu czy gatunku, to wyzwanie”- zdradziła reżyserka. „Chciałam zrobić to tak, żeby publiczność nie wiedziała, czego ma się spodziewać. Większość filmów, które nakręciłam, ma dość klarowną strukturę narracyjną. […] W tym przypadku nie miałam pojęcia, jaka będzie reakcja, i to chyba było najciekawsze. Przed pierwszą berlińską projekcją czułam się, jakbym pokazywała swój debiutancki film”- dodała Holland.

*

Pożegnań ciąg dalszy. 12 lutego zmarła Krystyna Sienkiewicz. Aktorka była ikoną polskiej sceny teatralnej i poezji śpiewanej. Przez osiem lat występowała w Kabarecie Starszych Panów, a za zasługi dla polskiej kultury została odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i Złotym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” oraz złotym i srebrnym Krzyżem Zasługi. Artystkę żegnał tłum gwiazd, m.in. Daniel Olbrychski z żoną Krystyną, Dorota Stalińska, Elżbieta Zającówna i wielu innych. Świecką ceremonię poprowadził aktor teatralny i filmowy Tadeusz Chudecki. „Uczyńmy wszystko, aby ta uroczystość nie była smutna, w innym przypadku zrobimy Krysi wielką przykrość” – mówił. – „Powązki to miejsce, które Krysia często odwiedzała. Nawet tutaj była wesoła. Kiedy kwestowała 1 listopada, opowiadała żarty warszawiakom. Jerzy Waldorff z wdzięczności nadał jej honorowy tytuł miss Powązek”- wspominał. „Zawsze mówiłaś: Żyjcie tak, by po waszym odejściu wszystkim było nudno. Bez ciebie Krysiu jest nam nudno do obłędu”- mówiła Adrianna Biedrzyńska. Aktorka miała 81 lat.

*

W przedostatnich „Plotkach” wspominaliśmy Danutę Szaflarską. Wybitna aktorka zmarła 18 lutego. Karierę zaczęła tuż po wojnie. Zagrała w pierwszym powojennym filmie „Zakazane piosenki”. Wystąpiła 80 razy na dużym ekranie, zagrała w ponad 70 sztukach teatralnych i niemal 60 spektaklach Teatru Telewizji. Widzowie zapamiętają ją ze wspaniałej roli w obrazie Doroty Kędzierzawskiej „Pora umierać”. W wieku 92 lat odebrała Złotą Kaczkę dla najlepszej aktorki stulecia kina polskiego. „Danuta Szaflarska była symbolem historycznej ciągłości Warszawy, jej teatru i polskiego kina. Gwiazda pierwszego powojennego filmu, aktorka Jarzyny, fanka Masłowskiej, jeszcze niedawno grała na scenie i przygotowywała się do kolejnej premiery. W ostatnich latach ponownie stała się ikoną. Znów dużo grała i zdobywała popularność wśród młodych, którzy nie mogli pamiętać jej dawnych powojennych ról”. Miała 102 lata.

Weronika Kwiatkowska