Donald Trump podczas swojego pierwszego wystąpienia przed połączonymi izbami Kongresu wezwał do przeprowadzenia reformy zdrowia, zapowiedział obniżkę podatków, wzmocnienie armii i odbudowę infrastruktury.

Mało dowiedzieliśmy się o tym, jak prezydent ma zamiar wprowadzić w życie swoje zamierzenia.
Generalnie rzecz biorąc wystąpienie Donalda Trumpa w Kongresie wypadło dobrze. Tak też odebrała je większość Amerykanów. Z sondażu CNN/ORC wynika, że blisko 80 procent tych, którzy je oglądali odebrało je pozytywnie lub bardzo pozytywnie. Prezydent trzymał się napisanego tekstu tylko kilkakrotnie wtrącając parę dodatkowych zdań. Inaczej niż podczas kampanii wyborczej i większości swoich przemówień już po zwycięstwie, nie atakował oponentów. Odwrotnie z jego słów można było wyczytać chęć kompromisu i współpracy z demokratami wszędzie tam, gdzie będzie to możliwe. W tym kontekście Trump mówił m.in. o poprawie infrastruktury, o lepszej dostępności do opieki zdrowotnej dla dzieci i kobiet, o płatnych urlopach macierzyńskich.

„Z perspektywy czasu zobaczymy, że dziś rozpoczął się nowy rozdział świetności Ameryki. Zostawmy za sobą trywialne spory” – wezwał Donald Trump.

Procentowo najwięcej miejsca w swoim przemówieniu prezydent poświęcił reformie zdrowia, na drugim miejscu znalazła się gospodarka i tworzenie miejsc pracy, na trzecim walka z przestępczością, a na czwartym kwestie dotyczące polityki imigracyjnej.

Donald Trump ograniczył się jednak do hasłowego przedstawienia swojej wizji.

Reforma zdrowia ma być lepsza i tańsza niż Obamacare, amerykańskie firmy mają zatrudniać więcej pracowników i na lepszych warunkach, armia ma być potężna, a system imigracyjny promować legalną drogę do osiedlania się w USA i odrzucać osoby popełniające przestępstwa. Pięknie. Pod takim programem podpisaliby się zapewne zarówno demokraci jak i republikanie. Diabeł tkwi jednak w szczegółach, w kwestii których nie dowiedzieliśmy się niczego nowego. Oczywiście nie sam prezydent powinien nad nimi pracować. Dużą rolę ma tu do spełnienia Kongres, który będzie przyjmował konkretne ustawy. Tych jednak póki co brak.

Donald Trump w trakcie kampanii wyborczej zapowiadał, że Obamacare zostanie zastąpione nowym ubezpieczeniem zdrowotnym, w ciągu kilku dni po objęciu przez niego prezydentury. Jak wiemy nic takiego nie nastąpiło. Reforma wprowadzona przez poprzedniego prezydenta nadal obowiązuje i to nie dlatego, że jej zmianę blokują demokraci, tylko dlatego, że republikanie pomiędzy sobą nie mogą się porozumieć czym ją zastąpić. Nikt nie chce wziąć na siebie politycznej odpowiedzialności za to, że po odrzuceniu Obamacare miliony ludzi mogą stracić ubezpieczenie.

Tak zresztą jest ze wszystkim. Szczegółów nowego planu podatkowego nie ma nie dlatego, że w ich przedstawieniu przeszkadzają demokraci, tylko dlatego, że wśród republikanów nie ma zgody co do tego jak mają one wyglądać. Różnice są fundamentalne. Przewodniczący Izby Reprezentantów Paul Ryan wielokrotnie w przeszłości podkreślał, że obniżce podatków muszą towarzyszyć cięcia w wydatkach, wskazując m.in. na Medicare i Medicaid. Tymczasem Donald Trump nie chce ograniczać środków na te programy.

Prezydent domaga się dodatkowych miliardów na armię, część republikanów uważa jednak, że to co zaproponował, to za mało. Wpływowy senator John McCain, który kieruje senacką komisją obrony, podkreśla na przykład, że wzrost wydatków zaproponowany przez Trumpa to zaledwie trzy procent więcej niż na wojsko przeznaczał Obama.

Tego rodzaju różnic wśród republikanów jest więcej. Krótko mówiąc nie tylko Trump, ale również ustawodawcy GOP nie mają na razie spójnego planu reform.

Są jednak także i pozytywy. W przemówieniu Donalda Trump w Kongresie mowy o tym nie było, jak jednak wynika z nieoficjalnych doniesień z Białego Domu, prezydent zasugerował, że gotów byłby rozważyć posunięcie umożliwiające uzyskanie legalnego pobytu w Stanach Zjednoczonych osobom, które przebywają tu nielegalnie i nie mają na koncie żadnych wykroczeń. Oznaczałoby to poważną zmianę w jego podejściu do imigracji. Znów jednak nie wiemy nic konkretnie. Z przecieków wynika, że Trump gotów byłby na rozwiązanie, które spowodowałoby, że „wiele imigracyjnych rodzin byłoby bardzo, bardzo szczęśliwych”.

Prezydent objął urząd 20 stycznia br. Być może on i popierający go republikanie potrzebują po prostu więcej czasu. Być może wkrótce doczekamy się ustaw i realizacji śmiałych zapewnień z kampanii wyborczej. Pewne jest, że bez nich sen o „Ameryce na nowo wspaniałej” się nie spełni.

Tomasz Bagnowski