„Zemsta” Aleksandra hrabiego Fredry to dzisiaj najbardziej aktualna polska sztuka. Czytajmy ją zatem i wystawiajmy jak najczęściej. W niej ujrzymy samych siebie, tak jak widzieliśmy się niedawno w serialu „Ranczo Wilkowyje”.

$

Wojna polsko-polska wchodzi w coraz groźniejsze fazy. Wzajemna pogarda i potrzeba zniszczenia osiągają stan wrzenia. Oprócz rytualnej wojny opozycji z PiSem i PiSu z opozycją, mamy wojnę anty i proUnijną, anty i profeministyczną, anty i progejowską, anty i proreligijną/klerykalną oraz wojnę konserwatyzmu z liberalizmem i vice versa. Odnoszę wrażenie, że jako naród dobrze się w tychże wojnach czujemy, bo wyżywa się w nich nasz temperament. Ponadto wojny wewnątrznarodowe mamy w genach. Przypomnijmy choćby wojny toczące się wśród Wielkiej Emigracji Paryskiej, spory między Białymi i Czerwonymi w Powstaniu Styczniowym, straszliwą nienawiść endeków do piłsudczyków i odwrotnie oraz walki wewnętrzne w rządzie polskim w Londynie. Boję się, że zaostrzenie obecnej wojny polsko-polskiej może skończyć się tragedią. Niech śmierć prezydenta Narutowicza będzie tu nieustanną przestrogą. Niech będzie nią również przerażający, nacjonalistyczny kult Eligiusza Niewiadomskiego, który go zamordował. Widuję przy jego grobie „Dziarskich Chłopców” (Witkacy) z ONR-u i Młodzieży Wszechpolskiej. Zapalają znicze, trzymają warty. Niestety nie widać nikogo na prawicy, kto by przeciwstawiał się temu. Nie widać też nikogo, kto mógłby nas zjednoczyć, ba nawet się o tym nie mówi! Kościoła w tej mierze nikt nie słucha, choć tak wielu się nań powołuje.

$

Prezes Polski zapowiada po raz któryś, że „będzie wolna Polska”. Naiwnie myślałem, że taż wolna Polska już jest. Okazuje się, że wciąż jej nie mamy, choć PiS ma pełnię władzy. Czyżby zatem miałoby być coś jeszcze po PiSie?

$

Mieliśmy niedawno Polską Rzeczpospolitą Ludową a teraz będziemy mieli Polską Rzeczpospolitą Narodową.

$

Najnowsza „Gazeta Polska” pokazuje na okładce Donalda Tuska w mundurze Wehrmachtu, natomiast „Gazeta Warszawska” donosi wielkimi literami na pierwszej stronie – „Folksdojcz królem Europy”.

$

Po stokroć mieli rację Mrożek i Wajda, twierdząc, że największymi wrogami obecnej Polski są sami Polacy. Czterema kończynami podpisuję się pod tym spostrzeżeniem. Im jestem starszy, tym bardziej przychylam się ku krakowskiej szkole historycznej Stańczyków. Gdyby to ode mnie zależało, niektóre ich prace byłyby lekturą obowiązkową już na poziomie liceum.

$

Ledwie 37% Polaków czyta co roku przynajmniej jedną książkę. Dla porównania, większość krajów Europy bez problemu przekracza 50% próg, a w Czechach ten współczynnik wynosi aż 80%.

$

Stan umysłowy i moralny obecnej polskiej opozycji jest taki, że PiS rzeczywiście nie ma z kim rozmawiać, ani z kim przegrać.

$

Coraz trudniej jest być niezależnie myślącym publicystą w mediach prawicowo-narodowo-katolickich. Przekonał się o tym niedawno znajomy komentator polityczny, który im bardziej starał się być bezstronny i im mocniej trzymał się zasady złotego środka, tym większą budził niechęć z lewa i z prawa. Najwięcej pretensji mieli doń proPiSowscy recenzenci gazety. W końcu po ośmiu latach nie wytrzymał i sam zrezygnował z pisania. Dla pełności obrazu dodam, że wielu czytelników uważało go za rzetelnego komentatora, który wnikliwością przewyższał owych proPiSowskich recenzentów. Oni jednak wygrali ku zadowoleniu redakcji.

$

Francois Rabelais – „Czas okaże się ojcem prawdy”.

$

Podziwiam umysł i talent Janusza Kapusty, naszego wspaniałego rysownika i filozofa. Podziwiam nie tylko jego satyryczne komentarze rysunkowe i możliwości zastosowania K-dronu, ale również najnowsze dzieła wiszące w Galerii „Klimat” przy 7-ej Ulicy na East Village. Wiedziałem, że celny dowcip Janusza jest na miarę Mrożka, wiedziałem po premierze pamiętnej „Carmen”, że Janusz ma wyobraźnię scenograficzną, ale nie wiedziałem, że aż tak rozległą. Nie zdawałem też sobie sprawy z jego zafascynowania geometrią i wynikającymi z niej możliwościami. Kiedy patrzyłem na większość prac prezentowanych w „Klimacie” przypomniała mi się mimo woli sztuka Maxa Frischa „Don Juan czyli miłość do geometrii”. Niektóre z tych geometrycznych „małych teatrów” przydałyby mi się jako podstawowy motyw scenograficzny do sztuk, które niegdyś chciałem wystawić, zwłaszcza tych mówiących o losie człowieka i sensie jego życia. Mówiąc użytkowo – przydałby mi się ten geometryczno-filozoficzny Janusz m.in. do „Czekając na Godota” i „Końcówki” Becketta, do „Gry w zabijanego” Ionesco i do „Jutra” Conrada. Może którąś z tych sztuk wystawimy razem po moim powrocie do Warszawy. Niezależnie od moich scenicznych skojarzeń, dzieła Janusza prezentowane w Galerii „Klimat” są wieloznaczeniową grą intelektualną. Niby uderzająco prostą, minimalistyczną wręcz a jakże wyrafinowaną i wciągającą! Są one również – jak wyznał mi Janusz – nie tyle wyrazem jego samego, ile „medium do poszukiwań, narzędziem do rozpoznania świata”.

$

W szpitalu przeniesiono mnie z kategorii średniaków do starszaków. Jest to skandal, jakiego świat i Polska nie widziały. Przecież dopiero co przepłynąłem sporo jezior mazurskich i kaszubskich a przecież dopiero co zdobyłem parę szczytów tatrzańskich, fatrzańskich i alpejskich, przecież dopiero co wypiłem cysternę… już nie powiem czego. No, do pejsachówki i łąckiej śliwowicy mogę się przyznać. Natomiast na ujawnienie nazwisk tajnych producentów wysokich procentów nie macie co liczyć…

$

Podobał mi się oscarowy „La La Land”. Jest to subtelnie zrobiony film o rozbieżności między naszymi marzeniami a tym, co funduje nam los. O tym, że nie możemy wszystkiego przewidzieć i pokierować swoim życiem tak, jakbyśmy chcieli. Konkluzja smutna – nie jesteśmy panami tegoż losu. Całość utrzymana jest w refleksyjno-pastelowej tonacji ze świetnymi zdjęciami, miłą oku scenografią i przejmującą muzyką Justina Hurwitza. Dzieło to jest świadomym pastiszem dawnych musicali. Tych najbardziej klasycznych. Oscar dla Emmy Stone w pełni zasłużony. Ryan Gosling też może zaliczyć swą rolę do sukcesów. Ponieważ widziałem sporo świetnych, czy nawet wielkich choreografii, nie mogę wytknąć, że ta w „La La Land” nie jest zbyt porywająca. Natomiast reżyseria Damiana Chazelle’a jest znakomita.

$

Warto marzyć. Naprawdę. Część z moich marzeń się spełniła. Nie od razu, po latach. Choć w ostatecznym rozliczeniu bardziej sprawdzała się w moim życiu zasada, każdemu to, na czym mu mniej zależy. Myślałem, że będę spełniać się w reżyserii teatralnej, co owszem sprawdziło się w pewnym stopniu, ale bardziej spełniam się w publicystyce. Snadź los tak chciał.

Andrzej Józef Dąbrowski