Wieści o śmierci telewizji są mocno przesadzone. W Polsce TV pozostaje ważną częścią dyskursu politycznego i społecznego (ale mądrze napisałem!).

Młodzież telewizji nie ogląda. Być może moje pokolenie jest ostatnim, w którego kształtowaniu odgrywała ona taką rolę. Młodzi Polacy znają telewizję z rodzinnych domów a ich rodzice nadal mają w salonie telewizor. Dziś jest to wielki, płaski ekran. Ceny spadły i każdy uskłada na monitor wysokiej rozdzielczości, pozwalający podziwiać kolory życia podmorskiego, krwi w filmach historycznych oraz pijackich nosów perorujących w studiu polityków.

Młodzież jeszcze chowała się na telewizji w rodzinnych domach tak więc majaczą jej jakieś seriale, gwiazdy muzyki pop, politycy, mecze. W swoich pokojach młodzi mieli już ekraniki laptopów i smartfonów. Dziś, gdy studiują i pracują w dużych miastach, całkowicie polegają na internecie. Telewizor jest opcjonalnym wyposażeniem wynajmowanego mieszkania. Przydaje się tylko do oglądania filmów z sieci i do podłączania komputera.

Niemniej, do śmierci telewizji daleko. W sklepach AGD sprzęt stereo zajmuje mały kącik, natomiast telewizory, zwykle od 42 do 55 cali, pysznią się na wszystkich ścianach. Młode pary z klasy robotniczej nadal chcą oglądać programy rozrywkowe, dzienniki, amerykańskie filmy i polskie seriale. I sport. Cokolwiek bowiem złego powiedzieć o państwowej telewizji (a powiem za chwilę), ma ona monopol na niektóre, fascynujące Polaków zawody: międzynarodowe mecze Legii Warszawa, skoki i biegi narciarskie.

Starsi ludzie pozostają pod wrażeniem telewizji. Jest ona, jak za komuny i jak nadal jest np. na rosyjskiej prowincji, podstawowym źródłem informacji. Babcie nie surfują po sieci, babcie włączają na dziennik.

Niestety nastąpiło niesłychane upolitycznienie państwowej telewizji zwanej publiczną, bo utrzymywanej z (obowiązkowych!) abonamentów ale będącej de facto tubą propagandową partii rządzącej. Było tak do pewnego stopnia zawsze ale dziś jest to nie jakieś nastawienie polityczne, brak obiektywizmu, tylko tworzenie sztucznej rzeczywistości. Jako dziennikarz i osoba obdarzona (mam taką przynajmniej nadzieję) pewną inteligencją i uczciwością, po prostu nie mogę na to patrzeć. Źle znoszę kłamstwo i koniunkturalizm. Nie po to z Polski wyjeżdżałem w latach 80. aby mieć teraz telewizyjne déjà vu.

Zwolennicy rządzącej partii z obrzydzeniem mówią natomiast o stacji TVN, ją właśnie uznając za tendencyjną i antyrządową. Rzeczywiście, dziennikarze nastawieni są nieprzyjaźnie do władzy i z satysfakcją śledzą jej, prawdziwe i wyimaginowane, potknięcia (dotyczy to zresztą i dziennikarzy „Gazety Wyborczej”, czy „New York Timesa” w stosunku do Trumpa). Niemniej, TVN raczej nie tworzy swojej narracji, z pominięciem faktów i wydarzeń niewygodnych. Zaprasza też do studia oponentów politycznych dając im szansę przekonania do swoich poglądów. Jest to więc dziennikarstwo tendencyjne, ale ciągle dziennikarstwo.

Musiałem o polityce bo to, jak powiedziałem, ciągle potężne w Polsce narzędzie oddziaływania na ludzi – i sposób na ich wkurzanie.
Ja wiadomości obejrzę raz dziennie, żeby mieć pojęcie co się dzieje. Oglądam za to inne rzeczy.

Telewizja w Polsce jest lepsza od amerykańskiej! Słyszę to od lat i jest to pewnie prawda. Amerykańskie newsy ze sztucznie odmłodzonymi blondynami mówiącymi jak do idiotów, nacisk na sensację, wypadki drogowe i zbliżające się śnieżyce – to wszystko może znużyć. Brak wiadomości ze świata może doskwierać. Trzeba coraz głębiej sięgać do programów kablowych (i za to płacić) w poszukiwaniu filmów zagranicznych, w tym polskich, i innego spojrzenia na świat: wiadomości brytyjskich czy kanadyjskich. W ostatnich latach w Stanach włączałem telewizor, kompulsywnie, tylko na powtórki „Law & Order”, a w soboty w nocy, jeśli akurat nie balowałem, na „Saturday Night Live”. I to tyle. Telewizor służył mi jako monitor do smakowania japońskich, koreańskich i francuskich filmów z Netflixa.

W telewizji polskiej pełno jest amerykańskich seriali i programów, które już kiedyś widziałem: „Friends”, „Sex & the City”, „Married with Children”, reportaże Anthony’ego Bourdaina, National Geographic, HGTV. Polecam ojcu dobre filmy fabularne z USA. Już je widziałem ale niektóre oglądamy sobie razem z sentymentem, gdyż pokazują Nowy Jork.

Są jednak w polskiej telewizji (a dokładniej: w pakiecie kanałów kablowych) tematy ciekawe dla nas ale nie dla Amerykanów. Sport to na przykład rozgrywki piłkarskiej ligi angielskiej, włoskiej czy niemieckiej, wspomniane skoki i biegi narciarskie, piłka ręczna. Sporo jest filmów dokumentalnych, popularnonaukowych, przyrodniczych. Osoby wierzące znajdą filmy o papieżu Franciszku.

Dla mnie największą atrakcją są filmy innych, niż amerykańska, kinematografii. Kanały Kultura, Ale Kino, Kino Polska puszczają ciekawe obrazy z Włoch, Finlandii, Niemiec, Danii, Meksyku. A także dużo filmów polskich, starych i nowych. Na wysokim poziomie są dyskusje panelistów na temat kultury.

Frajdą są dla mnie stare polskie seriale („Pancerni”, „Stawka”, „Chłopi”, „Rodzina Połanieckich”, „Dom”) i filmy-gnioty z lat 80., posłusznych reżimowi reżyserów. Nieporadne debiuty Kasi Figury i Maćka Orłosia, Filipski w roli super szpiega PRL i Halina Golanko przypadkiem obnażająca biust („Brylanty pani Zuzy”). Tak złych filmów nie było nigdy na DVD, nie sprowadzano ich do polonijnych wypożyczalni, zapomniała o nich TV Polonia. Szymborska i Barańczak mieli słabość do złej literatury, ja natomiast z upodobaniem patrzę na długowłosych młodzieńców w spodniach-dzwonach i dziewczyny w wełnianych sweterkach i spódnicach w kratę, szukających miłości w pokracznie umeblowanych M-3, aspirujących do wolności w realiach fabryk i miejskich bloków. Filmy o mojej młodości, równie szpetnej, przaśnej i śmiesznej, ale jednak młodości.

Jan Latus