Autorki z panem Józefem Fudala przed jego domem. Foto: Olgierd Swierzewski

Autorki z panem Józefem Fudala przed jego domem. Foto: Olgierd Swierzewski

„Nie mieliśmy czasu wolnego w lecie ani zimie. Pasło się gęsi, owce, krowy. Boso chodziliśmy paść, zimno nam było. Jak krowa kupę zrobiła, to się w niej nogi grzało” – mówi jeden z bohaterów książki Aleksandry Karkowskiej i Barbary Caillot Dubus. „Na Giewont się patrzy” to opowieść o Podhalu, którego już nie ma. Autorki spisały wspomnienia najstarszych mieszkańców Skalnego Podhala, urodzonych w latach 20. i 30. XX wieku, próbując ocalić od zapomnienia dawne tradycje i obyczaje.

Do ziemi tatrzańskiej i jej mieszkańców mam wielki sentyment. Od dziecka odwiedzałam moich dziadków w Kościelisku – opowiada Barbara Caillot Dubus, wnuczka Jadwigi i Adama Czartoryskich. Urodzona w Paryżu absolwentka dziennikarstwa, kulturoznawstwa i języków obcych fotografowała wiele egzotycznych miejsc: Pakistan, Nepal, Indonezję, Chiny, Indie, Bliski Wschód, Rosję. Jednak to z Podhalem łączą autorkę najsilniejsze więzy. Każde wakacje spędzałam w ukochanym domu Dziadków pod Giewontem. Przenosiłam się wtedy w całkowicie inny, magiczny świat – wspomina. Pamiętam samochód, którym przyjeżdżaliśmy z Paryża. Był wypakowany po sam dach mlekiem w proszku, pieluchami i innymi artykułami, które w czasach PRL-u były deficytowe – opowiada. Przez całe lato chodziłam z Dziadkami po górach, zachwycając się tatrzańską przyrodą. W okolicy było parę gospodarstw, więc bawiłam się z dziećmi sąsiadów, pomagałam w polu, pasłam z nimi krowy. Uwielbiałam to! – deklaruje.

Praca nad książką trwała rok. Zależało nam, by opowiedzieć o wszystkich porach roku i wszystkich świętach – mówi Barbara Caillot Dubus. Pierwszym krokiem była wizyta u księdza, z jego pomocą dotarłyśmy do pierwszych osób. Potem już sąsiad polecał nas sąsiadowi, choć bywało również, że same pukałyśmy do drzwi – wspomina. Jak mawiają górale, na Podhalu drzwi nie są zamknięte ino zawarte! – dodaje Aleksandra Karkowska, współautorka książki, która przez kilkanaście lat pracowała dla międzynarodowych korporacji, a zdobyte doświadczenie wykorzystuje dzisiaj w pracy społecznej. W wolnych chwilach maluje i podróżuje, chodzi po górach. Tatry kocha. Tam odpoczywa.

Pytania dotyczyły codziennego życia przedwojennego Podhala. Interesowało nas wszystko – mówi Aleksandra Karkowska. Chciałyśmy wiedzieć, jak wtedy wyglądały góralskie domy, co jadano, jak się ubierano, jakie mieszkańcy mieli obowiązki, jak wyglądało ich życie – dodaje.

Odkryłyśmy zupełnie inny świat. Życie w zgodzie z naturą, odmierzane porami roku. Odrabianie lekcji przy lampie naftowej, jedzenie z jednej miski, przędzenie lnu na koszule, pasanie gęsi czy pranie w potoku – dodaje. To były fascynujące opowieści.

Autorkom udało się porozmawiać z trzydziestoma góralami z dziada pradziada. Smutne, czasem tragiczne historie przeplatywały się z radosnymi. „Co ci kazali, toś musiał robić” – mówi jeden z bohaterów książki. „Wełnę cuchrać albo prząść, groch łuszczyć albo na chodniki szmaty targać, albo posługiwać, albo krowy poić, gnój nosić”. „Najpierw, jak miałem sześć lat, to gęsi musiałem paść. To trudne i dokuczliwe. Zawsze to była największa robota, bo gęś chce chodzić i do wody ucieka. Gęsi do lasu żeśmy brali, jak chcieliśmy borówek rwać, to gęsi też borówek pojadły”- dodaje kolejna osoba.

Ich wzruszające wypowiedzi ułożyłyśmy w jedną spójną całość, w „pigułkę”, zachowując muzykalność języka naszych rozmówców, pozostawiając wyrazy w gwarze. To prawdziwe historie i autentyczny, mówiony język – przekonuje Aleksandra Karkowska. Nie komentujemy, nie dopowiadamy, nie oceniamy – dodaje.

Wspomnienia bohaterów uzupełnione archiwalnymi fotografiami i współczesnymi portretami wykonanymi przez Barbarę Caillot Dubus składają się na przejmującą opowieść o świecie, którego już nie ma, ale który można i trzeba zachować dla przyszłych pokoleń. Warto rozmawiać z najstarszymi, przerzucać kładkę między pokoleniami- mówi Aleksandra Karkowska. Poznanie korzeni jest bardzo ważne, pozwala nam odnaleźć siebie w tym zwariowanym szalonym świecie – dodaje. Godziny spędzone przy piecu czy na ławce przed domem z naszymi bohaterami pozwoliły nam nabrać dystansu do życia, do naszej starości, do stanu posiadania.

Chciałyśmy opowiedzieć dzisiejszej młodzieży, ale też osobom dorosłym, jak wyglądał tamten świat – deklaruje Barbara Caillot Dubus. Kiedy odejdą od nas osoby, z którymi rozmawiałyśmy, odejdzie pewna epoka. Oni są ostatnimi jej przedstawicielami. Bardzo nam zależało, żeby zachować dla przyszłych pokoleń te wspomnienia. Naszymi książkami i zeszytami chcemy zmotywować młodsze pokolenia do rozmów rodzinnych z najstarszymi, oni naprawdę wiedzą co w życiu jest ważne. Warto ich zapytać – dodaje Aleksandra Karkowska.
Podobna idea przyświecała poprzedniej książce Autorek zatytułowanej „Banany z cukru pudru”.

O początkach współpracy opowiada Barbara Caillot Dubus: Spotkałyśmy się jako sąsiadki na warszawskiej Sadybie. Aleksandra działa społecznie, jest wiceprezesem Towarzystwa Miasto Ogród Sadyba dbającego o przedwojenne tradycje dzielnicy, organizuje wydarzenia kulturalne, m.in. festiwal „Otwarte Ogrody”. Zaproponowałam, że chętnie zrobię coś dla lokalnej społeczności – relacjonuje. Okazało się, że największe zapotrzebowanie jest na inicjatywy skierowane do seniorów. Zrozumiałyśmy, że rozmowy i dzielenie się wspomnieniami jest dla starszych osób bardzo ważne – wyjaśnia. Tak zrodził się pomysł na książkę.

Historie zawarte w „Bananach…” są bardzo uniwersalne. Pokazują całą epokę i stan bycia dzieckiem, który jest zawsze taki sam. Dlatego czytelnicy z łatwością utożsamiają się z opowieściami w niej zawartymi – mówi Aleksandra Karkowska. Co więcej, uświadamiają sobie, że chcą dopytać babcię/ dziadka właśnie o to, jak wyglądało ich dzieciństwo, czy psocili, czy lubili chodzić do szkoły itd. Dzięki temu jest możliwy dialog międzypokoleniowy – dodaje. Książka o sąsiadach z Sadyby spotkała się z dużym uznaniem, była nominowana do Nagrody „Najpiękniejsza Książka Roku PTWK” (Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek). Dziennikarze pytali co dalej, więc postanowiłyśmy założyć Oficynę Wydawniczą Oryginały – wspomina Barbara Caillot Dubus. A potem powiedziałam: Olu, jedziemy na Podhale!

Weronika Kwiatkowska

fot. Barbara Caillot Dubus

fot. Barbara Caillot Dubus

Autorki zapraszają na spotkania autorskie: „Na Giewont się patrzy! O dawnym życiu na Podhalu”

środa, 22 marca, godz. 18:30
Greenpoint Public Library,
107 Norman Ave,
Brooklyn, NY 11222

23 marca, godz. 19:00
Marie Sklodowska-Curie
Professional Women’s Association,
Princess Manor Catering Hall,
92 Nassau Ave, Brooklyn, NY 11222,

24 marca. godz. 11:00
Klub Seniora Amber
71 India Street, Brooklyn NY 11222

24 marca, godz. 19:00
Polska Fundacja Kulturalna w Clark,
177 Broadway
Clark, NJ 07066