Giambattista Vico jest myślicielem „odlotowym” – nawet na dzisiejsze czasy tak niezwykłym, śmiałym i oryginalnym, że zgoła absurdalnym. Jego fundamentalną „Naukę nową” w większości odrzucono jako dzieło człowieka pomylonego, choć on sam w swoim rodzinnym Neapolu bynajmniej za takiego nie uchodził. Po prostu wydrwiono jego dzieło.

Nie mam zdania na temat stanu umysłu skromnego profesora retoryki z przełomu XVII i XVIII wieku. Ale kiedy czytałem po raz pierwszy jego „Naukę nową” nieodparcie nasuwała się myśl-pytanie: czy on mówi poważnie? Czy naprawdę wierzy w to, co pisze? Ale ponad te wątpliwości przeważała fascynacja – fantazją autora, rozległością jego wyobraźni, odwagą sądów i uznaniem dla celnych sformułowań. „Nauka nowa” w zasadniczej części pisana jest w formie „tez”, czyli stosunkowo krótkich akapitów zawierających jedną tylko myśl w postaci jakby aforyzmu, albo stanowczego stwierdzenia (podobnie pisał Nietzsche). Bardzo to ułatwia lekturę dzieła, autor nie męczy czytelnika rozwlekłymi wywodami. Między innymi dlatego, mimo niepokojącej niepewności, czytałem to całkiem sporych rozmiarów dzieło, może nawet nie tyle jako mądrość, co jako fascynującą literaturę. Wierzę, że każdy, kto sięgnie po „Naukę nową”, jeśli przebrnie przez przydługi wstęp autora i jego tablice chronologiczne, które nie wydają się ciekawe, choć dlań niesłychanie ważne, nie będzie się mógł oderwać od lektury.

Historia uniwersalna
Giambattista Vico podjął się dzieła, jakiego nikt przed nim, a i długo po nim nie próbował: napisania uniwersalnej historii ludzkości. Jego przedsięwzięcie wynika z przeświadczenia, że dzieje ludzkości muszą przebiegać podług jakiejś prawidłowości, że rządzą tą historią jakieś ogólne reguły. Innymi słowy, to, co się zdarza temu czy innemu narodowi, to nie seria przypadków i dowolnych wydarzeń, ale że da się w tej dziedzinie wykryć jakąś regularność kierunkową.

I rzeczywiście, łącząc w zgrabną całość historię fantastyczną, biblijną, mitologiczną, wraz z wydarzeniami znanymi na podstawie zapisków, dokumentów i innych źródeł tworzy triadę dziejową, rekonstruuje kolejne etapy, przez które każdy naród musi przejść – przez epokę bogów, bohaterów i ludzi. W pierwszej dominuje religia, surowe prawo i symboliczny język (jak egipskie hieroglify). W drugiej na scenę wstępują herosi, dominują wielcy bohaterowie. Jest to epoka brutalna, czas samowoli i sporego bezprawia oraz języka poetyckiego. W trzeciej epoce, okresu ludzi, wszyscy są równi we wzajemnym uznaniu w sobie człowieka. I tak powstają monarchie, demokracje.

Poszczególne narody mają swoje indywidualne historie. Nimi do czasów Vico zajmowano się przede wszystkim. Nawet nie tyle nimi, co dziejami poszczególnych monarchów, losami dokumentów-zabytków starożytności, etc. Vico zaś chciał wiedzieć, czy tymi indywidualnymi perypetiami rządzą jakieś ogólne prawidłowości; innymi słowy, czy człowiek wszędzie i zawsze powtarza ten sam cykl rozwojowy.

Myśliciel z Neapolu był prekursorem filozofii historii. Ostatnimi przedstawicielami tego stylu myślenia jest Francis Fukuyama, Samuel Huntington i inni z grupy neokonserwatywnych polityków („neo-conów”), którzy tak mocno zaważyli na dziejach świata ostatnich dziesięcioleci. Pisałem o nich niedawno.

Cykl dziejowy
Skąd Vico czerpał wiedzę faktualną o tej historii powszechnej? Rozpoczął refleksję od pierwszego narodu – żydowskiego, jako bezpośrednio pochodzącego od Adama. Biblia, grecka i nie tylko starogrecka mitologia były źródłami wiedzy historycznej o zamierzchłych narodach. To, co inni tradycyjnie brali za legendy, najwcześniejsze baśnie, fantastyczne opowieści, on potraktował poważnie. Uznał je za pierwsze dokumenty ludzkości. Wynikało to z jego „filozofii filologii”, czyli racjonalnej rekonstrukcji tego, jak ludzkość musiała się rozwijać. Początkowo mogła wyrażać się wyłącznie w formie symbolicznej, przedstawiając rzeczywistość jako pełną bogów, sił potężnych, przekraczających ich własne możliwości. Wiara była jedynym narzędziem poznania, orientacji w rzeczywistości. Najprostszy, „dziecięcy”, sposób rozumienia świata. Kiedy ludzkość wkroczyła w „młodzieńczy” okres (choć Vico tak tego nie nazywa), rozwinęła dalszą, lepszą, wyższą władzę poznania – wyobraźnię. Ludzie tej epoki byli poetami, wyrażali, opisywali swą rzeczywistość w języku poetyckim.

Z tego powodu wróciłem do „Nauki nowej” po raz drugi. Po latach. Głównie do części poświęconej wyobraźni poetyckiej, czyli odkryciu prawdziwego Homera. Pierwszy mój sporych rozmiarów szkic na temat „Iliady” w postaci niewielkiej książki, w dużej mierze inspirowany był dziełem Giambattisty Vico. To on właśnie potraktował poemat Homera jako dokument; jako może dość niezgrabny, ale jednak zapis historycznych wydarzeń. Innymi słowy: poemat jest doskonały, nie mający sobie równych, ale niezbyt jest udany jako świadectwo dawnych czasów. Dlaczego tak? Bo zdaniem Vico, ludzie czasów bohaterskich mieli świetnie wykształconą wyobraźnię, ale jeszcze słabo wyrobiony intelekt. Pierwsi ludzie z natury swej byli poetami. Uczeni, myśliciele uzbrojeni w rozum, nudni w swym racjonalnym myśleniu, przyszli później, w epoce człowieka. Czy to oznacza sugestię, że albo się jest artystą, albo myślicielem?; że tych dwóch władz naszej świadomości nie sposób połączyć? Oczywiście, że Vico ma rację. Są dwa odmienne, choć nie rozłączne, sposoby ujmowania rzeczywistości – jeden apeluje do wyobraźni, drugi do intelektu. Pierwszy operuje „obrazami” i emocjami, drugi odwołuje się do pojęć. Do rozumowych kategorii. Jest mało sugestywny, ale precyzyjniejszy.

Czytałem „Iliadę” dokładnie tak samo, jak Vico. Jako dokument, czyli nie fikcję literacką, ale zapis pewnego autentycznego wydarzenia oraz towarzyszących mu okoliczności. Iliada” jest dla nas (pogląd powyższy podziela wielu entuzjastów Homera) rejestrem wypadków z zamierzchłej epoki. Nie jest to więc fantazja poety, ale pierwsze spisane świadectwo wojny, która rzeczywiście miała miejsce. Nikt oczywiście w to nie wierzył i do dziś bardzo trudno o zgodę w tej sprawie.

Moja śmiałość w potraktowaniu homeryckiego poematu nie była specjalnie wielka. Naprawdę odważny był Heinrich Schliemann: wyruszył na poszukiwanie ruin Troi z „Iliadą” jako przewodnikiem i znalazł ją w miejscu dokładnie sugerowanym przez „wskazówki” geograficzne poematu. Także dla niego epos ów był dokumentem.

„Grecja jest Homerem” powiada autor „Nauki nowej” i zasadniczo panuje dziś na ten temat zgoda. Na dzieło to złożyła się pamięć narodów zamieszkujących półwysep peloponeski, żywe wspomnienie o wydarzeniu na tyle doniosłym, iż mówiono o nim, rozpamiętywano je nawet po 400 latach od wojennej wyprawy, nim Homer uporządkował krążące pieśni i nadał im jednolity kształt wielkiego eposu. Poetyckiej kroniki zamierzchłych wydarzeń. Wszyscy w jego czasach byli poetami – twórcami albo odbiorcami. Ne mógł napisać historii w dzisiejszym sensie tego słowa. A nawet gdyby to zrobił, to by go nie pojęli.

Wieczne powroty
Vico chce nam powiedzieć, iż w dziejach panuje wielki porządek; nie przypadkiem Homer, nie przypadkiem Dante, Szekspir, i tak dalej. Barbarzyństwo i następujący po nim ład prawa. Gdy sztuka kwitnie, intelekt raczkuje. Nie może być inaczej. Historia toczy się regularnym traktem; niestety, także nawraca do wcześniejszych stadiów i ponownie narody odbywają swoją wędrówkę przez wieki – poprzez epoki bogów, bohaterów i ludzi. Stąd nieustanny, niezrozumiały niekiedy nawrót do religii, następnie poetycka siła wyobraźni i kolejne przeświadczenie w potęgę nauki i rozumu.

Czesław Karkowski

„Na emigracji“, najnowsza książka Czesława Karkowskiego, do kupienia w księgarni Amazon: amzn.to/2g0fY9A