Ogromna większość prasy lokalnej i duża część mediów ogólnokrajowych znajduje się w niemieckich rękach.

W prasie lokalnej kapitał niemiecki kontroluje 80 do 90 procent tytułów. Chodzi tu o trzy koncerny. Jeden z nich Ringer Axel Springer Polska ma w swym portfelu dziennik o największym zasięgu krajowym „Fakt”, drugi w sprzedaży tygodnik opinii „Newsweek Polska”, „Przegląd Sportowy” oraz portal Onet. pl. Kilka dni temu do opinii publicznej wyciekł list, jaki Mark Dekan, prezes RASP rozesłał do dziennikarzy tych mediów. Jest to w gruncie rzeczy instruktarz ataku na rząd Prawa i Sprawiedliwości z powodu sprzeciwu wobec ponownego wyboru Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej.

Po ujawnieniu listu rozpętała się w kraju burza. Czy byłoby do pomyślenia, żeby polski właściciel prasy niemieckiej instruował dziennikarzy jak zwalczać legalny rząd Niemiec?

Nie byłoby możliwe z dwóch powodów. Skandal byłby nie tylko na całe Niemcy, ale też na całą Europę. Po drugie, taka sytuacja byłaby niemożliwa, gdyż rząd niemiecki nigdy nie dopuściłby do dominacji jakiegokolwiek kapitału obcego w krajowych mediach, już nie mówiąc o kapitale polskim, skoro Polska miewa z Niemcami sprzeczne interesy.

Mark Dekan pisze między innymi: „Razem z Tuskiem wygrali Polacy – wszyscy, którzy są dumni z przynależności do Unii Europejskiej. Badania pokazują, że takie poglądy ma blisko 80 proc. polskiego społeczeństwa. Co do przegranych w tym starciu, to obok Jarosława Kaczyńskiego znalazła się dobra reputacja Polski jako rzetelnego partnera UE – ocenił – „Ideologia i prymitywne manipulacje przegrały z wartościami i rozsądkiem. Zarówno rządzone przez Orbana Węgry, jak i pozostałe kraje Grupy Wyszehradzkiej poparły w głosowaniu Tuska. UE nauczyła się, że o jedność nie warto zabiegać za wszelką cenę… W nadchodzącym czasie na autostradzie unijnej integracji pojawia się nie tylko pas szybkiego i wolnego ruchu, ale też parkingi. I to jest właśnie moment, gdy do gry włączają się wolne media, takie jak my – zalecił Dekan swoim pracownikom.
List wywołał oburzenie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Politycy PiS również wyrażają oburzenie na opinię Dekana, że rząd posłużył się „ideologią i prymitywną manipulacją” ponieważ skorzystał z prawa zgłoszenia swego kandydata Jacka Saryusz-Wolskiego na stanowisko po Tusku. Gniew budzi groźba, że Polska utknie „na parkingu” na autostradzie integracji europejskiej. Zaskoczenie wywołał ujawniony przy okazji fakt, że Dekan pisze listy do dziennikarzy co tydzień. Znaczy to, że prezes koncernu, który powinien być odpowiedzialny tylko za stronę biznesową swoich wydawnictw ingeruje w to, co piszą dziennikarze.

Główne wydanie Wiadomości TVP opisało list Dekana i przypomniało niedawne teksty w Newsweeku, Fakcie i Onet. pl twierdzące, jakoby PiS i Kaczyński chcą wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej. Wiadomości przypomniały, że w kwietniu 2014 roku Paweł Graś, rzecznik rządu Tuska, zachęcał multimiliardera Jana Kulczyka, aby przekonał właścicielkę Axel Springer do zwolnienia Grzegorza Jankowskiego z funkcji redaktora naczelnego Faktu za popieranie PiS. Jankowski został zwolniony po miesiącu. Jednak kierownictwo RASP wmawiało pracownikom, że podsłuchana rozmowa Grasia z Janem Kulczykiem nie miała wpływu na zmianę redaktora naczelnego Faktu.

PiS już w kampanii wyborczej zapowiadał „repolonizację” mediów, tak jak banków, ale po wygranych wyborach zajął się innymi sprawami. Wypowiedź Dekana przypomniała ten problem, ale nadała sprawie inny kształt. Zamiast o repolonizacji mediów władze mówią o „dekoncentracji”, rozproszeniu własności. List prezesa RASP ułatwił rządowi działanie. „Repolonizacja” jest sprzeczna z prawem Unii Europejskiej, która zakłada swobodny przepływ kapitału z kraju do kraju. Ograniczenia z uwagi na narodowość kapitału są zakazane, chociaż największe państwa UE, Niemcy i Francja nie dopuszczają obcych właścicieli do swoich mediów.

W ministerstwie kultury pracuje zespół nad projektami prawnymi, które zapewnią zróżnicowanie własności. – Żadne poważne państwo w Europie nie pozwoliłoby w tak delikatnej przestrzeni – nie tylko dla biznesu ale dla wolności debaty, wolności wymiany idei – jak media, na dominację kapitału obcego. Niestety, przez te ostatnie dwadzieścia kilka lat dopuściliśmy, żeby tak się stało zwłaszcza w prasie regionalnej, czy lokalnej – powiedział na początku stycznia wiceminister kultury Jarosław Sellin. Projekt regulacji rynku medialnego ma brać przykład z Niemiec i Francji. Projekt ma zostać zgłoszony do Sejmu przed latem.

Opozycja uważa, że czy to repolonizacja czy dekoncentracja jest przykrywką rządu dla zdobycia wpływu na prasę i portale internetowe. Rząd zapewnia, że nie będzie, bo nie może być według prawa UE, wywłaszczania mediów. Problem ma zostać rozwiązany przez wykupywanie udziałów w dogodnej chwili. Jednak powstaje pytanie, kto ma tyle chęci do ryzykowania pieniędzy, żeby kupować kończącą żywot prasę papierową? Jak się zdaje będą to spółki skarbu państwa podległe przecież rządowi.

Jan Różyłło