„Nigdy nie chodziłam na własne filmy dumna jak paw. Nie uważam, że jestem najlepsza, wyraźnie widzę swoje potknięcia i błędy” – mówi Anne Hathaway, która jeszcze kilka lat temu była jedną z najmniej lubianych gwiazd Hollywood. Po otrzymaniu Oscara za rolę w „Nędznikach” aktorka stała się synonimem obciachu i sztuczności. Popularnym był wtedy hashtag #hathahate (od nazwiska aktorki i angielskiego słowa hate czyli „nienawidzić”), który internauci nagminnie wpisywali w internecie, chcąc podkreślić wrogi stosunek do aktorki. „To był moment, kiedy sytuacja trochę mnie przerosła. Internet nagle wyznaczył mnie na swoją ulubioną ofiarę i skłamałabym mówiąc, że mnie to nie dotknęło” – zwierzyła się. „Jednak w ogólnym rozrachunku ten kryzys dodał mi siły. Zrozumiałam, że siedzenie w kącie i szlochanie nikomu nie pomoże, co gorsza, może się okazać destrukcyjne dla naszych najbliższych. Nauczyłam się, że kiedy taka nagonka się rozkręca, zamiast się lękać, trzeba jej stawić czoła. Nie chować emocji za głęboko, dać im ujście” – dodaje Anne. „Myślę, że wielu ludzi byłoby znacznie szczęśliwszych, gdyby przestało udawać”. To cenna rada. Szczególnie dla hollywoodzkich aktorek, które z udawania uczyniły… sztukę.

*

Podobnie zdanie na ten temat ma Krzysztof Majchrzak, aktor filmowy i teatralny, znany z takich filmów, jak „Aria dla atlety”, „Konopielka”, „Pornografia” (według Gombrowicza) czy „Historia kina w Popielawach”. „Trzeba być, a nie grać”- mówi. „Co – patrząc na te wszystkie trzęsące dupą, żądne blasku hollywoodzkie gwiazdy, nie jest łatwe”. I dodaje: „Nienawidzę powtarzanego w wielu recenzjach zwrotu, że ktoś się w kogoś wcielił. Irytuje mnie samo sformułowanie! A niektórzy aktorzy wręcz chełpią się tym, że wcielili się w sławnego pisarza, bojownika, malarza. Równie dobrze ja mógłbym chcieć się wcielić w ten stół, co tu stoi”- mówi. „Tyle, że zadaję sobie pytanie: po co miałbym to robić? Ten stół jest tylko stołem. Ma swoją funkcję do spełnienia, swoją godność, narrację, ale nie niesie poruszenia. Ten rodzaj naśladownictwa w aktorstwie, polegający na tym, że ktoś przechyli główkę w bok, tak samo jak robiła to prawdziwa postać, w którą właśnie ten ktoś się wciela, jest dla mnie totalnie głupi i groteskowy”. Znany z ciętego języka aktor wybitnie nie znosi imitowania. „Wciela się cielę, ja jestem badaczem rzeczywistości. I kiedy badam, w ogóle nie jestem aktorem” – reasumuje. Kilka miesięcy temu na ekrany polskich kin wszedł najnowszy film Jana Jakuba Kolskiego „Las, 4 rano”, w którym występuje Krzysztof Majchrzak. Jak twierdzą krytycy (również europejscy), jest to jego rola życia.

*

„Wychowałem się na westernach i wiem, że mężczyzna powinien przechować cechy heroiczne. Wystawiać się na ryzyko. Zużywać. A musi pić? – Nie musi. Ale jak lubi? I potrafi?” – pyta retorycznie Andrzej Stasiuk. O jednym z najbardziej poczytnych współczesnych pisarzy mówi się, że jest „ostatnim prawdziwym mężczyzną”. „Co ja na to poradzę, że mam metr osiemdziesiąt dziewięć i lubię samochody?” – śmieje się. „Ludzie są uwięzieni w stereotypach” – dodaje. „Ikona męskości” w jednym z wywiadów opowiada pięknie o żonie, Monice Sznajderman: „Jest we mnie ciekawość jej myśli, tego, co powie, ciekawość jej uczuć, jej życia. Jak gdzieś jadę i nie ma jej obok w samochodzie, to czuję się niepełny. Nie mam komu powiedzieć, jak jest, co widzę. Bez niej jestem czegoś ćwierć albo pół”. Rzeczywiście, brzmi jak wyznanie przedstawiciela ginącego gatunku: mężczyzny, który potrafi kochać. Nie tylko siebie.

*

„Brakuje nam polityków, którzy są radośni, szczęśliwi, którzy potrafią z dystansem spojrzeć na różne problemy. Mój program to więcej inwestycji, więcej kultury i wsparcie mieszkańców”- powiedziała Doda i… ogłosiła, że zamierza startować na urząd prezydenta Ciechanowa. „Chciałabym się zwrócić ku biednym i potrzebującym. Ja sama mam ogromne serce i wiem, że jako artystka, która będzie pełnić funkcje prezydenta miasta Ciechanów, zrobię dużo więcej niż normalny prezydent” – dodała. O kandydaturze piosenkarki wypowiedziało się kilku polityków, między innymi wiceminister kultury Jarosław Sellin, a w internecie… zawrzało. Szybko jednak okazało się, że to tylko żart z okazji Prima Aprilis. Jedni odetchnęli z ulgą, inni poczuli się rozczarowani. I jak to w przypadku Dody bywa, nie obyło się bez złośliwości. „Największym żartem jest ona sama. Niestety, trwa cały rok” – podsumował aferę anonimowy internauta.

Weronika Kwiatkowska