Jeśli nie umiecie dobrze obsługiwać Photoshopa nie jedzcie za dużo w te Święta! Moda na talie osy obowiązywać będzie również tej wiosny. I o ile celebrytki i inne gwiazdy mogą liczyć na ingerencję zdolnego grafika (wyszczupli kibić, wygładzi zmarszczkę, wydłuży o kilka centymetrów łydkę – i voila, wszyscy myślą, że Maryla Rodowicz ma 35 lat), to tzw. przeciętna dziewczyna może liczyć tylko na siebie. I ewentualnie aplikację w telefonie. Dziś retuszuje się wszystko, nawet warzywa występujące w reklamie. Lody robi się z puree ziemniaczanego, naleśniki polewa… olejem samochodowym (bo nie wsiąka w ciasto tak szybko jak prawdziwy syrop klonowy), a pianka do golenia udaje bitą śmietanę. Podobnie graficy obchodzą się z bohaterami zbiorowej wyobraźni. Poprawiają nawet… ikony kina. Na plakacie z okazji 70. festiwalu filmowego w Cannes pojawiło się zdjęcie młodej Claudii Cardinale „brawurowej aktorki, niezależnej kobiety, aktywistki”. Organizatorzy zachwycali się urodą „ikony włoskiej kinematografii” twierdząc, że canneński festiwal „pokazuje świat, który nie boi się spojrzeć na siebie w lustrze”. To dość ciekawe spostrzeżenie, zważywszy na fakt, że Cardinale na plakacie nie do końca przypomina siebie z czasów młodości. Dziennikarze zestawili oryginalne zdjęcie wykonane w 1959 roku i jego „wersję” wykorzystaną przez Cannes Film Festival. Okazuje się, że „bogini” była nie dość fit jak na dzisiejsze standardy. W nowej odsłonie gwiazda ma wyszczuplone nogi i talię. I wygląda jak nastolatka cierpiąca na anoreksję.

*

„Może to banalne, co powiem, ale im bardziej się starzeję, im dłużej mieszkam w Polsce – tym bliższy jest mi temat emigracji” – wyjawił Czesław Mozil. „Po pierwszym tomie mojej „Księgi emigrantów” dostałem wiele maili od ludzi, że właśnie dzięki tej płycie wrócili do kraju”. Czesław Śpiewa – bo pod takim pseudonimem artysta działa na polskiej scenie muzycznej – wyjechał z rodzicami na Zachód, kiedy miał pięć lat. „Matka była polonistką, ale w Danii pracowała jako opiekunka starszych osób. Polskiego uczyła tylko w weekendy, w szkole przy ambasadzie. Ojciec pracował w księgowości i miał w Zabrzu swój sklep z narzędziami, ale w Danii podejmował głównie fizyczne prace”- wspomina. „To było doświadczenie obojga moich rodziców. Chcieli mieć dom w Danii, musieli więc zasuwać fizycznie. Jednak nigdy na to nie narzekali. Dzisiaj to doceniam i rozumiem, jak bardzo mnie ta ich postawa uformowała” – dodaje. Czesław jako 14-latek podjął pierwszą pracę. Dwa razy w tygodniu roznosił lokalne gazety i dołączone do nich reklamy. Czasami trzeba było dostarczyć paczki pod 300-400 adresów. „Pierwszego dnia pracowałem 12 godzin! Lał deszcz, a ja myliłem adresy. W końcu się pobeczałem. Już nigdy w życiu nie chciałem roznosić gazet” – opowiada. „Pewnie bym odpuścił, gdyby nie to, że tato był ze mną. Potem zresztą zbudował mi wózek, który mogłem podpiąć do roweru, żeby było łatwiej i szybciej. W końcu roznoszenie gazet zaczęło mi sprawiać frajdę” – reasumuje. Trzeba przyznać, że Mozil, który dał się poznać raczej jako hulaka i moczygęba, potrafi zdobyć się na dojrzałą refleksję: „Rodzice ciężko pracowali, ale nie pamiętam, by kiedykolwiek narzekali. W domach moich polskich kolegów na emigracji było inaczej” – wspomina. „Rodzice zawsze dbali, żeby Polska była dla mnie miejscem, do którego chętnie będę przyjeżdżał, które chętnie będę poznawał i za nim tęsknił. Dlatego na swoich koncertach za granicą powtarzam polskim emigrantom: uważajcie, co mówicie przy dziecku, bo wyrośnie wam nastolatek, który będzie miał Polskę w głębokim poważaniu”- podsumowuje. Trudno się z tym nie zgodzić.

*

To już koniec serialu „Girls”. Czas żegnać się z Hanną, Marnie, Jessą i Shoshanną – czterema bohaterkami „kultowej” produkcji HBO. Miliony widzów na całym świecie pokochały historię „zwykłych dziewczyn”, a przede wszystkim odtwórczynię głównej roli – Lenę Dunham – która bez kompleksów prezentowała najintymniejsze części swojego nieidealnego ciała, z nadwagą, cellulitem, pryszczami i siniakami, podkreślając, że rogata dusza i błyskotliwy umysł są dużo ważniejsze niż kilka zbędnych kilogramów. Lena, która jest również scenarzystką i reżyserką serialu zdecydowała się na zakończenie historii „Dziewczyn”, w momencie – jak mówi – „kiedy wszystkich nas to jeszcze kręci”. „Udało nam się to, co sześć lat temu, kiedy serial ruszał, sobie założyliśmy”- precyzuje. „To miała być opowieść o dwudziestoparolatkach i ich problemach”- dodaje. „Mam nadzieję, że za dziesięć lat zrobimy długometrażowy film „Girls” i wrócimy do tematu”- podsumowuje Dunham. Już dzisiaj fani serialu urządzają sobie wycieczki po Nowym Jorku szlakiem „Dziewczyn”, a ponieważ serial był kręcony głównie na Brooklynie, najbardziej obleganym adresem jest… dom Hannah, przy India Street – czyli w samym centrum polskiego Greenpointu. Serial „który zmienił oblicze branży telewizyjnej” będzie pewnie – jak słynne „Sex and The City” – oglądany przez kolejne pokolenia dziewczyn na całym świecie. „Udało nam się pokazać kobiety tak, jak od zarania dziejów telewizji pokazywano mężczyzn” – mówi Lena. „Bez obsesji na punkcie rozmiarów ciuchów, jakie noszą. Niestety, nie tylko producenci, lecz także widzowie oczekują wizerunku kobiety niewinnej, subtelnej itd. A przecież mamy prawo być i wkurzone, i trochę niechlujne, totalnie pogubione, popieprzone” – przekonuje reżyserka. „Nasze „Dziewczyny” przesunęły granice akceptacji tego, co jest pokazywane na małym ekranie. Fałdy na brzuchu, niewyidealizowane sceny miłosne. Mam nadzieję, że nie będziemy jedyni i w przemyśle telewizyjnym wreszcie coś się ruszy” – marzy Dunham. Za tydzień ostatni odcinek „Girls”, serialu który zdobył liczne nagrody m.in. Złote Globy i Emmy Awards. Poprzednie sezony są już dostępne na płytach DVD. Kto przegapił opowieść o „hipsterach z Greenpointu” może nadrobić to niedopatrzenie.

Weronika Kwiatkowska