W Wielkim Tygodniu najważniejsze są uroczystości Triduum Paschalnego. Nie wyobrażam sobie Wielkiego Piątku bez przeżywania Drogi Krzyżowej, postu od pokarmów mięsnych, adoracji krzyża i nawiedzenia Grobu Pańskiego, bez tradycyjnego koszyczka i święcenia pokarmów w języku polskim, a najbardziej to chyba bez porannej mszy rezurekcyjnej (6 rano), na którą od kilku lat ubieram tradycyjny strój orawski. Mamy to szczęście że trafiliśmy do parafii, w której rezurekcja z góralami przypomina bardzo tę z Polski, w mojej rodzinnej miejscowości w Jabłonce na Orawie, w związku z czym mamy możliwość uczestniczenia w obrzędach o charakterze podniosłym, co dla mnie –góralki orawskiej ma ogromne znaczenie.

Jeżeli chodzi o tradycje w domu to najważniejsze jest śniadanie. Stół nakryty haftowanym białym góralskim obrusem z Podhala, przystrojony barwinkiem, baziami lub bukszpanem, koszyczki i misy plecione tylko z oryginalnej polskiej wikliny z Podkarpacia, gliniane garnki – dwojaki z Kolbuszowej, bukowe deski na masło i wędliny, cukrowy baranek – koniecznie z czerwoną chorągiewką, na stole ceramiczna (chyba stuletnia) figurka Pana Jezusa, jedyna i najstarsza pamiątka z domu rodzinnego taty. W naszej Wielkanocy nie ma zajączków i marchewek ani wielkanocnych prezentów, ale za to co roku mamy podkarpacki żurek na domowym zakwasie – specjalność mojego męża oraz tradycyjną sałatkę jarzynową.

Choć co roku obiecuję sobie, że nie będę już taka „do bólu” tradycyjna, to jednak mam wrażenie, że z biegiem lat świąteczne obrządki nabierają jeszcze większego sensu i stają się świętością, zwłaszcza na obczyźnie. Cieszy mnie również fakt, że spotkaliśmy tutaj osoby, które spędzają święta podobnie jak my i jedyne nowości jakie wnosimy w wielkanocne tradycje, to wyjazd poza miasto, np. do ulubionego Ogrodu Botanicznego w Ringwood, czy – jak rok temu – na spacer w górach.

Aneta Pieróg- Sudoł
artysta plastyk, pedagog

*

Jestem ateistką, więc święta Wielkanocne nie mają dla mnie wymiaru religijnego. Ostatnich parę lat mieszkam i pracuję w Santa Fe. Choć stan Nowy Meksyk jest wielkości Polski, populacja to zaledwie dwa miliony ludzi. Jest tu również największe skupisko katolików oraz wielowiekowa tradycja pielgrzymki w Wielki Piątek do Sanktuarium Chimayo. To jedno z bardziej znaczących miejsc dla katolików, szczególnie w Wielkanoc. Co ciekawe, jest to też największe skupisko dealerów nazywane Heroinowym Eldorado. Tegoroczną Wielkanoc, podobnie jak kilka poprzednich, spędzę w pracy zajmując się osobami, które przedawkowały narkotyki i inne używki. Zastanawiające, że jest ich w tym okresie dużo więcej niż w pozostałe dni roku.

Wiola Rębecka
psychoanalityczka

*

W Wielką Sobotę wybieram się protestować przeciwko obecnemu prezydentowi, gdyż uważam to za swój obywatelski obowiązek, a jednocześnie dobry uczynek, co bardzo dobrze współgra z atmosferą Świąt. W niedzielę, jak co roku, zjemy z rodziną tradycyjny wielkanocny obiad, jednak bez półmisków z piętrzącymi się wędlinami, bo to niezdrowe. Dlaczego obiad, a nie śniadanie? To nasza świecka, amerykańska tradycja. Spotykamy się koło pierwszej po południu, więc trudno to nazwać śniadaniem. Po posiłku wybieramy się wszyscy razem na pobliski cmentarz odwiedzić rodzinne groby.

Grażyna Woldan
emerytka

*

Od dziesięciu lat mieszkam w Stanach Zjednoczonych i od tego czasu przywykłam spędzać Wielkanoc w sposób nietradycyjny. Od czasu mojej przeprowadzki nie miałam okazji celebrować Świąt z rodziną w Polsce, a grupa bliskich znajomych w Nowym Jorku jest zbyt zróżnicowana kulturowo i światopoglądowo, żeby móc zorganizować wspólne „tradycyjne” wielkanocne spotkanie. Od niedawna jestem mamą i żoną, ale ponieważ moja córka jest jeszcze za mała, by zrozumieć piękno tradycji np. malowania pisanek, poczekam z tym aż troszkę podrośnie. Święta Wielkanocne zbiegają się z początkiem astronomicznej wiosny oraz pełnią Księżyca, więc podobnie jak w wielu innych kulturach i religiach, w tym roku tradycyjnie już spędzę nietradycyjną Wielkanoc na łonie natury ciesząc się ładną pogodą.

Agnieszka Stypułkowska
-antropolożka na urlopie wychowawczym

*

Górale są słynni z utrzymywania tradycji. Niezależnie gdzie mieszkają. Dla mnie Wielkanoc w Stanach Zjednoczonych, kojarzy się z wartą przy Grobie Pańskim. Z ciupagą w ręku pilnujemy złożonego do grobu Pana Jezusa. Dwudniowa warta pozwala nam prawdziwie odczuć Wielkanoc. W niedzielę Wielkanocną wspólnie z naszymi rodzinami uczestniczymy w rezurekcji śpiewając głośne Alleluja! Tuż po mszy zasiadamy do rodzinnego stołu, gdzie podane jest śniadanie wielkanocne zwane „Świyncelinom”. Śmigus Dyngus w górach jest zwany „Polywackom”, rzadko która dziewczyna na wsi chodzi wtedy w suchych ubraniach.

Szymon Sołtys
Przewodniczący d/s Organizacji Stowarzyszenie Podhalan NJ

*

Święta Wielkanocne to dla mnie przede wszystkim czas spędzony z rodziną i podtrzymywanie przekazywanej z pokolenia na pokolenie tradycji. Odkąd urodziła się moja córka, Agnieszka, święta mają dla naszej rodziny jeszcze większy wymiar.

Malowanie jajek (zawsze pełne żartów), przygotowywanie święconki, Rezurekcja i śniadanie wielkanocne to stałe punkty w naszym wielkanocnym kalendarzu. Obowiązkowo bierzemy udział w Triduum Paschalnym w naszej parafii. Zaskakujące jest jak to w jaki sposób moja mała córeczka patrzy na śmierć Chrystusa, jak wzrusza się, zapewniając że ona by Go nie skazała śmierć, jak denerwuje się podczas Niedzieli Palmowej słysząc słowa „Na krzyż z nim”.

Osobiście im jestem starsza tym bardziej lubię i doceniam święta Zmartwychwstania Pańskiego – dają nadzieję, zacierają granicę pomiędzy życiem i śmiercią, pogłębiają wiarę.

Katarzyna Ziółkowska
Administrator Department of Dental Medicine

Oprac. WK