Obchody siódmej rocznicy katastrofy smoleńskiej na Krakowskim Przedmieściu w ostatni poniedziałek w Warszawie przyciągnęły 20 tysięcy uczestników.

Przemówili prezydent Andrzej Duda oraz prezes PiS Jarosław Kaczyński. Prezydent prosił, nawet „błagał” o uspokojenie nastrojów. Natomiast prezes PiS przemawiał w innym tonie. „To, co nas spotyka od kilku miesięcy, ten straszliwy atak nienawiści wynika stąd, że prawda jest coraz bliżej… Jest wielki strach przed prawdą… Dzisiaj został poczyniony ogromny krok”, powiedział Kaczyński w odniesieniu do raportu specjalnej komisji ministerstwa obrony narodowej do spraw ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej powołanej w lutym 2016 roku. Jest to wstępne podsumowanie prac, które trwają dalej.

Pracami komisji kieruje dr inż. Wacław Berczyński. Komisja jest organem państwa polskiego, w odróżnieniu od zespołu posłów pod kierunkiem Antoniego Macierewicza działającego, gdy PiS znajdował się w opozycji. Obecne ustalenia mają nieporównanie większą wagę merytoryczną a także formalną. Wyrażają oficjalne stanowisko Polski. Najważniejsze są trzy rzeczy w raporcie. Po pierwsze mocna hipoteza o rozpadzie Tu-154 w powietrzu, przed uderzeniem w grunt; po drugie równie mocna hipoteza o wybuchu na pokładzie bomby termobarycznej; a po trzecie oskarżenie rosyjskich kontrolerów lotu o świadomy udział w spowodowaniu katastrofy przez wprowadzanie polskiej załogi w błąd co do położenia samolotu w trakcie podchodzenia do lądowania. Oskarżenie odnosi się tylko do dwóch nawigatorów na tzw. wieży kontrolnej. Jednak w naprowadzaniu samolotu brali również udział pułkownik, były komendant lotniska, a także generał, który 10 kwietnia 2010 nadzorował z Moskwy przylot polskiej delegacji z prezydentem Lechem Kaczyńskim i wydawał rozkazy kontrolerom. Zarzut sprawstwa katastrofy może usłyszeć także ów pułkownik, ponieważ był obecny w „wieży” kontrolnej.

Raport został ogłoszony w ostatni poniedziałek w formie ponad 40 minutowego filmu o przebiegu wydarzeń na smoleńskim lotnisku. To wynik kilkuset analiz i eksperymentów przeprowadzonych w polskich, amerykańskich i angielskich uczelniach. Odtworzono m.in. część kadłuba samolotu w skali 1:1, która została poddana wybuchowi. Wiele wskazuje, że w Smoleńsku nastąpił wybuch bomby termobarcznej. Jednak samolot zaczął rozpadać się w powietrzu jeszcze przed tym wybuchem, na skutek eksplozji mniejszych ładunków.

Ładunek termobaryczny to materiał wybuchowy rozpylony w powietrzu. Aktywacja zapalnika wywołuje eksplozję aerozolu, który ma idealne warunki do spalania dzięki nieograniczonej dostępności tlenu z powietrza. Pozwala na osiągnięcie większej mocy takiej bomby, niż w przypadku ładunków konwencjonalnych. Bomba wywołuje bardzo długą falę uderzeniową wskutek wielkiego ciśnienia. W Smoleńsku ciśnienie wyrzucało ciała ofiar z rozdartej kabiny samolotu i odzierało je z ubrań.

Minister Antoni Macierewicz powiedział, że znaleziono w Kancelarii Premiera dyski z nagraniami wideo tuż przed wylotem delegacji z Warszawy. Kończą one dyskusję nad tezą, jakoby przed wylotem doszło do kłótni między dowódcą sił powietrznych gen. Andrzejem Błasikiem a pierwszym pilotem TU-154M kpt. Arkadiuszem Protasiukiem. „Od początku do końca było to stworzone na użytek nienawistnej propagandy wobec prezydenta szczególnie, ale w ogóle wobec próby dojścia do prawdy – oświadczył szef MON.

Raport komisji Berczyńskiego wskazuje na zasadniczą różnicę w traktowaniu nie tylko lądowania premiera Donalda Tuska trzy dni wcześniej, jako gościa premiera Putina. Wtedy wszystko działało bez zarzutu. Ale 10 kwietnia kontrolerzy lotów w Smoleńsku postępowali zgodnie z przepisami przy nadzorowaniu kilku prób lądowania samolotu transportowego Ił-76 kilkanaście minut wcześniej przed polskim Tupolewem. Samolot ten miał dostarczyć samochody dla polskiej delegacji. Jednak samochodów tam nie było, jak gdyby było wiadomo, że nie będą potrzebne. Natomiast w trakcie prób lądowania Ił-76 szybko pogorszyło się zamglenie a ostatecznie samolot nie wylądował. Już wcześniej wskazywano, że mogło chodzić o wywołanie sztucznej mgły z pokładu tej maszyny.

Z całego systemu komend i zachowania kapitana Iła i nawigatorów na lotnisku wynika, że pilot wcale nie miał lądować. Jego bardzo ryzykowne manewry pozwalają na domysł, że w uzgodnieniu z wieżą kontrolną sprawdzał, jak zachowa się TU-154 po przekazaniu mu fałszywych informacji, jakoby znajdował się „na kursie i na ścieżce”, które również przyczyniły się do katastrofy. „Wszystko zostało ustalone, a Tu-154M zbliżał się do Siewiernego (lotnisko w Smoleńsku – JR). Nikt też nawet nie zastanawiał się, jak prezydent Lech Kaczyński dojedzie do Katynia, skoro Ił mający rzekomo wieźć samochody, nie wylądował” – stwierdziła komisja Berczyńskiego.

Polski samolot znajdował się jeszcze w powietrzu, gdy zaczął się rozpad maszyny. Odpadł sześciometrowej długości fragment lewego skrzydła, jeszcze przed przelotem nad słynną brzozą, świadczą o tym odłamki leżące kilkadziesiąt metrów wcześniej. Nie był to skutek uderzenia w jakąś przeszkodę. „Licznie odrywające się odłamki lewego skrzydła utworzyły tzw. blaszane ptaki, które w Smoleńsku zostały odnalezione, np. wiszące na wielu gałęziach. Ich występowanie jest charakterystycznie dla typów katastrof, w których samolot rozpada się w powietrzu a nie na ziemi”, oświadczyła komisja.

Ustalenia komisji Berczyńskiego podważa Maciej Lasek, członek państwowej komisji, która badała katastrofę smoleńską w latach 2010 – 11. „Jestem w stanie obalić wszystkie tezy zawarte w filmie MON” powiedział. Wyzwanie przyjął szef resortu obrony: Możemy stanąć do naukowej dyskusji o ustaleniach komisji. „Jesteśmy do tego gotowi”, stwierdził Antoni Macierewicz.

Jan Różyłło