Druga połowa lat 30. XX w. była trudnym czasem na świecie. Mozolne wychodzenie z kryzysu gospodarczego, przy podważeniu zaufania do demokracji i wolnego rynku, spowodowało wzrost postaw radykalnych w życiu publicznym.

W Europie hitleryzm i komunizm ścierały się coraz bardziej. W USA nowy porządek prezydenta F. D. Roosevelta powoli zmieniał oblicze gospodarczo-społeczne kraju. Organizacja wystawy światowej w Nowym Jorku miała być szansą na przełamanie impasu i pokazaniem, że lepsze jutro wcale nie było tylko pobożnym życzeniem.

Potrzeba dobrej reklamy Polski
Również polski rząd postanowił wykorzystać szansę, by zademonstrować światu osiągnięcia młodego państwa. W 1938 r. minęło 20 lat od odzyskania przez Polskę niepodległości – rok później można więc było podsumować to, co się przez ten czas udało. Równocześnie koniec lat 30. XX w. nie był najlepszym okresem dla polskiego wizerunku na zachodzie. Nieustanne problemy z mniejszościami narodowymi, zajęcie Zaolzia w 1938 r. (odebrane jako uzgodnione z III Rzeszą), wyśmiewane ambicje posiadania kolonii, twarda polityka wobec Litwy, autorytarne rządy obozu piłsudczyków wewnątrz kraju, czy brak stabilnego systemu sojuszy międzynarodowych powodowały, że trudno było wyjaśnić polską rację stanu. Postanowiono dołożyć wszelkich starań, by to zmienić.

Właściwi ludzie
Na czele komisji wystawowej stanął August Zaleski – były, długoletni minister spraw zagranicznych i ówczesny prezes Polsko-Amerykańskiej Izby Handlowej, człowiek doskonale znany na salonach dyplomatycznych świata. Komisarzem wystawy został Stefan Ropp. Trudno było znaleźć lepszą kandydaturę. Świetny znawca spraw ekonomicznych, specjalista od kwestii bankowych, ale i od turystyki, wykładowca uniwersytecki, a przede wszystkim dyrektor Międzynarodowych Targów Poznańskich miał za sobą lata pracy i zdobywania doświadczeń w Afryce, USA i w Europie. To on był głównym pomysłodawcą idei wystawy. Roppowi zależało na tym, by pokazać Polskę jako kraj młody, przedsiębiorczy, energicznie zarządzany, który odrodził się niczym feniks z popiołów po 123 latach niewoli i stanowił u końca lat 30. XX w. idealne miejsce do nowych inwestycji. Ropp zdawał sobie jednak sprawę, że na targu próżności mocarstw – bo przecież tym poniekąd były przedwojenne wystawy światowe – Polska nie miała szansy, by zmierzyć się z pawilonami gospodarzy, czy gigantyczną konstrukcją Związku Radzieckiego. Pomysł był zatem inny – nie narodowa megalomania czy martyrologia! Postawiono na subtelne połączenie historii z najlepszymi owocami polskiej nauki i gospodarki.

Młody, rozwijający się kraj z bogatą historią
Z historii Polski nie wybrano tragicznych dziejów – uwypuklono te momenty, w których państwo polskie wnosiło swój niepowtarzalny wkład w tworzenie światowej cywilizacji. Poprzez dzieła sztuki (cykl obrazów Bractwa św. Łukasza czy dzieła Jana Henryka Rosena) próbowano dotrzeć do odbiorcy amerykańskiego i uczulić go na to, że wkład narodu polskiego w tworzenie powszechnego dziedzictwa w zakresie gospodarki, kultury, czy prawodawstwa nie był mały. Dlatego grono ekspertów, na czele z profesorami Janem Kucharzewskim, Oskarem Haleckim i Romanem Dyboskim – znającymi realia amerykańskie i miejscowego odbiorcę -wybrało takie wątki jak m. in.: pielgrzymka cesarza Ottona III do Gniezna, chrystianizacja Litwy, uchwalenie konstytucji 3. Maja, wprowadzenie prawnej ochrony dla szlachty oraz tolerancji religijnej dla niej, unia Polski i Litwy, czy odsiecz wiedeńska.

Polacy reklamowali się jako naród waleczny, ale równocześnie pracowity, prawy, miłujący pokój i niosący innym najlepsze zdobycze cywilizacji łacińskiej poprzez swoją kulturę, literaturę, sztukę i gospodarkę. Ale czy i pomnik Władysława Jagiełły dłuta Stanisław K. Ostrowskiego nie był połączeniem tych wszystkich elementów? Rzeźba zwycięskiego króla odbierana była nie tylko jako przedstawienie świadka historii, ale symbol narodu, który we współczesnych czasach potrafił walczyć o wolność i wiarę.

Świat jutra
Historia miała prowadzić do konkluzji, że naród polski czerpie siły ze spuścizny wieków a równocześnie dynamicznie się rozwija, tworząc nowe, lepsze jutro. Tego typu przesłanie doskonale wpisywało się w naczelne hasło pomysłodawców i twórców wystawy nowojorskiej – świat jutra miał być światem pokojowego rozwoju społeczeństw i gospodarki. O tym mówił prezydent F. D. Roosevelt, do tego nawiązywali też organizatorzy polskiego pawilonu. Dlatego pokazywano w nim osiągnięcia w zakresie tych dziedzin, w których Polska miała niepodważalne sukcesy. A do nich należały m.in. górnictwo, metalurgia, nafciarstwo, przemysł chemiczny, czy radiowy. Reklamowano Gdynię i Centralny Okręg Przemysłowy – te filary polskiej gospodarki podziwiane nawet przez wrogów. Podkreślano przy okazji polskie prawa do Morza Bałtyckiego i sukcesy polskiej floty. Nauka polska reklamowana była nie tylko przez sukcesy Mikołaja Kopernika czy Marii Skłodowskiej-Curie, ale nade wszystko przez współczesne osiągnięcia m.in. polskiej szkoły matematycznej, choćby w zakresie nowoczesnej kryptologii.

Cele
Oczywiście na tle innych pawilonów, polski nie był ani największy, ani najbogatszy – prasa amerykańska podkreślała jednak, że był przemyślany, czytelny dla odbiorców, a prezentowane eksponaty były wysokiej jakości artystycznej czy użytkowej.

Dla Polonii, będącej ważną częścią dwuletniego procesu przygotowania, była to okazja doświadczenia, że rząd polski traktuje ją poważnie i wreszcie uważniej wsłuchuje się w jej potrzeby. A nie było to wcale takie oczywiste w latach poprzednich, kiedy nieustannie dochodziło do różnych zgrzytów i nieporozumień we wzajemnych postrzeganiu. Polsce zależało na kolejnych pożyczkach z USA, co udało się częściowo uzyskać. Co więcej, chciano na niespotykaną do tej pory w Ameryce skalę zareklamować osiągnięcia polskich przedsiębiorców, by wzbudzić szersze zainteresowanie amerykańskich firm i ściągnąć miejscowy kapitał do Polski. Rządowi zależało również na ożywieniu turystyki, która z roku na rok coraz prężniej się rozwijała, mając niezłą infrastrukturę i zaplecze.

*

Wraz z wybuchem II wojny światowej i jej następstwami Polski Pawilon nabrał nowej symboliki. Stał się polską oazą wolności dla tych, którym los zniewolonej Polski nie był obojętny, ale i podsumowaniem tego, co w II RP było najlepsze: jej osiągnięć i ambicji. Część eksponatów została w rozmaitych okolicznościach sprzedana do różnych instytucji w USA, inne, jak słynny pomnik Władysława Jagiełły, pozostały w Nowym Jorku.

Dziś pamięć o polskim wkładzie w tworzenie Wystawy Światowej z 1939 r. jest wciąż żywa. Nie ma się jednak co dziwić, że ten fenomen polskiego PR wzbudza takie zainteresowanie. Rzadko się bowiem zdarza, by rząd polski w tak przemyślany sposób potrafił wzbudzić zainteresowanie Polską i przedstawić polską rację stanu, by była ona zrozumiana i pozytywnie odebrana.

Tomasz Pudłocki