Ośmiogodzinne przesłuchanie Donalda Tuska w prokuraturze w Warszawie w środę dotyczyło roli w nawiązaniu współpracy polskiej Służby Kontrwywiadu Wojskowego z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa.

Taka współpraca wymaga zgody premiera po zasięgnięciu opinii ministra obrony narodowej. Ale za rządów Tuska polska służba zaczęły kontakty z FSB bez zgody premiera, tuż po katastrofie smoleńskiej. Premier był wówczas jej formalnym nadzorcą nie tylko jako szef rządu ale również jako koordynator służb specjalnych. Wprawdzie po kilku miesiącach kontrwywiad dostał taką zgodę, lecz Tusk nie spytał o opinię szefa MON.

Kierujący wówczas resortem obrony Tomasz Siemoniak twierdzi dzisiaj, że było to drobne uchybienie, on sam nie wniósłby sprzeciwu a sprawa ma „charakter polityczny”. Tak samo uważa były premier. Ale czy chodzi jedynie o zemstę, lub sprawiedliwość za Smoleńsk i inne przekroczenia? Czy raczej o przyszły rozwój wydarzeń w kraju?
Aż 68 procent Polaków uważa, że Tusk jest realną przeciwwagą polityczną Jarosława Kaczyńskiego. Przyjazd byłego premiera koleją na Dworzec Centralny w Warszawie stał się wiecem poparcia dla niego ze strony zwolenników opozycji. Tusk ze swym talentem do widowiska wybrał przyjazd koleją z Sopotu, gdzie spędzał święta, zamiast samolotu. Przyjazd do centrum stolicy a nie na odległe lotnisko Chopina ułatwił jego zwolennikom przybycie. W ten sposób Tusk rozpoczął kampanię w wyborach prezydenckich, które odbędą się za trzy lata. Na powitanie nie wybrał się szef Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna, lecz na dworcu stawiła się była premier Ewa Kopacz. Przywitali go także członkowie klubów Gazety Polskiej z hasłem m.in. „będziesz siedział”.

Jarosław Kaczyński klnie się na wszystkie świętości, że nie miesza się do tego śledztwa i nie ma ono żadnych osobistych podtekstów, czyli kary za katastrofę w której stracił brata i bratową. Inne zdanie ma Bartłomiej Sienkiewicz, były minister spraw wewnętrznych w rządzie Tuska. „To wezwanie jest spektaklem, zarzuty są spektaklem. Urządziła go władza, która nie jest w stanie pogodzić się z porażką wokół wyboru przewodniczącego. Spektakl został rozpętany przez Kaczyńskiego.” Sienkiewicz sądzi, że wezwanie Tuska jest zemstą partii rządzącej za porażkę podczas wyborów szefa Rady Europejskiej, gdy nie udało się utrącić kandydatury na drugą kadencję byłego premiera. „Dręczenie Donalda Tuska w wykonaniu Jarosława Kaczyńskiego i PiS będzie trwało. Żródłem jest strach i to było dzisiaj wyraźnie widać. Prawda jest taka: PiS i Kaczyński śmiertelnie boją się Donalda Tuska.” Chodzi o jego potencjał polityczny. Byłby w stanie zjednoczyć skłóconą opozycję i wygrać wybory prezydenckie.
Rzecznik prokuratury okręgowej w Warszawie twierdzi, że przeszła i obecna funkcja Tuska, jako premiera a następnie przewodniczącego Rady Europy nie mają wpływu na tok śledztwa i dodał „oprócz jednoznacznego faktu, że przedmiotem przesłuchania było jego działanie jako premiera rządu polskiego”. Zaznaczył, że zarówno świadek Tusk jak również jego pełnomocnik Roman Giertych nie zgłaszali zastrzeżeń formalnych co do przebiegu czynności procesowych.

Po wyjściu z prokuratury Tusk powiedział dziennikarzom, że stawił się na wezwanie z szacunku do państwa polskiego. Odmówił podania szczegółów śledztwa ponieważ jest objęte tajemnicą. Dodał, że jego obecne stanowisko zapewnia mu immunitet, z którego skorzysta, jeżeli nabierze przekonania, że prowadzi się tę sprawę żeby uniemożliwić mu sprawowanie funkcji Przewodniczącego Rady Europy. Dodał, że „sprawa ma charakter wybitnie polityczny”. Powiedział też, że nie przyjechał aby z czegokolwiek się tłumaczyć i jest bardzo krytyczny wobec tego „co dzieje się dzisiaj w naszej ojczyźnie, ale wszystko jest w rękach ludzi, pojedynczy wysiłek tego nie zmieni” zachęcał do sprzeciwów wobec polityki rządu. Dlatego zanim podszedł do dziennikarzy Tusk zaczął rozdawać autografy wielbicielom swego talentu zgromadzonym pod siedzibą prokuratury, zaczynając w ten sposób kampanię prezydencką.

Śledztwem są objęci byli szefowie kontrwywiadu Janusz Nosek i jego następca Piotr Pytel. Trzeci podejrzany to były dyrektor gabinetu szefa SKW. Z przecieków wiadomo, że odmówili wyjaśnień a sprawę nazwali „politycznym odwetem” i „absurdem”.

Rozmowy między SKW i FSB zaczęły się w listopadzie 2010 r. Była wtedy konieczność ustalenia statusu polskich oficerów, którzy po katastrofie smoleńskiej przebywali w Moskwie. Współpraca była także potrzebna przy zagranicznych misjach NATO i ONZ. Porozumienie podpisano ostatecznie dopiero we wrześniu 2013, ale nie wprowadzono go w życie ponieważ wkrótce zaczęła się agresja Rosji na Ukrainę.

Jednak „Gazeta Polska” zwraca uwagę, że umowę o współpracy zawarto już w kwietniu 2010 i dotyczyła współdziałania przeciw zagrożeniom odnoszącym się do którejkolwiek ze stron.” Takim zagrożeniem dla FSB były działania Amerykanów i NATO. Ale czy na tej podstawie można podejrzewać zdradę sojuszników przez SKW? „Gazeta Polska” pisze, że umowa dawała Rosjanom możność penetrowania polskiego kontrwywiadu. Rosjanie mogli poruszać się swobodnie po siedzibie SKW a na służbowym parkingu stało ich auto, którego nie sprawdzono, czy zawiera urządzenia szpiegowskie. „Takich przywilejów nie mieli oficerowie SKW; podczas wizyty w Rosji byli pod stałą obserwacją i kontrolą FSB.”

Śledztwo toczy się z doniesienia obecnego szefa SKW Piotra Bączka a prowadzi je wydział wojskowy prokuratury okręgowej w Warszawie. Czy rzeczywiście doszło do przestępstwa? „Cała sprawa rozbija się o to, co faktycznie jest współpracą a co jest, powiedzmy, roboczym kontaktem”, powiedział były szef MON Tomasz Siemoniak.

Jan Różyłło