A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł, choć drzwi były zamknięte, stanął pośrodku i rzekł: „Pokój wam!” Następnie rzekł do Tomasza: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”. Tomasz w odpowiedzi rzekł do Niego: „Pan mój i Bóg mój!” Powiedział mu Jezus: „Uwierzyłeś dlatego, że Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”.

J 20, 26- 29

Św. Tomasz Apostoł, zwany niewiernym, może się jawić jako gorszy apostoł od pozostałych, a w rzeczywistości on po prostu chciał więcej wiedzieć. Odpowiedzi na zadawane przez niego pytania są także bardzo użyteczne dla nas. Gdy Chrystus mówił o swoim odejściu Tomasz zapytał: „Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?” I wtedy padła odpowiedź bardzo ważna dla pozostałych apostołów oraz dla nas: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem”. Gdy wokół Jezusa zagęszczała się atmosfera i uczeni w Piśmie i starsi ludu szukali śmierci Jezusa, On postanowić udać się do Betanii w pobliżu Jerozolimy, aby wskrzesić Łazarza. Gdy rodziły się obawy co do bezpieczeństwa Jezusa Tomasz powiedział do innych uczniów: „Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć”. Tomasz proponuje coś szalonego, czyli pójście na śmierć. Chce umrzeć wraz ze swoim Mistrzem. W tej scenie zachowuje się jako uczeń bardzo wierny. Wystarczyła jedna chwila, aby określić go niewiernym. Tomasza nie było z innymi uczniami w dniu Zmartwychwstania. Akurat w tym momencie nie wystarczyły mu relacje apostołów spotkania z Panem. Chciał osobiście doświadczyć tajemnicy zmartwychwstania Jezusa, po prostu chciał Go dotknąć. Może za tym kryło się ogromne pragnienie osobistego spotkania ze swoim Mistrzem. Faktem jest, że Jezus przyszedł niejako dla niego. Jezus mu nie zarzuca niewierności, tylko niedowiarstwo i pozwala na dotknięcie swoich ran, ale to dotknięcie nie było potrzebne Tomaszowi. Padł na kolana i wyznał swoją wiarę: „Pan mój i Bóg mój!” I znowu zachowanie Tomasza zaowocowało błogosławieństwem dla każdego z nas. Chrystus powiedział: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Według tradycji około roku 52 Tomasz przybył do Indii i tam wyznał swoją wiarę przez męczeńską śmierć.

Tomasz, gdy zobaczył Jezusa nie chciał już go dotykać, wkładać palca w Jego rany. Inaczej to bywa ze współczesnym człowiekiem. Tak wiele mamy argumentów za istnieniem Boga, tak wiele cudów dokonało się od tamtych czasów. A człowiek ciągle szuka czegoś więcej, chce włożyć swój palec w rany Jezusa. Świetnie to oddaje olejny obraz „Niewierny Tomasz”, włoskiego malarza barokowego Caravaggia, który powstał na zamówienie Vincenza Giustinianiego. Wbrew ewangelicznemu opisowi Caravaggio ukazuje na swoim obrazie moment wkładania palca w ranę Jezusa w sposób wyjątkowo realistyczny. Chrystus odkrywa ranę w boku, a Tomasz wkłada wyciągnięty palec wskazujący głęboko w ranę. Jego dłoń prowadzona jest przez rękę Chrystusa, a na twarzy Tomasza gości zdziwienie i zmieszanie. Realizm sceny sprawia, że widzimy ból fizyczny Chrystusa po dotknięciu palca Tomasza. Chrystus prowadzi bardzo często dzisiejszego człowieka, aby dotknął Jego ran i uwierzył, ale to niedowierzanie sprawia Chrystusowi ból. Czy tego nie doświadczamy w naszym życiu? Zapominamy ile otrzymaliśmy od Boga łask i ciągle oczekujemy czegoś więcej, niedowierzamy, że Chrystus jest przy nas, aby prowadzić nas bezpiecznie drogami ziemskiego życia, abyśmy wyznali, jak św. Tomasz: „Pan mój i Bóg mój!”

Niezwykłą drogą, prawie dwa tysiące lat później poprowadził Chrystus ziomka św. Tomasza, nawróconego rabina Eugenio Zollego, który swoją drogę do tomaszowego wyznania opisał w książce „Nazarejczyk”.
Eugenio Zolli, wcześniej Izrael Zoller, urodził się w 1881 roku w polskich Brodach, niedaleko Lwowa, pod zaborem austriackim. Był najmłodszym synem z pięciorga rodzeństwa. Matka wywodziła się ze znanej rodziny rabinackiej i bardzo pragnęła, aby przynajmniej jedno z jej dzieci kontynuowało tradycje ojców. Eugenio był wszechstronnie wykształconym, wybitnym egzegetą. Studiował biblistykę w szkole rabinackiej, a także filozofię i psychologię na uniwersytetach we Lwowie, Wiedniu i we Florencji. Był rabinem Triestu, wykładał literaturę hebrajską w Padwie, a następnie został naczelnym rabinem Rzymu. Dlatego jego nawrócenie wywołało prawdziwy szok wśród społeczności żydowskiej na całym świecie. Opisuje on drogę do Chrystusa wielu wybitnych rabinów, jak Henry Bergman, Leopold Cohn, Efraim Ben Eliakim, Asher Levy, Izaak Lichtenstein, Charles Freshman, Max Wertheimer, którzy w naszych czasach uznali Chrystusa za swojego jedynego Pana.
Od najmłodszych lat intrygował Zollego krzyż, który widział u swojego przyjaciela Stanisława. Kim jest ten człowiek? Czy był zły? Dlaczego tak bronił prawdy kosztem swojego życia? Ogromne wrażenie zrobiło na Zollerze Kazanie na Górze Błogosławieństw. Wymagania miłości wrogów, przebaczania im, odpłacania dobrem wydały się dla niego czymś rewolucyjnym i przemieniały jego serce. Nowy Testament zaczął mu się wydawać logiczną kontynuacją Starego. Coraz wyraźniej zauważał, jak proroctwa Starego Testamentu wypełniają się na kartach Ewangelii. Zolli w wyniku skrupulatnego badania literatury źródłowej doszedł do wniosku, że Jezus Chrystus jest Mesjaszem, Synem Bożym i Sługą Cierpiącym, zapowiadanym w 53 rozdziale proroka Izajasza: „Oto mój Sługa, którego Ja wspieram, Wybraniec mój, w którym sobie upodobałem. Ducha mojego wylałem na niego, On Prawo zaniesie narodom. Nie będzie krzyczał ani czynił zgiełku, nie będzie słychać głosu jego na ulicy. Trzciny nadłamanej nie złamie i knota tlejącego nie zgasi! Prawo prawdziwe ogłosi! Nie zachwieje się i nie załamie, aż Prawo utrwali na ziemi!…”

Zoli opublikował swoją książkę „Nazarejczyk” jeszcze jako rabin, mając świadomość, że straci wszystko, co do tej pory było dla niego ważne. Rzeczywiście utracił wszystko. Odwrócili się od niego jego ziomkowie. Ale tę stratę miał za nic w porównaniu z tym co zyskał idąc za Chrystusem.

Podczas święta Wielkiego Przebaczenia w 1944 roku Izrael Zoller doświadczył mistycznej wizji Chrystusa w synagodze, który powiedział do niego: „Jesteś tu po raz ostatni. Odtąd pójdziesz za mną”. Po powrocie do domu jego żona Emma powiedziała, że widziała, gdy stał przed Arką i Torą, jakby Jezus Chrystus odziany w biel położył dłoń na jego głowie i pobłogosławił mu. I rzeczywiście to były jego ostatnie święta Przebaczenia w synagodze. W lutym roku 1945 przyjął chrzest razem z żoną, a rok później to samo uczyniła ich córka. I tak rozpoczęła się historia pięknej przyjaźni z Chrystusem, który stał się dla niego jak i dla Tomasza Apostoła Panem i Bogiem. Tak było aż do śmierci, która miała miejsce 2 marca 1956 roku.

Zolli ciężko zachorował na zapalenie płuc. Zdając sobie sprawę, że jego dni są policzone, powiedział: „Umrę w pierwszy piątek o piętnastej”. I rzeczywiście tak się stało. Umarł w pierwszy piątek o piętnastej. Według objawień św. Siostry Faustyny godzina piętnasta to godzina Miłosierdzia Bożego. Do niej to Jezus powiedział: „O trzeciej godzinie błagaj Mojego Miłosierdzia, przede wszystkim dla grzeszników i choć przez krótki moment zagłębiaj się w Mojej męce, w Moim opuszczeniu i w chwili konania. Jest to wielka godzina dla świata całego”. Szczególnie o tym pamiętamy w drugą niedzielę Wielkanocy, która z ustanowienia św. Jana Pawła II jest Niedzielą Miłosierdzia Bożego. Tego miłosierdzia doświadczył św. Tomasz, Zoller i wielu innych, to Miłosierdzie czeka na każdego z nas.

Ks. Ryszard Koper

Niedzielne rozważania w wersji audio znajdują się na stronie www.ryszardkoper.pl w sekcji Audio-Video