Chmury wiszą nad miastem. Ciemno i spać nie mogę.* Budzę się za wcześnie. I czytam o rytuałach pogrzebowych zwierząt. Kiedy sroki znajdują nieżywego towarzysza zaczynają przeraźliwie głośno skrzeczeć, wzywając inne ptaki z okolicy. A potem gromadzą się wokół ciała i milkną. Kontemplują. Czasami muskają zwłoki. Bywa, że przykrywają trawą. Kawałkami mchu. Czuwają w absolutnym milczeniu. Po czym bezszelestnie odlatują. Szympansy opłakują zmarłych. Gdy stado znajduje ciało wszystkie osobniki gromadzą się wokół i najpierw próbują cucić, głaskać. A następnie żegnają się w ciszy. Kiedy odchodzą, przy zmarłym pozostaje matka, która czyści zwłoki. Badacze z Wysp Kanaryjskich zaobserwowali niezwykłą scenę: na powierzchni morza pływało martwe ciało małego delfina, wokół którego przez wiele dni krążyły dorosłe osobniki. W końcu ciało zaczęło się rozkładać. Wtedy pozostała przy nim jedna samica, prawdopodobnie matka. Odganiała morskie ptaki, czuwała póki ciało nie zatonęło. Gdy było po wszystkim, grupa dorosłych ssaków wróciła po pogrążoną w żałobie samicę i eskortowała przez wiele kolejnych dni.

Łabędzie potrafią trwać przy zmarłych partnerach miesiącami. Głodują, odganiając drapieżniki i czekając aż ciało całkiem się rozłoży. Wróci do ziemi. Często po stracie ukochanych gaśnie w łabędziach potrzeba rozmnażania się. Nie łączą się w nowe pary. Do końca życia pozostają samotne. Słonie mają swoje cmentarze. W wybranych miejscach składają zwłoki i kości, również dawno zmarłych słoni, nawet obcych, znalezione podczas wędrówki. Na jednym z filmów oglądam kota, którego wieloletni towarzysz zmarł. Właściciele postanowili dać zwierzęciu możliwość pożegnania się z przyjacielem, przeżycia żałoby. Położyli martwe, rude ciałko na podłodze. Kot najpierw przyglądał się, wąchał. Potem próbował ożywić przyjaciela: trącał łapką, gryzł w kark. W końcu zrozumiał, że ten nie żyje. Przez kilka dni nie odchodził z miejsca, w którym położono zwłoki. Czuwał. Siedząc bez ruchu. Przypominając porcelanową figurkę.

Myślę o zwierzętach czulej niż dotychczas. Coś się zmieniło. Otworzyła się przestrzeń dawno nieeksplorowana. Powróciła dziecięca fascynacja. Kiedy całowałam każdego napotkanego na ulicy psa. Zanim bokser sąsiadów nie rozciął mi ust. Zanim nie popłynęła krew. Nie wykluł się strach. Że zwierzęta mogą zrobić krzywdę. Że trzeba być ostrożnym. Wcześniej miewałam chomiki i świnki morskie. W pokoju brata stało akwarium z glonojadem i skalarami. Na Gwiazdkę dostałam papużki. Niebieską i zieloną. Nie nacieszyłam się nimi długo. Zmarły nagle. Jak podejrzewam – śmiercią nienaturalną. Pierwszego kota przyniosłam z piwnicy. Zanim rodzice wrócili z pracy zrobił kupę na wykładzinie. Musiałam przywrócić nieszczęśnika podziemnym zakamarkom śmierdzącym uryną. Znajoma mamy pozwalała mi czasem wyprowadzać swojego psa. Raz zabrałam ze sobą koleżankę. Zapamiętała adres i potem chodziła po szczeniaka beze mnie. Podobno zrobiła mu krzywdę. Zrzuciła ze schodów. Połamała tylnie łapy. Dzieci potrafią być okrutne.

Jakiś czas temu internet obiegło zdjęcie nastolatków z Turcji. Pozują uśmiechnięci, trzymając na smyczy psa z odciętymi uszami. Okaleczyli zwierzę, bo nie wygrało walki. Stracili pieniądze. I wymierzyli karę. Inne dzieciaki, ze Szkocji, pochwaliły się torturowaniem kota. Powiesiły maleństwo na sznurku i wywijały ósemki w powietrzu, śmiejąc się do rozpuku. Kilkunastoletnia dziewczyna z New Jersey wyrzuciła ciężarną kotkę z czwartego piętra, żeby sprawdzić czy spadnie na cztery łapy. Nagranie opublikowała w sieci. O sprawie zrobiło się głośno.

Podobno wszystkich zwyrodnialców spotkała kara. Niestety, jak zwykle w przypadku znęcania się nad zwierzętami, niewspółmierna do wyrządzonej krzywdy. Gdybym była sędzią, oprócz dotkliwych kar finansowych, a w cięższych przypadkach wyroków pozbawienia wolności, obowiązkowo kierowałabym nieletnich do pracy w schroniskach i hospicjach dla braci mniejszych. Wierząc, że zło można wyplenić. A przynajmniej, że trzeba podejmować próby.

*

Jerzy Gara z Kłodzka pomaga jeżom. Połamanym, poparzonym, pogryzionym. Leczy je, karmi, rozmawia z nimi, masuje brzuszki. W „Staruszkowie” mieszkają niedołężne psy. Krystyna Seemayer prowadzi hospicjum dla zwierząt opuszczonych przez swoich opiekunów, często bitych i głodzonych. Front Wyzwolenia Koni to inicjatywa Fundacji Tara, która od przeszło 20 lat wykupuje konie idące na rzeź. Schronisk i stowarzyszeń działających na rzecz pomocy zwierzętom jest bez liku. Wystarczy wybrać jedno i raz w roku przekazać kilka groszy. Dzięki nowoczesnym technologiom pomaganie nigdy nie było łatwiejsze. Róbmy to. Wspierajmy finansowo. Dokarmiajmy. Przygarniajmy. Pracujmy. Na dobrą karmę.

Sto kilogramów waży serce orki,
ale pod innym względem lekkie jest.

Nic bardziej zwierzęcego
niż czyste sumienie
na trzeciej planecie Słońca **

* Maanam
** Wisława Szymborska

Weronika Kwiatkowska