„Dla mnie zawsze na pierwszym planie był dom i rodzina. Wiedziałam, że jeśli mam uporządkowane wszystkie sprawy w domu, to mogę spokojnie zająć się pracą. Gdy na przykład miałam w święta dyżur, to przygotowywałam obiad wcześniej, żebyśmy zdążyli poświętować, zanim wyjdę do pracy. Dyżur kończył się zazwyczaj o północy” – zdradziła Krystyna Loska, spikerka i prezenterka, która w polskiej telewizji zadebiutowała w 1962 roku. „Czasem moja popularność okazywała się zabawna. Pamiętam, kiedy wyjechałyśmy z Grażynką nad morze. Trafiłyśmy, oczywiście, na deszczową pogodę. Ale potem były dwa dni słoneczne, które przeleżałam na plaży i kompletnie się spaliłam. I kiedy tak leżałam czerwona jak burak, podbiegła do mnie jakaś dziewczynka, uważnie mi się przyglądała, w końcu zapytała swoją mamę: „Czy to ta pani z telewizji?”. A owa mama popatrzyła na mnie i powiedziała: „No co ty, tamta pani jest ładna” – wspomina spikerka. Grażyna Torbicka poszła w ślady mamy. Pracę w Telewizji Polskiej rozpoczęła w 1983, debiutując w programie „Sportowa niedziela” u boku Włodzimierza Szaranowicza. Początkowo pracowała w dziale literackim Teatru Telewizji, a później przeszła do TVP2. W 1985 na Festiwalu w Sopocie zadebiutowała jako konferansjerka, jednak widzowie najbardziej zapamiętali ją z programu „Kocham kino”, który gościł na antenie Dwójki ponad 20 lat. Torbicka tak wspomina swoje początki: „Bałam się porównań do mamy, oczywiście. Chciałam być inna, mówić inaczej. Ale jak teraz słucham nagrań mamy z czasów jej młodości i moich początków, to widzę dużo podobieństw. Jesteśmy dziećmi swoich rodziców i, czy tego chcemy czy nie, będziemy porównywani. Niewątpliwie też jakaś część sympatii do mnie na początku mojej pracy była na kredyt z powodu mamy”- dodaje. Kilka miesięcy temu dużym echem odbiło się odejście Grażyny Torbickiej z TVP. Powodem było upolitycznienie telewizji publicznej i fakt, że „staje się narzędziem propagandowym w najgorszym znaczeniu tego słowa, także w sferze kultury”- wyjaśniła dziennikarka. „Zawsze mówiłam Grażynce, że telewizja nie odwzajemnia włożonego w nią serca i zaangażowania. Ja też odeszłam sama (w 1994 roku), bo uznałam, że to nie jest już moja telewizja. Bardzo tę pracę kochałam, ale zamknęłam drzwi bez jakiegokolwiek żalu”- wspomina Krystyna Loska. „Obserwując mamę, wiedziałam, że ta praca wymaga dyspozycyjności, koncentracji, działania w świątek, piątek i niedzielę. I że trzeba zachować do niej dystans, bo inaczej cię zje”- mówi Grażyna. „Jeśli uznasz, że to jedyne miejsce na ziemi, to jest twój koniec”- dodaje. Liczni fani Torbickiej mają nadzieję, że „jedna z najbardziej merytorycznych dziennikarek filmowych w Polsce, nagrodzona ośmioma statuetkami Wiktora” pojawi się z nowym programem w którejś z komercyjnych stacji. Tymczasem już w lipcu wszyscy miłośnicy kina mogą świętować kolejną odsłonę festiwalu Dwa Brzegi w Kazimierzu nad Wisłą, którego Grażyna Torbicka jest dyrektorem.

*

Katarzyna Warnke, seksowna blondynka, jest obecnie jedną z najczęściej fotografujących się „na ściankach” gwiazd. Zwykle u boku przystojnego – jak twierdzą liczne fanki – Piotra Stramowskiego, który po roli w „Pitbulu” stał się „najbardziej pożądanym mężczyzną w Polsce”. Ponieważ aktorka jest starsza od męża o dziesięć lat, często spotyka się z nienawistnymi komentarzami. Jak radzi sobie ze stresem? Uprawia jogę! „To nie tylko sposób na odpoczynek, joga to przede wszystkim przekraczanie granic, duży wysiłek. Jeśli ktoś ma wątpliwości, niech wyciągnie ręce w bok i potrzyma je tak kilka minut” – wyjaśnia. „Joga przypomina trochę zajęcia korekcyjne, ale daje też to, czego dziś bardzo potrzebujemy: kontakt z własnym ciałem, jego uważną obserwację i oczywiście, na koniec, umiejętność prawdziwego rozluźnienia” – mówi Warnke. „Ciało jest pełne napięcia. Intensywność życia sprawia, że nie potrafimy odpoczywać” – dodaje. „Umiejętność nicnierobienia jest rzadkością, a właśnie ona jest warunkiem kreatywności, drogą do harmonii, celebracją życia”- mówi aktorka. „Ciało to mapa naszych doświadczeń, przeżyć. Warto o nie dbać, jeśli chcemy być zdrowi i szczęśliwi” – przekonuje Katarzyna. Wystarczy popatrzeć na jej świetlistą cerę, gęste, zdrowe włosy i zgrabną figurę – by uwierzyć, że to co mówi, ma sens.

*

Chyba, że posłuchamy amerykańskich naukowców, którzy właśnie ogłosili światu, że atrakcyjni ludzie nie są szczęśliwi w związkach! „Ci, którzy od dziecka słyszą, że są piękni, słyszą też, że zasługują w życiu na to, co najlepsze. Dlatego często trudno im samym ocenić, czy to co dostają, rzeczywiście jest tym najlepszym” – przekonują badacze z Harvardu. Najpiękniejszych życie zwykle rozpieszcza: są bardziej lubiani, lepiej zarabiają, szybciej awansują, mają więcej opcji w kwestii wyboru partnera, ale jednocześnie – jak twierdzą naukowcy – „mają tendencję do mniejszego poczucia satysfakcji z relacji miłosnych”. Wystarczy popatrzeć na Angelinę Jolie i Brada Pita, których małżeństwo rozpada się na oczach całego świata. Piękni, ciągle młodzi, bajecznie bogaci i… nieszczęśliwi. Nic, tylko współczuć.

Weronika Kwiatkowska