Przy tak dużej ilości kontrowersji jakie wywołuje Donald Trumpa można łatwo wyobrazić sobie, że prezydent nie dotrzyma od do końca kadencji. Problemy mogą mieć również republikanie.

W trakcie kampanii wyborczej Donald Trump reklamował się jako osoba spoza układów, która w przeciwieństwie do zawodowych polityków od lat siedzących w Waszyngtonie, będzie w stanie skutecznie przeprowadzić reformy i „przewietrzyć” to miasto. Biznesmen miał działać sprawnie i bezkompromisowo, a jego brak doświadczenia w sprawowaniu urzędów miał być zaletą. Po ponad trzech miesiącach od zaprzysiężenia widzimy coś dokładnie odwrotnego. Rzekome zalety Trumpa okazują się jego wadami. Prezydent nie tylko nie radzi sobie z realizacją programu i zorganizowaniem swojej administracji (setki stanowisk wciąż pozostają nieobsadzone), ale po prostu ze sprawowaniem najważniejszej funkcji w państwie.

Najnowszy skandal, którego autorem jest Donald Trump to wypływające na jaw szczegóły odwołania ze stanowiska szefa FBI Jamesa Comey’a. Biały Dom nie przedstawił jak dotąd spójnej wersji wydarzeń w tej sprawie. Współpracownicy prezydenta próbowali tłumaczyć, że powodem nagłego zwolnienia było źle prowadzone dochodzenie w sprawie emaili Hillary Clinton, a Donald Trump działał na podstawie rekomendacji szefa i wiceszefa Departamentu Sprawiedliwości. Wersja ta utrzymała się jednak zaledwie parę godzin. Trump w telewizyjnym wywiadzie udzielonym już następnego dnia oświadczył, że Comey’a wyrzuciłby z pracy niezależnie od wspomnianych rekomendacji i że powodem było między innymi dochodzenie w sprawie działań Rosji, która jak wiemy próbowała wpłynąć na wynik wyborów prezydenckich w USA.

Na tym jednak nie koniec. Z informacji ujawnionych przez „New York Timesa” i potwierdzonych przez inne media wiemy, że Trump próbował nakłonić szefa FBI, by zakończył dochodzenie w sprawie Rosji, przekonując go podczas rozmowy w gabinecie owalnym, że Michael Flynn, były doradca prezydenta do spraw bezpieczeństwa narodowego i jedna z ważniejszych figur rosyjskiego skandalu, to „dobry człowiek”, który nie zrobił nic złego”.

Comey, urzędnik doświadczony w waszyngtońskich bojach, sporządził notatkę z tego spotkania, podobnie zresztą jak z innych spotkań z Trumpen, na przykład wspólnego obiadu w Białym Domu podczas, którego prezydent próbował wymusić na nim deklarację lojalności. Notatki te staną się teraz częścią dochodzeń prowadzonych przez komisje Kongresu, mających wyjaśnić czy współpracownicy Donalda Trumpa pomagali Rosji w wysiłkach zmierzających do zaszkodzenia jego oponentce w wyborach prezydenckich.

Trump nie tylko więc nie odsunął od siebie podejrzeń, ale wręcz je wzmocnił. Jego polityczni przeciwnicy, nie bez racji, mogą teraz argumentować, że Trump utrudniał śledztwo, co jak wiemy jest przestępstwem, które doprowadziło kiedyś do rezygnacji z urzędu prezydenta Richarda Nixona.

Jakby tego było mało Donald Trump spotkał się niedawno z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem i ambasadorem tego kraju w USA, Siergiejem Kislakiem. Podczas tego spotkania miał ujawnić Rosjanom tajne informacje wywiadowcze dotyczące działań planowanych przez terrorystów z państwa islamskiego.

I znów współpracownicy Trumpa próbowali ugasić pożar informując, że prezydent tak naprawdę żadnych sekretów nie zdradził. Następnego dnia Trump na Twitterze dolał oliwy do ognia przekonując, że „miał pełne prawo podzielić się swoją wiedzą z Rosjanami”.

Zanim Donald Trump nie zaczął mieszać się do sprawy, śledztwa dotyczące Rosji miały duże szanse zakończyć się niczym. Swoim brakiem politycznego doświadczenia biznesmen zamieniony w prezydenta sprawił, że stały się największym problemem jego prezydentury.

Trump najwyraźniej intelektualnie nie jest zdolny do pojęcia, że głowa państwa nie może działać tak jak szef firmy. Nie może przechwalać się informacjami wywiadu, nie może „brać na bok” szefa FBI i przekonywać go żeby zakończył jakieś śledztwo, a już tym bardziej śledztwo, które bezpośrednio go dotyczy.

Z informacji docierających z Waszyngtonu wynika także, że rola prezydenta Trumpa po prostu przerasta. Biznesmena nudzą szczegóły różnych przedsięwzięć, nie bardzo ma pojęcie o co chodzi w reformie zdrowia, kiedy zaś jego sztab próbuje go trochę poduczać przedstawiając mu różne meandry polityki zagranicznej, znudzony prezydent domaga się, by nie było to dłuższe niż jedna kartka papieru.

Oczywisty już brak kompetencji Donalda Trumpa a chaos jaki wywołuje swoimi działaniami może doprowadzić do skrócenia jego kadencji. W konsekwencji problemy mogą mieć również republikanie, którzy zamiast wykorzystywać zdobytą w wyborach większość w Kongresie muszą codziennie przekonywać, że ich prezydent to nie Nixon. Wyborcom, którzy już w przyszłym roku pójdą głosować będą musieli się tłumaczyć z niezrealizowanych obietnic.

Tomasz Bagnowski