„Dawno temu przestałem zajmować się pochwałami, nagrodami, sukcesami, recenzjami dobrymi i złymi, krytyką, mediami i hejterami, bo w moim życiu nic to nie zmieniło i już nie zmieni. Wiem, kim jestem, i wiem, że wybrałem zawód „pod obstrzałem”. Robię swoje najlepiej, jak potrafię”- mówi Paweł Małaszyński. Aktor i lider rockowego zespołu Cochise. Rodzinny, skryty, niezainteresowany życiem na ściankach. „Nigdy nie budowałem mojego wizerunku, nie dbałem o to. Bardziej kolorowa prasa i dziennikarze tworzyli mój obraz poprzez role, jakie grałem, plotki i przekłamania. Na początku miałem z tym problem, ale po pewnym czasie machnąłem na to wszystko ręką. Nie chciało mi się i nadal nie chce walczyć z natłokiem nieprawdziwych informacji. A niech sobie piszą. Nie zwracam uwagi, nie szperam, nie szukam. Mam święty spokój”- wyznaje aktor, którego ostatnio można było oglądać w serialu „Belle Epoque”. Małaszyński przyznaje, że rodzina jest najlepszym, co wydarzyło się w jego życiu. „Nic nigdy nie będzie ważniejsze”- mówi. Aktor ma opinię niełatwego we współpracy. „Stajesz się trudny, kiedy zaczynasz mówić prawdę, kiedy wiesz, czego pragniesz. Zawsze wolałem konfrontację w postaci szczerej rozmowy niż zdejmowanie czapek i klepanie po plecach”. I dodaje: „dzisiaj każdy dba o siebie. Przestaliśmy zauważać innych. Liczy się ilość, a nie jakość. Ja myślę inaczej, dlatego nie pcham się do przodu. W cieniu jest bezpieczniej. Stałem się asertywny i ostrożny. Coraz mniej zaufanych osób wokół mnie. Jakoś się wykruszyli”- stwierdza. Złośliwi piszą, że przez aktora przemawia zgorzknienie i frustracja wynikająca z faktu, że kolejne projekty, w których bierze udział, okazują się klapą. Inni mają pretensje, że przytył, wyłysiał i generalnie stał się nieatrakcyjny. Małaszyński nic sobie z tego nie robi. Przynajmniej taka jest oficjalna wersja.

*

O tym, jak bardzo opinia publiczna w Polsce może „przeczołgać” niegdyś ulubioną gwiazdę przekonała się Dominika Gwit. Aktorka znana jest przede wszystkim z tego, że najpierw schudła 50 kilogramów, a potem odzyskała bujne kształty. W międzyczasie napisała książkę o odchudzaniu, wzięła udział w „Tańcu z gwiazdami” i… znalazła miłość. Mówi o sobie, że wróciła z zaświatów. „Całe życie wydawało mi się, że jak schudnę, będzie super. Tak się nakręciłam na to chudnięcie, byłam taka szczęśliwa. Jednak wszystkie moje pasje, marzenia, to, co wtedy było dla mnie ważne, po trzech miesiącach przestało istnieć. Ja przestałam istnieć”- wyznaje. „Liczyły się tylko kilogramy. Ile schudłam, ile straciłam w obwodzie, co dzisiaj zjadłam. Nic innego mnie nie interesowało, o niczym innym nie mówiłam. Wpadłam w obsesję. Okazało się, że właśnie na diecie żyłam tylko po to, żeby jeść. I w dodatku robiłam to wszystko na oczach mediów”- relacjonuje. „Opowiadałam wszędzie, że jest super, a prawda jest taka, że nie miałam innego życia poza odchudzaniem. Wydawało mi się, że jestem szczęśliwa, ale nie byłam”. Gwit szczerze mówi o presji bycia szczupłą i problemach z samoakceptacją: „Wszystkie koleżanki miały chłopaków, a ja nie. Właściwie jedyną sferą mojego życia, jaką niszczyła otyłość, była seksualność, sfera damsko-męska”- przyznaje. „Tylko problem polegał na tym, że co jakiś czas mijałam na ulicy takie dziewczyny jak ja z chłopakami za rękę i zastanawiałam się, co ze mną nie tak. To była moja największa bolączka i to pchało mnie do tego, żeby zmienić się fizycznie”- opowiada. Jednak kiedy schudła, przestało jej zależeć na relacjach. „Nic mnie nie obchodziło, chciałam tylko chudnąć. Miałam początki anoreksji. To była zła droga”- podsumowuje. Dzisiaj Dominika jest w szczęśliwym związku z mężczyzną, który miał podobne przeżycia. „Poznaliśmy się, kiedy już wróciłam do dawnej figury i ta cała historia była za mną”- opowiada. „On też schudł 50 kilogramów. Dziś biega maratony. Rozumie mnie”. W mediach społecznościowych Gwit publikuje wspólne zdjęcia z ukochanym. Wiele osób jej kibicuje, ale nie brakuje bardzo przykrych komentarzy. „Musiałam wytłumaczyć się przed całą Polską z efektu jo-jo. Widzowie wiedzieli, że jestem coraz grubsza i oczekiwali odpowiedzi. To było bardzo trudne. Wszystko to bardzo odchorowałam. Zaczęłam żyć dopiero wtedy, kiedy obudziłam się 25 kilogramów grubsza i uświadomiłam sobie, że właściwie nic się nie stało. Świat się nie skończył, a ja jestem w końcu szczęśliwa. Znów zaczęłam się uśmiechać”- kończy optymistycznie. Może dobrym sposobem na bycie „pogodzoną ze sobą” byłoby życie z dala od kamer i publiczności czyhającej na najmniejsze potknięcie? Coraz trudniej w to uwierzyć, ale poza Facebookiem też jest życie.

*

Doradzała sekretarzowi generalnemu ONZ. W sądzie broniła m.in. Juliana Assange’a, znanego z afery WikiLeaks oraz ukraińską premier Julię Tymoszenko. Jednak dla wielu jest tylko – albo aż – śliczną żoną George’a Clooneya, któremu w czerwcu urodzi bliźnięta. „Amal nie lubi udzielać się w mediach. W nielicznych wywiadach, na które się godzi, głównym tematem rozmowy jest jej praca. W lutym wystąpiła na pierwszej w życiu okładce. Nie sama, razem z prześladowaną przez ISIS jezydką Nadią Murad. I mimo, że zabiegały o nią największe tytuły (Vogue, Vanity Fair itd.) prawniczka wybrała dodatek do brytyjskiego tygodnika „The Economist”, tylko po to, by jeszcze bardziej nagłośnić tragiczne losy swojej klientki”- czytamy. Amal urodziła się w Bejrucie. Jej imię po arabsku to „nadzieja”- rodzice wierzyli, że wojna domowa, która ogarnęła Liban szybko się skończy i będą mogli wrócić do normalnego życia. Niestety, w kraju było już bardzo niebezpiecznie i rodzina musiała uciekać do Wielkiej Brytanii. Ponieważ rodzice Amal byli dobrze wykształceni i świetnie znali język angielski, szybko się zaaklimatyzowali. Ojciec prowadził agencję turystyczną, matka była dziennikarką gazety „Al-Hayat”, następnie założyła własną firmę PR. Przyszła Pani Clooney chodziła do francuskiej szkoły podstawowej, studia licencjackie zrobiła na Oxfordzie, a następnie przeniosła się do Nowego Jorku. Kariera nabrała tempa, a związek z hollywoodzkim aktorem sprawił, że „śliczną brunetkę” poznał cały świat. Niestety, media jak zwykle wolały się skupiać na nieistotnych detalach, jak wysokość szpilek i długość sukienek, rzadko pisano o zawodowych sukcesach pani Clooney. A prawniczka – mimo zaawansowanej ciąży – nie zwalnia tempa i prowadzi intensywne śledztwo w sprawie ludobójstwa jezydów przez dżihadystów. Większość komentatorów skupia się jednak na rozmiarze brzucha i zastanawia, do kogo będą podobne bliźnięta. To kolejny dowód na to, że świat zgłupiał do cna. A co gorsze, wcale się tego nie wstydzi.

Weronika Kwiatkowska