Kiedy odprawiam mszę świętą pogrzebową to pytam pogrążoną w smutku rodzinę jak w jednym słowie opisałaby zmarłego/zmarłą? I zwykle widzę zaskoczenie na twarzach, zażenowanie… Nieśmiało więc podpowiadam, że wystarczy tylko jedno słowo, które oddałoby cechy charakteru bliskiej przecież osoby, która właśnie od nas odeszła. Pytam jaki ślad ta osoba pozostawiła po sobie w waszym życiu? I znowu nic. Cisza. Jest za to pełno kwiatów, ale nie słychać słów…

Kiedy ktoś mówi mi, że został skrzywdzony zadaję pytanie w jaki sposób? Jakie były okoliczności? I wtedy myślę sobie, że tak, że to jest krzywda.

W ewangeliach mamy przykłady ludzi skrzywdzonych przez rodzinę, przyjaciół, społeczeństwo, religię, politykę.

Pytam co jest źródłem wyrządzania komuś krzywdy. Co sprawia, że krzywdzę? Gniew? Zły nastrój? Potrzeba wyładowania się? Przeciążenie pracą? Strach? Co takiego się dzieje, że bardzo szybko ze skrzywdzonego stajemy się krzywdzicielem?

Żegnasz łzami Twoich bliskich, którzy zawsze odchodzą za wcześnie, żegnasz ich kwiatami, idziesz na cmentarz, zapalasz świecę. Masz żal, zresztą słuszny, że odeszli. Ale ilu skrzywdzonym przez ciebie ludziom szybko a nawet za szybko powiedziałeś/powiedziałaś „żegnaj” bez cienia żalu i rzuciłeś/rzuciłaś w nich złymi słowami jak kamieniami. Pozwoliłeś/pozwoliłaś, by zapanował nad tobą gniew i twoje martwe już „ja”. Ewangelia przypomina ci jednak, że twoje czyny są ważne. To z nich będziesz sądzony. To jakim człowiekiem jesteś grzmi tak głośno, że nie słychać już tego co mówisz. Bóg będzie sądzić Ciebie i mnie z miłością… za brak miłości…

Łatwo płaczemy nad ludźmi, którzy odeszli, ale czy płaczemy nad ludźmi, których skrzywdziliśmy?

Ojciec Paweł Bielecki