„Na przedramieniu mam wytatuowany rękopis 24 Fugi Bacha. Paradoksalnie tego Bacha, którego w szkole katorżniczo ćwiczyłem i nie zawsze rozumiałem. Wiem, że nigdy się nie zestarzeje”- mówi Radzimir „Jimek” Dębski, kompozytor, producent muzyczny, syn Krzesimira Dębskiego i Anny Jurksztowicz. „To była skomplikowana akcja, wielu fachowców mówiło, że w takiej formie jest on niewykonalny. Po kilku latach w końcu znalazłem gwiazdora w Los Angeles, który tatuował wszystkie Angeliny i Beckhamów, i udało się tą zawiniętą drobnicę wykonać”- dodaje. O muzyku usłyszał cały świat, gdy wygrał konkurs ogłoszony przez Beyonce i otrzymał telefon od gwiazdy. „Byłem wtedy zaraz po studiach, bez pracy. Wygrana zmieniła moje życie całkowicie w jeden dzień. Uwierzyłem w siebie i poczułem, że jednak coś potrafię. Także dzięki temu, że wrzuciłem na YouTube moją składankę „Hip-Hop History Orchestrated by Jimek” z katowickiego koncertu, dostałem z Ameryki kilka zleceń na muzykę do reklam i filmu”- mówi Dębski. O przystojnym muzyku robi się coraz głośniej. Portale plotkarskie śledzą każdy jego ruch, a fani, których ma nie tylko w Polsce, zachwycają się nowymi produkcjami. Właśnie ukazała się płyta Radzimira Dębskiego wydana przez jedną z najważniejszych wytwórni na świecie: Deutsche Grammophon. Sprawdźcie to nazwisko. Warto!

*

„Osiągnęłam wszystko, co mogłam w Polsce osiągnąć. I nie mówię tu o licznych statuetkach, platynowych płytach, listach przebojów, splendorze czy popularności”- wyznała, skromnie, Kayah. „To, co daje mi satysfakcję, to fakt, że dla wielu ludzi moje piosenki są ważne. Nie ukrywam, że zawsze marzyłam, żeby ruszyć dalej w świat z moją twórczością. Płyta „Transoriental Orchestra” otworzyła mi wiele drzwi. Graliśmy ją nawet w bardzo egzotycznych miejscach, na przykład na Bali. Ale nadal nie śpiewałam w Carnegie Hall. Chciałabym móc kiedyś powąchać deski nowojorskiej sceny”- stwierdziła. Piosenkarka przyznała też, że ostatnie lata nie były dla niej łatwe. „Dostałam od życia wiele trudnych lekcji. Odrobiłam je. Jestem za nie wdzięczna. Bez tych trudnych doświadczeń nie miałabym swojej wrażliwości. Nie byłabym teraz tym, kim jestem”- podsumowała. Gwiazda boleśnie przeżyła rozwód, zaczęła mieć również problemy ze zdrowiem. „Hashimoto atakuje psychikę. Ma się skłonności do depresji, zaburzenia snu. Nie chce się uprawiać sportów, niczego się nie chce. Tyje się także od patrzenia na szklankę wody. Tak zwalnia metabolizm. I dochodzi do dużych opuchnięć. Ale sport pomaga mi utrzymać sylwetkę w ryzach”- przekonuje. Jej nowy, pogodny, słoneczny singiel „Po co” podbija listy przebojów, ale artystka przygotowuje również niespodziankę dla fanów płyty, którą osiemnaście lat temu nagrała z Goranem Bregovicem. „Pomysł narodził się spontanicznie. W zeszłym roku Goran miał koncert w Warszawie, byłam zaproszona jako gość. To był szał. Parę tysięcy ludzi śpiewało od początku do końca wszystkie piosenki. Robiłam za statyw na mikrofon”- śmieje się. „Zaproponowałam, żeby z szacunku dla tych ludzi przygotować wspólne koncerty. Goran, który ma problem z dzieleniem sceny z kimkolwiek, zrozumiał jednak, że nasza płyta jest wciąż żywa. Zagramy razem, chociaż nie powiem, żebyśmy się przyjaźnili”- przyznaje szczerze. I wspomina rok 1999, kiedy album powstawał: „Pierwszy raz weszłam z Goranem do studia, gdy byłam w ciąży. Ale ponieważ ciąża odebrała mi głos, do nagrań wróciliśmy, gdy Roch już się urodził. Nagrywaliśmy w domu Marka Kościkiewicza. Łatwo nie było. Ja przy mikrofonie, mąż z dzieckiem w pokoju obok. Gdy mały zaczynał płakać, przerywałam w połowie piosenki i biegłam go nakarmić. A w dodatku Goran mnie zaraził jakąś okropną grypą. Miałam 40 stopni gorączki, ledwo stałam. Widać wszystko, co zacne musi się rodzić w bólach”- żartuje. I zdradza, że słynny „Prawy do lewego” to satyra na Polaków, która – z niejasnych powodów – stała się pieśnią narodową, biesiadną. Racja brachu, wypijmy za to, kto z nami nie wypije, tego we dwa kije! Prawy do lewego, wypij kolego, przecież wiemy nigdy nie ma tego złego!

*

„Ojciec zmarł w 1992 roku, miałam 20 lat. Byłam nie dość dojrzała, brakowało mi empatii, żeby zrozumieć, że nie był złym ojcem, nieobecnym, tylko po prostu chorym. W tamtych latach choroba alkoholowa była czymś nagminnym. Miałam może jedną koleżankę z klasy, u której w domu się nie piło”- mówi Magdalena Cielecka, aktorka. „Nie było pomocy, terapii ani dla chorych, ani dla ich rodzin. Śmierć ojca wyparłam, odrzuciłam. Nie zapłakałam, nie przeżyłam żałoby. Nie tak dawno temat alkoholizmu pojawił się w jakiejś rozmowie i pomyślałam, że nie będę udawać. Mam zmyślać, że było cudownie? Nie było. Wiedziałam, że aby polepszyć swoje życie, muszę uporać się z przeszłością. Zmusiły mnie do tego również wydarzenia z mojego życia”- tłumaczy. „Odpowiedzi szukałam u podstawy – w domu, dzieciństwie, bo tam wszystko jest. Nie wpadłam na to sama. Przeczytałam trochę książek, rozmawiałam z mądrymi ludźmi, szukałam pomocy. I dopiero po latach byłam gotowa pożegnać się z ojcem, wybaczyć mu. Spojrzałam na niego jak na ofiarę, osobę chorą i zagubioną. Dzisiaj mu współczuję. Stracił życie, bo nikt nie był w stanie mu pomóc. Kiedy o tym głośno powiedziałam, wiele osób mi dziękowało. Zwłaszcza kobiety, które mają podobną historię. Moje pokolenie to w większości DDA czyli dorosłe dzieci alkoholików”- podsumowuje Magdalena Cielecka.

*

Tom Hardy, amerykański gwiazdor filmów akcji, jest hardy i zuchwały. Ma jednak miękkie serce. Po śmierci swojego psa, napisał: „Dziękujemy Woody, że nas wybrałeś. Zawsze będziemy cię kochać. Nigdy, przenigdy cię nie zapomnimy. Kocham cię ponad wszystko, kocham cię aż po Księżyc i z powrotem. Biegaj teraz z Maxem i aniołami. Spotkamy się tam niedługo. Zawsze będę wdzięczny za twoją miłość”. Przejmujący list do czworonoga i wspólne zdjęcie wzruszyło internautów. Chciałoby się zanucić słowa znanej piosenki: do serca przytul psa, weź na kolana kota, weź lupę, popatrz – pchła! Daj spokój, pchła to też istota…

Weronika Kwiatkowska