Prawie 200 demokratycznych członków Kongresu wystąpiło z pozwem przeciwko prezydentowi Donaldowi Trumpowi. Zarzucają mu, że niezgodnie z konstytucją czerpie dochody z zagranicy używając do tego swoich rozlicznych przedsiębiorstw.

Nigdy jeszcze w historii USA tak wielka liczba członków Kongresu nie wystąpiła z pozwem sądowym przeciwko urzędującemu prezydentowi. Powodzi uważają, że Trump ostentacyjnie lekceważy klauzulę konstytucyjną, która zabrania osobom pełniącym federalne funkcje publiczne przyjmowania wynagrodzenia lub podarunków z zagranicy bez uzyskania uprzednio zgody Kongresu.

Pozew złożony w minioną środę jest już trzecim pozwem w tej sprawie odkąd Donald Trump został prezydentem. Jest on częścią skoordynowanych wysiłków krytyków obecnego gospodarza Białego Domu mających na celu zmuszenie go do ujawnienia biznesowych powiązań i pozbycia się lub przekazania w niezależny zarząd posiadanych przez niego firm.

Tak jak dwa poprzednie, tak i najnowszy pozew, został złożony w sądzie federalnym w Waszyngtonie. Znajdują się w nim zarzuty stwierdzające łamanie prawa między innymi poprzez przyjmowanie płatności od zagranicznych dyplomatów, którzy podczas pobytu w USA zatrzymują się w hotelach należących do Donalda Trumpa. Powodzi twierdzą ponadto, że prezydent korzysta na umowach licencyjnych dotyczących używania jego znaku handlowego udzielanych przez rządy innych państw.

Richard Blumenthal, demokratyczny senator z Connecticut, wspólnie z demokratycznym kongresmanem Johnem Conyersem z Michigan przewodzi grupie ustawodawców podpisanych pod pozwem.

Twierdzi on, że prezydent nie tylko łamie konstytucję przyjmując korzyści majątkowe, ale również konstytucyjne uprawnienia członków Kongresu, którzy powinni mieć prawo decydowania o tym, czy prezydent USA może przyjmować tego rodzaju korzyści czy też nie.

„Założyciele naszego kraju jasno stwierdzili, że osoba pełniąca urząd nie może samodzielnie określać co jest zgodne z prawem, a co nie. Nie może być bowiem sędzią we własnej sprawie” – twierdzi Blumenthal.

Pozew przeciwko prezydentowi założyli wcześniej także prywatni właściciele hoteli i restauracji, którzy uważają że należące do Trumpa przedsiębiorstwa konkurują z nimi w nieuczciwy sposób. Trzeci z pozwów to wspólna akcja prokuratora generalnego stanu Maryland i Dystryktu Columbia, którzy twierdzą, że poszkodowane są należące do władz lokalnych ośrodki wypoczynkowe i centra konferencyjne, które tracą na nieuczciwej konkurencji ze strony biznesów Trumpa.

Na razie nie wiadomo czy sądy, do których trafiły pozwy zdecydują się je rozpatrzyć. Senator Blumenthal, który w przeszłości był prokuratorem generalnym Connecticut twierdzi, że Donald Trump prowadzi interesy w około 20 krajach świata, ale Kongres nie ma w nie wglądu. To według niego uniemożliwia ustawodawcom wypełnianie ich konstytucyjnych obowiązków polegających na stwierdzeniu czy prezydent przyjmuje korzyści majątkowe z naruszeniem prawa.

„Prawda jest taka, że nie mamy zielonego pojęcia kim są inwestorzy współpracujący z Trumpem. Nie wiemy też na przykład ile z pieniędzy, które do niego trafiają pochodzi z Rosji” – przekonuje

Blumenthal. „Dlatego domagamy się w tej sprawie jasności” – mówi senator.

Departament Sprawiedliwości broni prezydenta twierdząc, że żaden z pozwów przeciwko niemu nie ma podstaw prawnych i podaje, że klauzula konstytucyjna, na którą powołują się autorzy pozwów nie była ustanowiona po to by zabraniać prezydentom USA posiadania firm i przeprowadzania transakcji biznesowych. Departament twierdzi ponadto, że sąd federalny nie jest właściwym miejscem do orzekania o tym czy prezydent łamie konstytucję. Dlatego też ustawodawcy podpisani pod pozwem powinni podjąć akcję w Kongresie, a nie w sądzie.

Obrońcy Donalda Trumpa wskazują ponadto, że on sam po objęciu urzędu przestał bezpośrednio zarządzać swoimi firmami, którymi kierują obecnie jego synowie. Wskazują również, że pozew złożony przez demokratycznych kongresmanów to typowa akcja polityczna demokratów obliczona na zaszkodzenie prezydentowi. Nie podpisał się pod nim bowiem żaden z republikańskich kongresmanów.

Tomasz Bagnowski