Wtorek
Powroty. Co zastajemy po takich pięciu latach nie-bycia? Pięć lat, jakieś tysiąc osiemset, tysiąc dziewięćset dni i nocy? Wszystko po staremu, tylko zmarszczek na twarzach więcej, no i dużo bujnej zieleni, bo w mieście naszej młodości, jak się okazuje, nie przycina się zbytnio miejskiej zieleni. I drzewa na osiedlach naszej młodości, często sadzone własną ręką w społecznych czynach, to dzisiaj wybujałe drzewiszcza, sięgające piątego, szóstego piętra naszych blokowisk. Razi duża ilość graffitti, co podświadomie wprawia w nastrój niepokoju , po zbyt długim obcowaniu ze strategią „wybitej szyby”, która redukuje jednak grafficiarstwo do stref ugettowionych. Ale tak naprawdę zmian niewiele mimo wszystko, co pokazuje, że pięć lat z naszego życia jest jak mrugnięcie powieką.

*

Zapachy. Świeży pomidor czy ogórek, to jasne. Zapach taniego mydła z czasów jedynie słusznych, imitowany przez „Białego Jelenia” niemal jeden do jednego. Zapach takiej piwnicznej… stęchlizny, z braku lepszego słowa, choć żeby było jasne: w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Czy blokowej piwnicy. Czy kurzu, którymi pokryte są rzeczy, gromadzone, trzymane, czy jako pamiątki, czy na lepsze czasy, czy dla trzymania tylko. Jednak nasze mózgi to prawdziwe przechowalnie, w których zachowuje się wszystko, choć dostęp tylko za odpowiednim bodźcowaniem.

*

Patrzę na rzędy książek. Kilkaset, może i tysiące? W jednym pokoju z pięćset, a jeszcze biblioteka i poupychane to tu, to tam. Można by odtworzyć z tych lektur historię życia: czytane wtedy, dało do myślenie tam, poznane w takim to, a takim momencie. Ale czyż nie jest to jałowe gromadzenie kilogramów papieru? Wiem, wiem, takie biblioteczki dają nam status i tym podobne. A ja sobie myślę, czyż nie lepiej spalić to wszystko? Może nie tak do końca – na kiego grzyba dramatyczne gesty – ale czyż zaczynając nowe życie, nie powinniśmy na dobre odciąć się od starego? Dobre pytanie, proszę o odpowiedź.

*

Samochód i biurko skutecznie odcinają nas od przyjemności wynikającej z fizycznego upocenia się. Z mitręgi ostrego, codziennego ruszania mięśniami. Uświadomiłem to sobie, biegnąc bez żadnych przygotowań kilka kilometrów. Zastałe mięśnie, ścięgna, organy wrzeszczały „przestań!”, ale od czego głowa? Ból bólem, ale błogość po mocnym, fizycznym wysiłku – bezcenna. Trzeba z tego uczynić rutynę, żeby nie zwariować w miazmatach produkowanych przez umysł.

Środa noc
Wojen prasy z Trumpem ciąg dalszy. Albo Trumpowych wojen z mediami, jak kto woli. Tym razem po tym, jak CNN zmuszone było wycofać się z oskarżeń o to, że jeden z najbliższych doradców Trumpa był po uszy umoczony w podejrzane transakcje finansowe z Rosjanami. Informacja była opracowana i podana na podstawie jednego, anonimowego źródła, ale dla dziennikarzy CNN na jawnej wojnie z 45. prezydentem USA to była zbyt dobra okazja, aby ją pominąć czy sprawdzić. Teraz stacja telewizyjna wycofała się z oskarżeń, przy okazji zwalniając trzech redaktorów.

Do tego doszło wideo, gdzie nagrany ukrytą kamerą – przez dosyć kontrowersyjną oragnizację Project Veritas Jamesa O’Keefe – producent CNN przyznaje, że cała historia powiązań Trumpa z Rosją jest „totalnym g…m, ale CNN cały czas nadaje o tym, aby przyciągnąć widzów”. Dorzuca też, że prawdopodobnie prezydent ma rację, mówiąc o „polowaniu” na jego osobę, bo choć reporterzy „tak naprawdę nic nie mają, wciąż chcą szukać i szukać”, dla samego szukania.

Dla samego Trumpa wpadziochy CNN są jak manna z nieba. Podgrzał atmosferę sięgając do ulubionego Twittera, na którym śledzi go 33 miliony ludzi. „Niezłe, CNN musiało wycofać wielkiego newsa o Rosji. Ale co z pozostałymi wymyślonymi historiami, które podają? FAKE NEWS”. I zaraz potem: „Fake News CNN czekają wielkie zmiany kierownictwa po tym, jak złapano ich na tym, że pchają te swoje fałszywe, rosyjskie historie. Oglądalność im spada!”. I jeszcze na dorzucenie do pieca: „Tak więc złapali Fake News CNN na gorącym uczynku, ale co z NBC, CBS i ABC? Co z upadającym New York Timesem i Washington Post? Oni wszyscy reprezentują Fake News”. Wreszcie ostatni sztych Trumpa, mistrza polityczno-medialnych prowokacji i walenia w media jak w bęben: „#Amazon WashingtonPost, czasami określane jako strażnik tego, aby koncern Amazon nie płacił podatków od transakcji w internecie (które powinien płacić) jest po prostu Fake News” w nawiązaniu do faktu, że dziennik „Washington Post”, nastawiony wyjątkowo krytycznie do prezydenta, jest własnością internetowego giganta Amazon. com.

Jak widać, Trump się nie patyczkuje i nie poddaje nieustającej krytyce mediów. Więcej, w ramach działań obronnych, odwołuje się do „zwykłych Amerykanów” wyzywając medialne tuzy od „wrogów ludu” oraz promotorów tzw. fake news czyli jak to poetycznie można przełożyć „njusów wziętych prosto z de”. Jak to określił weteran telewizyjnych show Phil Donahue: elitarne media nienawidzą Trumpa i robią wszystko, aby mu zaszkodzić a tymczasem Trump „śmieje się teraz z mediów, pokazując im środkowy palec”.

Ale pod powierzchnią wojenek i połajanek na linii prasa -Trump, kryje się głębszy, dużo poważniejszy problem. Zwraca na niego uwagę Sharyl Attkisson, była dziennikarka śledcza stacji telewizyjnej CBS, wywalona za stacji za zbytnią dociekliwość w szukaniu prawdy o podejrzanych działaniach prezydenta, ale… Baracka Obamy, dla większości dziennikarskiej braci uosobienia cnót wszelakich. Dziennikarka, autorka ostatnio wydanej książki „The Smear: How Shady Political Operatives and Fake News Control What You See, What You Think, and How You Vote” wspomina o „dziennikarstwie transakcyjnym”, w którym „dysponujące środkami finansowymi” ośrodki wyposażone w „fałszywe konta” na mediach społecznościowych, starają się manipulować informacjami, co prowadzi z kolei do kontroli sposobu myślenia przez obywateli. „Generalnie, dziennikarze zdecydowali się na walkę z prezydentem a nawet ogłosili w pewnych wypadkach, że zawieszają zwykłe zasady dziennikarstwa, gdyż prezydent jest tak wielkim zagrożeniem. W niektórych wypadkach wynika to z ich politycznych poglądów, ale czasem są to ludzie przekonani, że czynią dobrze. Są oni także oklaskiwani przez akolitów, co wygląda niemal jakby wywoływali emocje związane z karmieniem rekinów. Otaczający ich ludzie klepią się po plecach, mówiąc za każdym razem ‘dobra robota”!”

„Zaufaj swemu dysonansowi poznawczemu. Staraj się być świadomym, że ktoś tobą manipuluje albo przynajmniej stara się manipulować” radzi na koniec Attkisson. Przypominam, że dysonans poznawczy to „stan nieprzyjemnego napięcia psychicznego, pojawiający się gdy dwa elementy poznawcze (np. myśli, sądy, informacje) są niezgodne ze sobą”. I pod tą deklaracją pani Attkisson podpisuję się obiema dłońmi na klawiaturze.

Jeremi Zaborowski