Niedziela

Któryś skrzywdził dzieciaka małego, nie proś o litość, Bóg zapamięta.
Słowem bezmyślnym, gestem zdradliwym, ironicznym śmiechem, pierwszym kieliszkiem zwiastującym cały ocean, złym traktowaniem Mamy, biciem, obojętnością…
Lista dłuuuga i szeeerokaaa jak życie: myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem, na końcu których jest łza dziecka
Ciężka jak te kamienie, którymi krzywdziciel powinien sobie okręcić szyję przed skokiem do wody jak to w Jego przypowieści było
Nic nie zginie. Każda krzywda zapisana. Będzie rozliczenie. Oraz płacz i zgrzytanie zębów.

Wtorek

Czytając książkę Joanny Siedleckiej „Biografie odtajnione. Z archiwów literackich bezpieki”. Jest kilka wielkich nazwisk pisarzy, którzy przetrwają – Broniewski, Iwaszkiewicz, Gałczyński, Tyrmand czy moja ulubiona, ale mało znana dzisiaj (dzięki staraniom SB też) Anna Kamieńska. Ale generalnie „środowisko literackie” PRL jawi się – po raz kolejny, nie żebym polegał tylko na materiałach wydobytych na światło dzienne przez Siedlecką – jako kłębowisko rozplotkowanych, często nieudacznych prostytutek moralnych i jak najbardziej płciowych. Często bez talentu, ale z wielkim zadęciem, z wielkimi ambicjami i chytrością w kolekcjonowaniu wpływów, kasy, kochanek i wysokich nakładów książek. A wszystko oczywiście za pieniądze podatników PRL, którzy finansowali wystawne życie pomagierów systemu. I na tej brudnej pianie egoizmów, chorych, przerośniętych ambicji, cwaniactwa i kabotyństwa, w pocie czoła pracujący oficerowie Służby Bezpieczeństwa, niczym żuki gnojowe (Geotrupes stercorarius) toczące wielkie kule gówna złożonego z ludzkich zachowań, aby inni mózgowcy z bezpieki, mogli taplając się w tym ludzkim syfie niczym muchy (musca domestica) tworzyć kombinacje operacyjne do łamania charakterów.

Warto zajrzeć do książki, bo wiele w niej smaczków o tuzach współczesności, robiących do dzisiaj za „autorytety moralne” czy „wielkich pisarzy”. Z moim największym zawodem, idolem młodości, Ryszardem Kapuścińskim wspomnianym gdzieś na marginesach też…

I jeszcze refleksja. Głośno o różnych TW, kapusiach, ale ja jestem za tym, aby publikować dane i zdjęcia oficerów Służby Bezpieczeństwa odpowiedzialnych za gnojenie ludzi i łamanie charakterów. Zbyt często są anonimowi, chronieni do tego prawami o prywatności. Ich gęby powinny być opublikowane do ostatniego, przynajmniej tyle można by zrobić dla ich ofiar…

Środa popołudnie
– czwartek poranek

Kilkanaście godzin czuwania. Natłok myśli, obrazów, lektur. Głównie dzięki lekturom, w tym nieocenionemu Gustawowi Herling-Grudzińskiemu i jego „Dziennikach pisanych nocą 1984-88”, ale nie tylko. Życie przelatuje tak szybko, że czasem potrzebna jest skondensowana dawka refleksji, aby szarpać dalej do przodu.

*

„Palomar był poczciwym kretynem, współczesną mutacją głupoty dwóch flaubertowskich ‘poczciwców’, pana Bonarda i Pecucheta, pochylonych nad pulpitem i przepisujących wiedzę o świecie z książek. Dopóki nie pozbędą się swych złudzeń wiecznych kopistów, dopóki nie zrozumieją, że ‘nie ma nic prawdziwego poza zjawiskami”, pozostaną głupcami zanurzonymi w krynicy papierowej mądrości”. Pisał Herling ale jakże to aktualne ze trzydzieści lat potem. Znam ludzi czerpiących mądrość z naczytywania się księgozbiorami, którzy znając życie przez wielkie „Ż” są ciemni jak tabaka w rogu w zwykłym życiu. Poza tym ta maniera ciągnięcia mądrości z różnych zdań, mott (zwłaszcza sławnych ludzi czy aktorów)… Zawsze śmiać mi się chciało, gdy Ryszard Kapuściński wydawał kolejne swoje „Lapidarium” z mądrościami tego świata. Wyobrażałem sobie, że będzie kiedy „Lapidarium Tom. 23”, ale chyba skończyło się na sześciu czy siedmiu dziełach kopisty…

*

Herling trzydzieści lat temu o… telewizji jakże krytycznie.”Wszystko zamienia się w widowisko, stępiając w ludziach wrażliwość na istotę tego, co oglądają, wulgaryzując i banalizując dramatyczność ludzkiej egzystencji. Jeśli przypadkowi świadkowie aktów gwałtu przypatrują im się z zupełną obojętnością i nie kwapią wystąpić w obronie ofiar, to nie dlatego jedynie że drżą o własną skórę, boją się agresorów, dlatego również, że przypadek uczynił z nich zblazowanych widzów żywego spektaklu, który oglądali może wczoraj albo zobaczą jutro. Nikt już niczemu się nie dziwi. Co w praktyce oznacza jedno: człowiek-widz wypiera krok po kroku, bez oporu, człowieka-uczestnika”. Pisarz ukuł nawet termin „video-cywilizacji”… Hmm, nieźle tam w Niebie (mam nadzieję) musi się dziwić, bo jego czasy to kaszka z mlekiem. Żyjemy przecież w czasach ekshibicjonizmu i voyeryzmu level high, dzięki epoce Facebooka, You Tube, Google czy innych Instagramów.

*

Herling jakże trzeźwo o działaniu państwa opiekuńczego, zastanawia się czy „pod naporem wszędobylskiego państwa nie pękną pewne zakorzenione hamulce bólu, wstydliwości, godności? Czy wolno państwu wkraczać we wszystko, co przeżywa jednostka? Czy nadmiernie ‘uspołeczniony’ człowiek nie zostanie całkowicie wyzuty ze swego indywidualnego losu?” My już wiemy: tak się stało, tak już jest.

*

No więc pożartowałem sobie z cytatomanii, więc teraz czas na… cytat. No co, każdemu wolno, prawda? „Powszedni dzień trzeba przeżywać tak, aby nie zostawiał w nas osadu przeciętności, aby nie zabić blasku bijącego od wnętrza, który jest największym darem, jaki można tu otrzymać”. To Anna Kamieńska, poetka ocierająca się o wielkość w „Notatniku”, będącym zapisem drogi od niewiary do Wiary. Na poważnie, bez tanich pocieszeń a la kremówki Jana Pawła II, ale z pełną świadomością tragiczności i niedoskonałości naszego pielgrzymowania na tym łez padole. Lektura, do której zachęcam każdego.

Jeremi Zaborowski