To miał być kolejny wspólny film z mężem Krzysztofem, jednak po jego śmierci obraz „Ptaki śpiewają w Kigali” musiała dokończyć sama. „To nasz ostatni, wspólny film, ale odpowiedzialność za ten konkretny kształt jest moja. Mam nadzieję, że gdyby Krzysztof go zobaczył, nie byłby zawiedziony. Robiłam wszystko najlepiej jak umiałam”- mówi Joanna Kos-Krauze, reżyserka współtworząca wybitne, nagradzane na całym świecie obrazy: „Mój Nikifor”, „Plac Zbawiciela”, „Papusza”. Tym razem opowiada historię ludobójstwa w Rwandzie. „To nie jest film polityczny, raczej poetycki. Mówi o konsekwencjach ludobójstwa, o tym, jak żyć po traumie, o żałobie, o tym, kim jest drugi człowiek, czym jest cykl życia”- wyjaśnia. „Głównymi bohaterkami są dwie poranione kobiety. Polka, ornitolożka, która wyjechała do Rwandy, by badać populację sępów, oraz młoda Rwandyjka z plemienia Tutsi, uratowana przez tę Polkę w czasie ludobójstwa i przywieziona do Polski. Obydwie przeżyły piekło, ale połączyła je trauma, przyjaźń, wzajemna odpowiedzialność”. Mimo, że temat jest wyjątkowo trudny, Joanna Kos-Krauze uważa, że film daje dużo nadziei. Na pytanie: skąd czerpać siłę, odpowiada: „Z drugiego człowieka. Z tego, że mamy kogoś, kto pozwoli nam się podnieść, przynajmniej w jakimś stopniu. Czasami najbardziej dojrzałą formą pomocy jest obecność. Zakładam, że jeżeli drugi człowiek jest źródłem cierpienia, to jest też źródłem ratunku”- podsumowuje. Film niebawem wchodzi na ekrany polskich kin.

*

Tymczasem w Ameryce głośno o „Nieśmiertelnym życiu Henrietty Lacks”, w którym główną rolę zagrała Oprah Winfrey. Pierwsza kobieta w historii amerykańskiej telewizji, która poprowadziła i wyprodukowała swój autorski program, uważana za „sumienie Ameryki” i jeden z największych autorytetów, tym razem wciela się w córkę tytułowej postaci, która w imieniu matki domaga się sprawiedliwości od amerykańskiego departamentu zdrowia. „Henrietta Lacks była chorującą na nowotwór szyjki macicy mieszkanką Baltimore, od której, bez jej wiedzy, pobrano komórki rakowe. Materiał do testów został przekazany ówczesnemu dyrektorowi centrum badań na Uniwersytecie Hopkinsa. Komórki, nazwane od pierwszych sylab jej imienia HeLa, uważane są za nieśmiertelne z powodu ich zdolności do nieskończonych podziałów mitotycznych. Ich istnienie zrewolucjonizowało ówczesną medycynę”- tłumaczy Oprah. „Znaczenia komórek HeLa dla rozwoju współczesnej medycyny nie da się przecenić. Tyle że przez lata dyskredytowano udział Henrietty w tym naukowym przedsięwzięciu. Do czasu, kiedy to jej córka Deborah – którą miałam zaszczyt zagrać, postanawia dotrzeć do prawdy i uzyskać zasłużone uznanie dla matki”. „Ta historia jest dla mnie bardzo ważna”- kontynuuje Winfrey. „Ja sama w wieku 14 lat zostałam matką chłopca, który- niestety – zmarł tuż po porodzie. Mój synek był wcześniakiem i kto wie, być może istniała znikoma szansa by go uratować. Nie ma dnia, żebym nie myślała o tym, jakie medyczne ograniczenia spowodowały, że mój chłopiec nie przeżył”- wspomina. Oprah Winfrey ma za sobą wiele trudnych doświadczeń. Jako dziecko doznała przemocy ze strony najbliższych, była molestowana przez członka rodziny, a kiedy zaczęła pracę w mediach, zmagała się z dyskryminacją na tle rasowym i z seksizmem. „Pochodzę z bardzo toksycznego i przepełnionego agresją domu rodzinnego”- wyznaje. „Ale dziś, jako dorosła kobieta, mogę z dumą powiedzieć, że jestem wyleczona. Nie mam już w sobie żalu ani gniewu do osób, które wyrządziły mi krzywdę. Jestem pogodzona z przeszłością”- deklaruje. O dodaje: „Osoby bite i niekochane nie kochają siebie. Jednak największym problemem jest niewyobrażalny gniew, żal i agresja, które niosą ze sobą ofiary przemocy. Rozpacz i poczucie niesprawiedliwości potrafią zalać wszystkie inne emocje. Ale świat należy zmieniać, zaczynając od siebie”- przekonuje Oprah Winfrey. „Dlatego medytuję każdego ranka i pielęgnuję miłość do osób mi najbliższych. Trzeba znać swoje priorytety i kochać siebie”.

*

„Nie muszę i nie chcę z nikim konkurować. Niech ścigają się młodsi. Ja już jestem poza metą. W zasadzie poza startem i metą. Ja już wygrałem”- mówi Elton John, który na zakończonym niedawno festiwalu w Cannes pojawił się niemal bez zapowiedzi i medialnego szumu. A to za sprawą konkursu, który ogłosił kanał YouTube. Ludzie z całego świata mogli nadsyłać scenariusze do trzech piosenek artysty, a jury wybrało laureatów, których pomysły zostały sfinansowane i zrealizowane. Premiera wideoklipów odbyła się podczas canneńskiego festiwalu. „Laureaci to skromni, utalentowani ludzie, którzy byli zaskoczeni swoją wygraną”- mówi gwiazda. „Na przykład do „Rocket Mana” powstał wideoklip w formie animacji. Przedstawia historię uchodźcy, więc jest bardzo na czasie. Zrealizował go młody człowiek z Iranu, który na początku w ogóle nie mówił po angielsku. To dowód na to, jak wielką siłę ma muzyka. Jednoczy bez słów”- mówi Elton John. „Szukaliśmy osobistego podejścia, intymnych opowieści. Chciałem, by autorzy klipów opowiedzieli swoje historie, a nie dopowiadali tego, o czym ja śpiewam. Oglądanie prac konkursowych było bardzo pouczające”- przyznaje. Artysta, który ma na koncie ponad 300 milionów sprzedanych nagrań, myśli czasem o emeryturze, ale szybko ten pomysł wydaje mu się niedorzeczny. „Uwielbiam swoją pracę i nie wyobrażam sobie życia bez muzyki. Co ja mówię, jaka praca? To moja pasja! Bez wątpienia jest dla mnie niczym narkotyk. Z drugiej strony” – zdradza muzyk- „bywa, że daję ponad sto koncertów rocznie. Przyjeżdżam między występami do domu i chcę pobyć w ciszy. Odgradzam się. Chcę być z partnerem, z dziećmi”. Z dala od koncertów, gdy artysta zdejmie marynarkę wyszywaną cekinami i zawadiacki kapelusz, lubi „po prostu żyć, cieszyć się bliskimi, rozmową z przyjaciółmi, dobrym kinem, książką, winem”. „Nie robię nic szczególnego”- wyznaje. „Po intensywnym czasie, gdy jesteś otoczony ludźmi, musisz na nowo uczyć się być ze sobą. Gdy jesteś sam w domu i nie ma świateł, fanów, zgiełku, prasy – jesteś prawdziwy ty. I jeśli siebie rozpoznajesz, jeśli chcesz ze sobą przebywać, to dobrze”.

Weronika Kwiatkowska