Sejm przyjął ustawę o reformie Sądu Najwyższego. Za było 239 posłów, przeciw 192 a 23 wstrzymało się od głosu. Teraz ustawą zajmie się Senat, gdzie PiS też ma większość i stanie się prawem po podpisaniu przez prezydenta.

Zgoda Andrzeja Dudy jest pewna, ponieważ przyjęty projekt uwzględnia jego wcześniejsze poprawki. Wprowadzają one zasadę, że Sejm wybiera sędziów członków Krajowej Rady Sądownictwa większością 3/5 głosów, a nie większością połowy głosów plus jeden, jak było w projekcie PiS. To zmusi pisowską większość w Sejmie do szukania kompromisu z innymi partiami. W ten sposób osłabia się zarzut opozycji, że Sąd Najwyższy staje się narzędziem partii rządzącej. Ponadto prezydent a nie minister sprawiedliwości wskaże sędziów SN, którzy pozostaną na stanowisku, gdy wyrażą chęć. Z dniem wejścia w życie nowych przepisów wszyscy członkowie SN zostają przeniesieni w stan spoczynku a kto zostanie zdecyduje prezydent. Również regulamin SN określi prezydent a nie minister. Natomiast Sejm odrzucił ponad 1300 poprawek zgłoszonych przez opozycję w celu zablokowania pracy nad ustawą.

Ku zaskoczeniu PiS Andrzej Duda postawił ultimatum, że nie podpisze ustawy o Sądzie Najwyższym, jeśli jego poprawki nie zostaną uwzględnione. Jarosław Kaczyński musiał się na nie zgodzić a prezydent umocnił swą pozycję wobec wszechwładnego Prezesa.

Ustawa przewiduje utworzenie trzech nowych Izb Sądu Najwyższego: Prawnej, Cywilnej i Dyscyplinarnej, ta ostania zajmie się poważnymi skargami na pracę sędziów.

Czy istotnie nowa ustawa spycha Polskę w stronę dyktatury, jak twierdzi opozycja oraz niektórzy politycy Unii Europejskiej pod wpływem polskich partii opozycyjnych? W wielu krajach UE sędziów wybierają parlamenty i politycy rządowi. System wprowadzony w Polsce działa w Hiszpanii. W USA sędziów mianuje prezydent. Natomiast w Polsce do tej pory sędziowie mianowali siebie sami w Krajowej Radzie Sądownictwa i sami siebie też nadzorowali. W rezultacie powstała „nadzwyczajna kasta”, która stoi ponad prawem i czasem łamie prawo. Bez udziału przekupnych sędziów nie byłaby możliwa piramida finansowa Amber Gold, ani afera reprywatyzacyjna w Warszawie i innych miastach, aby wspomnieć tylko sprawy najgłośniejsze. A jest wiele innych nadużyć i afer, które czekają na ujawnienie i ukaranie sprawców.

Po przyjęciu ustawy Platforma Obywatelska wezwała do demonstracji ulicznych, które zresztą trwają od kilku dni w „obronie Sądu Najwyższego”. Gamach Sejmu obstawiony jest barierami i policją. W samym Sejmie nie było do tej pory tak gwałtownego sprzeciwu i tak gorszących scen, które przebiły nawet „pucz grudniowy” w 16 grudnia ubiegłego roku. Gorącą temperaturę podniósł Jarosław Kaczyński. Kiedy kolejny raz opozycja powiedziała, że prezydent Lech Kaczyński nie dopuściłby do takiej sytuacji, bo rozumiał trójpodział władz i niezależność sądów, prezes PiS oświadczył z trybuny: „nie wycierajcie swoich zdradzieckich mord świętej pamięci moim bratem. Niszczyliście go i zamordowaliście. Jesteście kanaliami.” Wybuchł skandal, lecz prezes powiedział prawdę. PO moralnie odpowiada za Smoleńsk, gdyż zwalczała prezydenta Kaczyńskiego bez pardonu. Premier Donald Tusk używał prowokacji Janusza Palikota do „niszczenia podstaw godnościowych prezydentury Lecha Kaczyńskiego” – to jego własne słowasłowach.

Tusk z nowej roli przewodniczącego Rady Europejskiej zaproponował prezydentowi Dudzie spotkanie dla omówienia kryzysu politycznego w Polsce, jednak Duda odmówił. Tusk więc już po uchwaleniu ustawy o Sądzie Najwyższym oświadczył, że „już dawno nie było tak głośno o Polsce i bardzo dawno – tak źle. Możemy ten niebezpieczny trend powstrzymać” – apeluje były premier. – Zwróciłem się wczoraj do prezydenta Dudy z propozycją pilnego spotkania w celu omówienia kryzysu politycznego w naszym kraju i jego groźnych konsekwencji dla międzynarodowej pozycji Polski. Naszym wspólnym zadaniem powinno być zapobieżenie czarnemu scenariuszowi, którego finałem może stać się marginalizacja Polski w Europie” – grozi Tusk.

Zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich, Adama Bodnara wybranego przez PO, nowe ustawy pozbawią obywateli prawa do niezależnych sądów. Natomiast Grzegorz Schetyna jako lider Platformy grozi Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego pomocnikom procesem karnym po utracie władzy przez PiS.

Wściekły opór Platformy wobec reformy sądownictwa wynika ze strachu, że zostaje usunięta przeszkoda w rozliczeniu afer PO i PSL z okresu ich ośmioletnich rządów. PO i Nowoczesna używają swych kontaktów w Unii do przedstawienia reformy jako zamachu na niezależność wymiaru sprawiedliwości. A politycy zachodni i dziennikarze nie znając zawiłości polityki polskiej łatwo krytykują Warszawę, ponieważ rząd PiS broni wartości narodowych i katolickich, które są obce większości polityków Zachodu.

Problem reformy dobrze ujął Czesław Bielecki, bystry obserwator życia publicznego. Przyznał, że Polsce potrzebne są niezawisłe sądy. To trzecia władza dla równoważenia parlamentu i rządu. A takiej trzeciej władzy nie dorobiliśmy się w wolnej Polsce przez 27 lat. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro nie psuje dobrego systemu, najwyżej – źle go naprawia. Kraj ma sędziów, którzy okazali się niezdolni do osądzenia zbrodniarzy komunistycznych, i nie zdążyli osądzić przez kilka lat sprawy Amber Gold. Za katastrofę smoleńską także nikt nie odpowiedział. Mylił się profesor Adam Strzembosz jako prezes Sądu Najwyższego sądząc, że środowisko sędziowskie samo się oczyści. Że będzie bronić śmiało obywateli przed samowolą władz różnych szczebli. Posłów można nie wybrać, gdy zawiodą oni lub ich partia. Ministrowie i lokalni władcy też zależą od wyborców. Ale sędziowie stoją dziś ponad prawem, a chwilami w imię niezależności kpią sobie z niego. Są niezawiśli, choćby byli niekompetentni, stronniczy, ulegli wobec tej lub innej władzy, albo – to rzadsze – nieuczciwi. Nie znam przypadku zmuszenia do rezygnacji sędziego, który zlekceważył zasady prawa. Czy chodziło o doprowadzenie do ruiny Optimusa Romana Kluski czy polskich przedsiębiorców, którym zagraniczne firmy nie zapłaciły za budowę autostrad, stwierdza Bielecki.

Opozycja przedstawia swój opór wobec reformy sądownictwa jako bitwę o państwo prawa. Prawo i Sprawiedliwość mówi to samo. Trzeba wprowadzić w życie kraju zasady, które partia rządząca umieściła w swej nazwie.

Jan Różyłło