Jezus odpowiedział: „Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie. Jak więc zbiera się chwast i spala w ogniu, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia oraz tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego”.Jezus odpowiedział: „Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie. Jak więc zbiera się chwast i spala w ogniu, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia oraz tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego”. Mt 13, 37-43

W czasie wakacji lubię nocne spacery w mojej rodzinnej wsi. Idę eleganckimi chodnikami, o jakich Nowy Jork może sobie tylko pomarzyć. Nie tylko chodniki są eleganckie, ale także droga przez wieś, piękne domy i jeszcze piękniejsze przydomowe ogródki. Nocną ciszę wypełniają kojące odgłosy zasypiającej natury, którą czasami mąci pijacki bełkot. Przez okna domów sączy się kolorowy świat wielkich plazmowych telewizorów. Jednym słowem wieczorna sielanka. W tej sielance brakuje mi jednak beztroskiego śpiewu sprzed lat, który rozlegał na gościńcu. W tym śpiewie czuło się radość życia. Gościniec to droga przez wieś. Jaka piękna nazwa, kto wędrował tą drogą był gościem całej wsi, każdy dom był dla niego otwarty. Dzisiejszy człowiek przyklejony do ekranu telewizora mógłby pytać: Z czego to oni przed laty tak się cieszyli? Zamiast szosy i chodnika błotnista droga, skromne posiłki, ciężka praca, nawet radia nie było. Oni cieszyli się życiem, mieli czas, aby się nim delektować. Był czas na rozmowę z sąsiadem, nikt nie czuł się samotny, drzwi były otwarte dla każdego. A nawet gdy wadzili się o miedzę, to było to bliskie powiedzeniu z filmu „Sami swoi”: „Tak, wróg, ale swój”. Ludzie tamtych czasów nie byli tak zapędzeni. Pamiętam powiedzenia mojego taty, który pracował bardzo ciężko, ale nigdy nie dał się wpędzić w ogłupiający kołowrót pracy, mówiąc: „Praca nie zając, nie ucieknie”. A jak w niedzielę nadciągała burza, a suche siano na łące, to nie zaprzęgał koni, aby zwozić siano, tylko mówił: „Deszcz zaleje, to słonce wysuszy”. Dzisiaj, gdy patrzę na zaoranych, ogłupionych i zapędzonych ludzi, myślę jaki mój tata był mądry, mimo że skończył tylko kilka klas szkoły podstawowej, bo tylko tyle było we wsi.

Dziejscy człowiek dał się wprzęgnąć w jarzmo konsumpcji. Pracuj jak najwięcej, abyś mógł konsumować jak najwięcej. Pracuje i konsumuje, a życie ucieka. Ten pośpiech życia sprawia, że człowiek jest bardzo szybki także w osądzaniu, nie ma czasu na przemyślenie. A to najczęściej jest powodem fałszywych osądów. Dzisiejsze czytania, szczególnie Ewangelia mówią o „bożych młynach”, które mielą powoli ziarno naszego życia. Dają człowiekowi szansę do ostatniego momentu jego życia. W Ewangelii słyszymy słowa Jezusa: „Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swojej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Rzekli mu słudzy: ‘Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?” A on im odrzekł: ‘Nie, byście zbierając chwast, nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza”. Królestwo Boże, które w sposób szczególny realizuje się w Kościele jest pełne chwastów. I tak to bywa, że nieraz częściej dostrzegamy chwasty niż dorodną pszenicę. I chcielibyśmy od ręki powyrywać te chwasty, nie bacząc, że nasza dusza jest także zachwaszczona. Nasza dusza to miejsce budowania Królestwa Bożego. To tu mają miejsce zmagania chwastu zła z dobrem pszenicy. Chrystus każe nam uzbroić się w cierpliwość i zaczekać do naszego ostatniego tchnienia. Doświadczenie uczy, że gdyby zabrakło tej cierpliwości, a kierowalibyśmy się ludzką popędliwością, to nie jeden święty, zanim się nawrócił wylądował by na śmietniku z chwastami.

A teraz, szukając pełniejszego zrozumienia ewangelicznej przypowieści, przenieśmy się na nowojorskie ulice, w ciemne zaułki, brudne klatki schodowe i mosty, gdzie czasami bezdomni znajdują dach nad głową. Przez ostatnie lata można było tam spotkać Irenę, która doświadczała ciężaru bezdomności. Przechodnie często patrzyli na nią z pogardą i politowaniem, a tylko niektórzy okazywali jej serce. Byli i tacy, którzy z góry potępiali ją. Zastanawiali się dlaczego nie weźmie się do pracy lub nie wróci do Polski do rodziny. Potępiali także dzieci Ireny, że pozwalają, aby ich matka tak się tułała. W czerwcu tego roku Irena zmarła. Znaleźli się dobrzy ludzie, którzy zajęli się jej pogrzebem. Eryka odnalazła w Polsce Marzenę, córkę Ireny i zadzwoniła do niej. W niedługim czasie otrzymała od Marzeny list tej treści: „Bardzo ucieszył mnie wczorajszy telefon od Ciebie, mimo że temat był smutny, bo chodzi o moją zmarłą mamę. O ile radośniejszy byłby gdybyś dzwoniła z informacją, że żyje, że się odnalazła. Dziękuje Ci bardzo za to, że próbowałaś jej pomóc, dziękuję Ci za każdą informację o niej. Chcę wiedzieć o niej jak najwięcej, bardzo żałuję, że taki los ją spotkał, gdyby tylko dała jakikolwiek znak o sobie poszłabym za nią wszędzie i ją sprowadziła do siebie. Tak strasznie za nią tęskniłam w każdym momencie mojego życia, tyle nie wysłanych listów napisałam do niej, tyle rzeczy bym chciała jej opowiedzieć… A teraz już nawet zabrakło nadziei na to że ją zobaczę o czym zawsze marzyłam. Liczę gorąco na to, że teraz spocznie w miejscu, w którym powinna być od zawsze, czyli przy swoich dzieciach. Boże, Eryko nawet nie wiesz, jak mi jest ciężko, jak mi trudno pisać… Jestem ciekawa czy nosiła przy sobie jakieś pamiątki po nas i czy ja mogłabym coś mieć z tych rzeczy, które ona miała przy sobie. Nie liczę na nic cennego po prostu jakiś drobiażdżek po niej… Pozdrawiam Cię serdecznie i jeszcze raz bardzo dziękuję. Czekam na odpowiedź”.

Irena przyjechała do Nowego Jorku trzydzieści lat temu. Zostawiła w Polsce męża, dwuletnią córeczkę i czteroletniego syna. Dzieci powierzyła opiece rodziny. Marzena mówi, że mamy nie pamięta, zaś brat wspominając ją mówi: „Pamiętam jak pijany tata bił i maltretował moją mamę”. Irena podjęła bardzo trudną decyzję wyjazdu do Ameryki, licząc, że tu trochę zarobi i będzie mogła zapewnić lepszą przyszłość swoim dzieciom. Ale jak sami wiemy, w Ameryce, szczególnie gdy jesteśmy sami bywa nieraz bardzo trudno. Doświadczyła tego w całej rozciągłości śp. Irena. Z pracą nie było łatwo, pojawiły się problemy zdrowotne i w końcu popadła w bezdomność. Tak bardzo pragnęła wrócić w ojczyste strony, do dzieci, ale wstydziła się wracać bez pieniędzy, z pustymi rękami, liczyła, że może los uśmiechnie się do niej, zarobi trochę grosza i wtedy wróci. Ale wcześniej niż pieniądze przyszła do niej śmierć. Irena nie zdawała sobie sprawy, że dla dzieci największym skarbem była mama i jej miłość.  28 czerwca 2017 roku jej ciało zostało skremowane w Nowym Jorku. Mikołaj, znany woluntariusz na rzecz bezdomnych zawiezie prochy śp. Ireny w rodzinne strony. Dla śp. Ireny dopełnił się czas żniwa. I tylko jeden Bóg wiedział, co się w jej sercu dzieje, i zapewne w tej ostatniej godzinie jej życia ogarnął ją swoim ogromnym miłosierdziem. Miłosierdziem, o którym mówi pierwsze czytanie: „Panie, nie ma oprócz Ciebie boga, co ma pieczę nad wszystkim, abyś miał dowodzić, że nie osądziłeś niesprawiedliwie. Twoja bowiem moc jest podstawą Twej sprawiedliwości, wszechwładza Twa sprawia, że wszystko oszczędzasz. Moc swą przejawiasz wobec tych, co nie wierzą w pełnię Twej potęgi i karzesz zuchwalstwo tych, co ją znają. Potęgą władasz, a sądzisz łagodnie i rządzisz nami z wielką oględnością, bo do Ciebie należy móc, gdy zechcesz”.

W książce „Pamięć i tożsamość” św. Jan Paweł II przypomina, że zło i dobro w kościele jest także tajemnicą, którą tylko Bóg może rozsądzić: „Zło jest zawsze brakiem jakiegoś dobra, które w danym bycie powinno się znajdować, jest jego niedostatkiem. Nigdy nie jest jednak całkowitą nieobecnością dobra. W jaki sposób zło wyrasta i rozwija się na zdrowym podłożu dobra, stanowi poniekąd tajemnicę. Tajemnicą jest również owo dobro, którego zło nie potrafiło zniszczyć, które się krzewi niejako wbrew złu, i to na tej samej glebie”.m

Ks. Ryszard Koper

Niedzielne rozważania w wersji audio znajdują się na stronie www.ryszardkoper.pl w sekcji Audio-Video