Według przewidywań ekonomistów do 2030 roku miliony stanowisk pracy w USA zostaną zlikwidowane. Ludzi w coraz większym stopniu zastępować będą maszyny.

Za szybko postępujące zmiany na rynku pracy odpowiada przede wszystkim postęp techniczny i wprowadzanie automatyzacji. Jest to widoczne przede wszystkim w handlu, w którym dochodzi do największych redukcji. Według danych Bureau of Labor Statistics tylko od stycznia tego roku w handlu w USA ubyło 71 tys. stanowisk pracy. Zatrudnienie tracą przede wszystkim osoby pracujące przy kasach. Zastępują je automaty, przy których klienci sami skanują kody kreskowe z kupowanych produktów. Pracę tracą jednak także inni. W Wal-Martcie dotyczy to np. osób, które zajmowały się dotąd przygotowywaniem do wysyłki dziennych utargów. Obecnie jedna z największych w USA sieci handlowych wprowadza automatyzację. Pieniądze do wysyłki do banku przygotowuje maszyna, znacznie wydajniejsza i szybsza niż człowiek, potrafiąca przeliczyć trzy tysiące monet w minutę. Dzięki specjalnemu oprogramowaniu zliczony utarg drogą cyfrową trafia do banku, a opancerzony samochód odbierający pieniądze wysyłany jest do sklepu w sposób bardziej wydajny.

Według przewidywań ekspertów zagrożeni utratą pracy są również inni pracownicy znajdujący obecnie zatrudnienie w sklepach. Na przykład osoby układające towary na półkach w magazynie. Ich rolę wkrótce już przejąć mogą automatyczne wózki widłowe. Nowoczesne oprogramowanie może również sprawić, że w sklepach będzie mniej personelu pomagającego wyszukać klientom odpowiednią rzecz, czy służących radą. Wystarczy komputer, który zasugeruje to automatycznie, tak jak teraz dzieje się to w internecie.

To właśnie coraz większa popularność zakupów w sieci i rosnące w siłę sklepy internetowe takie jak Amazon sprawiają, że tradycyjni sprzedawcy muszą obcinać koszty i wprowadzać komputery, które nie domagają się ubezpieczeń zdrowotnych, płacy minimalnej i ośmiogodzinnego dnia pracy.

Wal-Mart jeden z największych pracodawców w USA, zatrudniający 1,5 mln ludzi, już dziś ma około 15 proc. mniej personelu niż dziesięć lat temu. Redukcje o podobnej skali widać w innych dużych sieciach handlowych np. Home Depot, która testuje obecnie ręczne skanery kodów kreskowych, którymi klienci posługiwać się mogą przy wyszukiwaniu towarów, bez potrzeby wzywania pracownika sklepu.

Komputeryzacji nie da się zatrzymać. Nie ma też co się na nią obrażać. Kiedyś masowa produkcja samochodów w USA spędzała sen z powiek dorożkarzom i właścicielom koni. Musieli oni jednak przed nią ustąpić i szukać możliwości gdzie indziej. Teraz samochody bez kierowców, nad którymi prace postępują w szybkim tempie, spędzają sen z powiek taksówkarzom. Problemem jest jednak fakt, że wśród polityków nie słyszymy w tej chwili poważnych dyskusji na ten temat. Nie ma, lub jest zdecydowanie za mało programów, czy w ogóle pomysłów na to, co zrobić z osobami tracącymi pracę. Jak je przeszkolić, jak przygotować do zmiany zajęcia.

Donald Trump w trakcie kampanii wyborczej, a także i teraz często powtarza jak bardzo ważne jest tworzenie miejsc pracy. Prezydent skupia się jednak głównie na pracownikach dużych zakładów przemysłowych. Fabrykach, kopalniach, montowniach samochodów itd. Tymczasem to właśnie handel zagrożony jest najbardziej i to właśnie tam pracuje najwięcej ludzi. Według statystyk prawie 16 mln osób w Stanach Zjednoczonych pracuje w handlu, który jako sektor wyprzedził pod tym względem przemysł 15 lat temu.

Charakterystyczne jest to, że poważne badania symulacyjne pokazujące, którzy pracownicy w poszczególnych sektorach amerykańskiej gospodarki zagrożeni będą w najbliższych latach utratą pracy, przeprowadził Oxford Martin School, instytut badawczy działający przy University of Oxford w Anglii. W USA mówi się o tym jakby mniej. Choć może to nie do końca prawda. Mówi się nawet sporo tylko czasami można odnieść wrażenie, że dyskutującym o tym politykom chodzi bardziej o zdobycie punktów wyborczych, a nie o rzeczywiste rozwiązanie problemu.

Tomasz Bagnowski