Widok z Marsylii na Morze Śródziemne zostaje w pamięci na całe życie. Nie do zapomnienia jest również widok tego miasta widziany od strony morza, zwłaszcza z pokładów statków. Zaraz po przyjeździe idę na place widokowe, które zapamiętałem z poprzedniego pobytu. Na jego zachodnią część patrzę ze stopni bazyliki Notre -Dame-de-la-Garde znajdującej się na szczycie najwyższego wzgórza, natomiast na wschodnią spoglądam z placu przed katedrą Notre-Dame-de-la-Major. Obie te części wznoszą się ostro pod górę wraz ze spiętrzającą się architekturą. W Vieux Port – rozległym basenie dla jachtów, łódek i żaglówek odbijają się malownicze budynki ciągnące się wzdłuż Quai du Port z jednej strony, a z drugiej reprezentacyjne budowle Quai de Rive Neuve. Z fortów St-Jean i St-Nicolas widać dobrze wyspę z więzieniem Chateau d’If, gdzie Edmond Dantes – bohater „Hrabiego Monte Christo”, powieści Aleksandra Dumasa, spędził pięć lat jako niewinna ofiara spisku. Do najsławniejszych więźniów należał pan de Niozelles, który dostał sześć lat za to, że nie zdjął kapelusza przed Ludwikiem XIV oraz Gustaw hrabia de Mirabeau, który trafił tu za długi. Za długi trafił za kratki także nasz Kazimierz Pułaski, który w Marsylii utrzymywał się z zapomóg i pożyczek. Było to w roku 1775. Na szczęście rodacy złożyli się na jego wykupienie.

$

Podczas pierwszej bytności Marsylia zdała mi się chaotyczną metropolią utrzymaną w dwóch kolorach – białym i perłowym, przełamywanych błękitem i granatem okiennic. Tym razem dostrzegam ze wzgórza, na którym stoi wspomniana bazylika Notre-Dame-de-la-Garde, że owszem, w panoramie przeważa biel i perłowość, ale jest to jednak miasto zdecydowanie kolorowe, acz nie pstrokate. Sama ta świątynia zwieńczona jest monstrualnym złotym posągiem Matki Boskiej z dzieciątkiem, strzegącej bezpieczeństwa rybaków i marynarzy. W przeszłości była punktem sygnałowym dla statków wpływających do Starego Portu.

$

Kiedy patrzę na tenże port przypomina się mi dramat Marcela Pagnola „Mariusz”. Jego bohaterem jest młody marsylczyk rozdarty między marzeniem o opłynięciu całego świata a gorącym uczuciem do dziewczyny, którą kocha z wzajemnością i z którą pragnie założyć rodzinę. Mam wyjątkowy sentyment do tej sztuki, bo odbija się w niej mój miłosny dramat z lat studenckiej młodości. Poza wszystkim jest to rzecz świetnie napisana ze znakomitymi rolami i z poetyckim klimatem portowej Marsylii, rozbudzającym najbardziej romantyczne ciągoty. Zapamiętane ze sceny nawoływania marynarzy i sygnały statków odpływających i przypływających słyszę do dziś. Rozziew między marzeniami a realiami jest tematem wiecznie aktualnym, podobnie jak los sprzyjający lub niesprzyjający samorealizacji.

$

Pisząc o Starym Porcie, trudno nie wspomnieć Józefa Teodora Konrada Korzeniowskiego, późniejszego pisarza Josepha Conrada, który jako siedemnastolatek zaciągnął się tu latem 1874 roku na francuski statek płynący m.in. na Martynikę. Kolejne pięć lat spędził właśnie w Marsylii i nie był to czas heroicznych wyczynów, przeciwnie, rzeczony los mu nie sprzyjał, czego o mały włos nie przypłacił samobójstwem. W końcu porzucił to miasto i odpłynął do Anglii, gdzie zatrudnił się jako zawodowy marynarz. Po latach napisał – „Czar Morza Śródziemnego żyje w rozkosznym wspomnieniach mojej młodości i do dziś to morze, którym tylko Rzymianie władali bezspornie, zachowało dla mnie romantyczny urok młodzieńczych przygód” („Zwierciadło morza”).

$

Skoro o Rzymianach mowa, trzeba w tym miejscu przypomnieć, że to nie oni założyli Marsylię tylko Grecy; stało się to około 600 roku p.n.e. Była pierwszym greckim miastem w Europie Zachodniej. Dzisiaj jest ona największym skupiskiem wyznawców islamu we Francji. Co trzeci mieszkaniec jest muzułmaninem. Ich ilość ciągle się zwiększa. Niektóre dzielnice mają już zdecydowanie arabski charakter. Ponoć bywają niebezpieczne i nie tylko one, zważywszy na działalność mafii, gangów narkotykowych i alfonsów, wśród których nie brakuje przestępców ze wszystkich ras.

$

Tutejsza Starówka niespecjalnie zachwyca. Niespecjalnie zachwyca też wiele innych fragmentów miasta, ale są ulice i bulwary wzbudzające podziw nie mniejszy od paryskich, począwszy od reprezentacyjnych La Canabiere. Niektóre dzielnice są mieszaniną nowoczesnej metropolii z małomiasteczkową zabudową. Sporo jest miłych oku apartamentowców, których mieszkańcy widzą z balkonów i tarasów południowe pasma Alp Prowansalskich z jednej strony, z drugiej zaś bezkres Morza Śródziemnego z jego wyspami i wysepkami. Na przedmieściach jest dużo urbanistycznego nieładu i – jak już prawie wszędzie – nowe centra handlowe z niklu i szkła. W pobliżu miasta jest wiele plaż a zatoki i zatoczki południowego brzegu tworzą przepiękne fiordy i fiordziki wyryte w wapiennym klifie. To słynne Calanques. Pierwszy raz widziałem je kilkanaście lat temu i zachwyciły mnie bezgranicznie, nie mówiąc już o pięknych ciałach, jakie się tam opalały. Czasem śni mi się, że pływam wśród nich w wodzie lazurowej, szmaragdowej, turkusowej lub zielonej. Bo takie jej kolory zapamiętałem wraz ze złotym kolorem piasku i białosrebrnym kolorem skał i skałek. Chciałbym tam wrócić. Sama Marsylia też mnie jeszcze pociąga, bo nie posiadłem jej jeszcze w stopniu satysfakcjonującym. Na pocieszenie nucę sobie „Marsyliankę”. Wprawdzie niewesoła to pieśń, ale jakże piękna. I jakże energetyzująca.

$

Wspomniani Rzymianie nie założyli Marsylii, ale w jej podbliżu zostawili po sobie sporo wspaniałych pamiątek. Jedną z nich jest monumentalny akwedukt Pont du Gard. Powiem od razu – jest to jedna z najbardziej zachwycających budowli tego typu, jakie widziałem. Wiem, nie jestem obiektywny, bo mam wielce nabożny stosunek do antycznej Grecji i Rzymu, ale zapewniam, że obiekt ten trzeba zobaczyć. Jest to bardzo dobrze zachowany fragment akweduktu powstałego w latach 26 – 16 p.n.e., ciągnącego się przed wiekami przez 50 kilometrów w dolinie rzeki Gard, po wschodniej stronie Masywu Centralnego. Zbudowany został z bloków kamiennych niezlepionych zaprawą i składał się z szeregu tuneli i mostów. Odcinek Pont du Gard stanowią trzypoziomowe arkady, których wysokość sięga 49 metrów wysokości. Całkowita ich długość wynosi 270 metrów a szerokość 6,4 metra. Akwedukt ten dostarczał około 20 tysięcy metrów3 wody dziennie do domów, term i fontann. Rzecz nie do uwierzenia a jednak to prawda. Aż dziw bierze, że bloki kamienne zostały wniesione tak wysoko i że tak świetnie się trzymają bez żadnego lepiszcza. Miary wrażeń dopełnia uroda owej wijącej się, błękitnej rzeki Gard z kąpiacymi się niej ludźmi i pływającymi po niej kajakami i żagłówkami. Starożytność splata się tu z radosną formą dzisiejszości. Przysiadam w cieniu starych oliwek o kształtach wyrzeźbionych i posplatanych przez naturę i patrzę, patrzę, patrzę. Chciałbym tu zostać na dłużej i zanurzyć się głębiej w to cudowne piękno, które mnie otacza. Los mnie jednak wzywa już do Polski.

Andrzej Józef Dąbrowski