Bywa, że spotykasz ludzi, którzy tak cenią sobie własną duchową „elastyczność”, że ich sumienie przypomina dzisiaj pas startowy.

Dla nich wszystko jest dozwolone.

To ich „dobro” jest najważniejsze, nie Twoje.

To ich „obraz” Boga jest najwłaściwszy bo ich Bóg do niczego się nie wtrąca.

A Ty tymczasem w zagubieniu zadajesz sobie pytanie dlaczego jesteś wierzącym człowiekiem? Bo zachwyciłeś/zachwyciłaś się Ewangelią i Jezusem? A może ktoś podał Ci rękę jak było Ci trudno…?

Każdy ma inne powody dla których wierzy w Boga. Adam Mickiewicz napisał kiedyś „z Tobą ja gadam co królujesz w niebie a razem gościsz w domku mego ducha.” Nie ma znaczenia czy jesteś wielkim poetą, krawcową, masz firmę, pracujesz w banku, opiekujesz się starszą osobą, bądź też sprzątasz u kogoś.

Nie ma znaczenia co robisz ale kim jesteś…

Jest taki moment w życiu, że szukasz spotkania z Bogiem, żeby być pewnym, że dobrze wierzysz. Bo w wierze o Ciebie chodzi a nie o to czym się zajmujesz na co dzień.

Nie da się być człowiekiem na każdy sezon bo to oznacza, że stoisz w miejscu. Zanudzisz się sobą samym. Dobry Bóg obdarował Cię wolną wolą. Możesz wybrać. Stać w miejscu, narzekać i innych toksycznie trzymać przy sobie w lenistwie, albo iść dalej, choćby duchowo samemu, ale przynajmniej idziesz dalej…

Żeby zagrać o lepsze duchowe życie musisz mieć piłkę w ręce a nie siano w głowie. Nie bój się ryzyka! Nie narzekaj. W Ewangelii ludzie idą za Chrystusem bo On nie serwuje mrzonek, ale daje uskrzydlającą nadzieję. Prowokuje do myślenia pokazując Ci, że wiara to nie sezonowa przygoda, ale codzienność, której się uczysz z błędami i bez. Zatem jak to jest dziś z nami? Czy jesteśmy chrześcijanami bez skrzydeł? A może po prostu nie umiemy latać…

Trzymaj się dzielnie kimkolwiek jesteś drogi czytelniku!

Ojciec Paweł Bielecki