Historyk sztuki, Erich Gombrich, przypuszcza, że na „Biczowaniu” Piero della Francesci brodaty mężczyzna (z lewej) to Judasz zwracający pieniądze przedstawicielom Sanhedrynu, choć na obrazie nie ma śladu srebrników. G. W. Waters sądzi w biografii malarza, że po lewej stronie mamy przedstawienie perskiego ambasadora (po co?), który na pewno odwiedził Urbino w 1474 r., a prawdopodobnie wielokrotnie bywał i wcześniej. Historyk sztuki, Erich Gombrich, przypuszcza, że na „Biczowaniu” Piero della Francesci brodaty mężczyzna (z lewej) to Judasz zwracający pieniądze przedstawicielom Sanhedrynu, choć na obrazie nie ma śladu srebrników. G. W. Waters sądzi w biografii malarza, że po lewej stronie mamy przedstawienie perskiego ambasadora (po co?), który na pewno odwiedził Urbino w 1474 r., a prawdopodobnie wielokrotnie bywał i wcześniej.

Interpretacja ta nie odpowiada na wiele pytań, choćby: dlaczego jedna z postaci jest boso i nosi tunikę, a dlaczego dwaj inni są współcześnie ubrani, dlaczego każda osoba jest tak wybitnie odmienna?Wielu historyków sztuki uważa postać z lewej za przedstawienie Żyda. W związku z tym interesującą, oryginalną interpretację zaproponował Joseph Hoffman. Analiza stroju, wyglądu postaci z lewej i z prawej, prowadzi do wniosku, iż na przednim planie „Biczowania” mamy do czynienia z przedstawieniem Żyda i chrześcijańskiego duchownego. Co ci ludzie tu robią? W tym ujęciu nie jest to więc portret, ale ilustracja typowych postaci z tamtejszych opowieści: z jednej strony Żyd, a drugiej – chrześcijański duchowny. Hoffman dowodzi, że obie postaci zdają się pogrążone być w jakiejś dyskusji. O czym rozmawiają? Oczywiście, przedmiotem wymiany zdań musi być biczowanie. Dla Żyda jako reprezentującego tu całą społeczność, wydarzenie ma oczywiście istotne znaczenie: to w tym momencie, według chrześcijańskiej interpretacji, Żydzi wyparli się Jezusa, zaprzeczyli, jakoby był on mesjaszem, wydali go na sąd Piłata. Od tego czasu przylgnęła do całego narodu etykietka zabójców Jezusa.Obecność chrześcijańskiego duchownego z drugiej strony sugeruje, według tej interpretacji, iż mamy do czynienia z debatą między przedstawicielami religii Starego i Nowego Testamentu i sporem o istotę jednego i drugiego wyznania.Tego rodzaju debaty, zwane dysputami, były częstym widowiskiem w chrześcijańskiej Europie. Ale cóż to były za dyskusje? W spopularyzowanej wersji „dla ludu” chodziło w nich jedynie o wykazanie wyższości katolicyzmu i o pognębienie Żydów. Nie o rzetelny spór szło, nie o wymianę argumentów, ale o formę zelżenia Żydów, wykazanie im, że są niegodni miejsca w chrześcijańskim społeczeństwie.

W sławnej auli, w Toledo, Uroczyście brzmią fanfary. Na duchowny turniej spiesząRóżnobarwne ludu tłumy.

Od tych słów wieki później Henirich Heine rozpoczyna zabawny (choć mocno przydługi, a więc ostatecznie nużący) poemat „Dysputa”. Tu w tłumaczeniu Marii Konopnickiej, w stosownie ironicznym dystansie poeta przedstawia absurd takiego dwuboju:Wracając do koncepcji Hoffmana. Na przednim planie „Biczowania” mamy właśnie wizerunek tego rodzaju dysputy. Młodzieniec pośrodku jest arbitrem w sporze, wybitnie obojętny, zgoła znudzony jak widzowie igrzyska w poemacie Heinego.Kim są postaci? Zdaniem uczonego, Piero zobrazował rzeczywiste wydarzenie, kiedy w Rzymie w 1450 roku doszło do dysputy między rabinem Gamaleilem ben Shlomo, a słynnym harcownikiem chrześcijańskiej sprawy, Janem Kapistranem.Sytuacja na pierwszym planie „Biczowania” stanowi artystyczne przetworzenie rzeczywistego wydarzenia, jakie miało miejsce w Rzymie w 1450 r. Doszło wtedy do głośnej (a dokładnie: nagłośnionej) dysputy między wspomnianymi osobami – rabinem. Gamalielem ben Shlomo, a Janem Kapistranem (Giovanni da Capistrano). O tym pierwszym niewiele wiadomo, drugi – franciszkanin, żarliwy obrońca chrześcijaństwa, a jednocześnie zajadły antysemita, specjalizował się w takich pokazowych potyczkach ideologicznych. Rzymską konfrontację z adwersarzem (ustawionym?) zwyciężył podobno w sposób tak spektakularny, że ów rabin i 50 jego towarzyszy skwapliwie nawróciło się na wiarę chrześcijańską.Po rzymskim sukcesie Jan Kapistran ruszył na północ. Wygłaszał kazania, mobilizował tłumy, nawracał niewiernych, przekonywał wątpiących. Odwiedził też San Sepolcro, rodzinne miasteczko Piera; przebywał w Urbino. Artysta nie mógł nie słyszeć o nim, ani o jego działalności. Być może był obecny na jego płomiennych kazaniach, może zetknął się z nim osobiście. „Biczowanie”, obraz, którego datę powstania należy przy tej interpretacji przesunąć na wczesne lata pięćdziesiąte XV wieku, ukształtowane zostało na wzór takiej dysputy. „Standardowy” rabin i „standardowy” kaznodzieja spierają się na temat męki Jezusa i roli Żydów w tym wydarzeniu.Wkrótce Kapistran znalazł się w Europie Środkowej. Jego wrocławskie kazania w dużej mierze skierowane były przeciwko Żydom i judaizmowi. W czerwcu 1453 r. grupę miejscowych Żydów oskarżono o kradzież i profanację świętości. Aresztowano ich i postawiono przed trybunałem, na czele którego stanął sam Kapistran. Trybunał skazał 14 Żydów na śmierć przez ćwiartowanie, kolejnych 27 spalono na stosie. Około 20 osób ochrzczono pod przymusem. Następnie Jan Kapistran nakazał wygnać pozostałych we Wrocławiu Żydów, a dzieci do lat siedmiu kazał ochrzcić i oddać pod opiekę chrześcijańskim rodzinom.Pisze na ten temat Norman Davies i Roger Moorhouse w historii Wrocławia pt. „Microcosm”, Jonathan Cape, London 2002, s. 127-8. m

Czesław Karkowski