Interpretacja „Biczowania” Piero della Franceski jako „dysputy”, jest tak samo dobra, jak i inne. Prawdopodobna – nie sposób jej obalić, ale też nie można wykazać jej trafności. Wprawdzie ów duchowny chrześcijański na obrazie nie przypomina wyglądem Kapistrana (według ówczesnych zapisków, był ów zakonnik łysy, niskiego wzrostu i „suchego ciała”; miał długą brodę oraz ręce sięgające kolan), jednak dzieło Piera nie jest ilustracją rzymskiej debaty, ale modelowym wizerunkiem takiej dysputy.

W 1453 r. Kapistran dotarł do Krakowa. Spędził tu osiem miesięcy. Głosił kazania po łacinie stojąc na beczce. Jego słowa bezpośrednio tłumaczono tłumowi na polski.
Po upadku Konstantynopola, gdy Mehmed II zagrażał Wiedniowi i Rzymowi, papież Kalikst III powierzył Kapistranowi zorganizowanie kolejnej krucjaty. Franciszkanin wyruszył więc do Niemiec, aby namawiać, przekonywać do rozprawy przeciwko Turkom. Daremnie. Możnowładcy nie chcieli nawet słyszeć o takim przedsięwzięciu, ale na jego wezwanie ruszyli na Węgry ubożsi rycerze, mieszczanie i chłopi. Armia chrześcijańska pod dowództwem Jana Hunyadi rozbiła wojska muzułmańskie oblegające Belgrad. Mnich także znalazł się na polu walki. Krążył, zagrzewał do wysiłku, podtrzymywał, gdy trzeba, słabnącego ducha krzyżowców. Batalia skończyła się zupełną klęską oddziałów tureckich.
Jan Kapistran zmarł w 1456r. jako jedna z ofiar zarazy panującej w wojskach Hunyiadego.
Spośród wpływowych interpretacji „Biczowania” nie sposób nie wymienić propozycji znanej uczonej w Yale, która całą książkę poświęciła temu obrazowi i jego zawiłościom. Jej wniosek: na przednim planie Piero przedstawił Ludovico Gonzagę i Ottaviano Ubaldini della Cardę. Pośrodku zaś stoi młodzian reprezentujący dwie postaci – zmarłego syna Ottaviano, po którego stracie mąż ów nie mógł dojść do siebie oraz przybranego syna Ludovica, którego powaliła tajemnicza choroba, zdeformowała, oszpeciła ciało, sparaliżowała.
Ludovico Gonzaga, książę Mantui, kondotier, humanista i mecenas artystów, wziął pod opiekę wdowę swego brata z dziećmi. Wśród nich był chłopiec imieniem Vangelista, podobno niezwykłej urody i wielu talentów, zwłaszcza wojskowych. Szybko stał się ulubionym dzieckiem księcia Mantui, niestety los pokrzyżował nadzieje z nim wiązane.
Natomiast Ottaviano wysłał swego jedynego syna, Bernardino, na studia i naukę politycznego życia na dwór króla Neapolu. Przybył do miasta, by stwierdzić, iż szaleje w nim dżuma. W panice zawrócił do domu, po drodze jednak okazało się, iż jest zainfekowany. Zmarł kilka kilometrów przed Urbino, swym rodzinnym miastem.
Ponieważ choroba i zgon nastąpiły w krótkim odstępie czasu, przeto obaj przyjaciele reprezentują na obrazie żałobę po stracie „wyidealizowanego” syna. Męka Jezusa (w głębi) symbolizować ma w dziele cierpienie obu ojców, porównywalne do cierpienia Chrystusa. Żałoba połączyła obu po stracie synów, stąd „zeszli się razem” – według słów z Dziejów Apostolskich.
Niewykluczone, iż to właśnie Ottaviano zamówił ów obraz u della Franceski i miał go na własność w swojej kaplicy książęcego pałacu. Tłumaczyłoby to obecność „Biczowania” po wiekach w katedrze w Urbino.
Na czym uczona owa opiera swoje domysły? Jednym z ważnych argumentów jest niezwykłe podobieństwo postaci z prawej na obrazie della Franceski do twarzy (z profilu) oglądanej na brązowym popiersiu przedstawiającym Ludovico Gonzagę. Dzieło przypisywane wielkiemu rzeźbiarzowi, Donatello, zapewne oddaje wiernie rysy modela.
Na medalu z 1493 r. mamy profil Ottaviano, już w późnym wieku (zmarł w 1498 r. mając 75 lat). Można doszukiwać się podobieństwa do postaci z lewej, ale trzeba dużo dobrej woli, by uwierzyć, iż to jedna i ta sama osoba.

Czesław Karkowski