Jezus podążył w okolice Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych stron, wołała: „Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko nękana przez złego ducha”. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem. A ona przyszła, padła Mu do nóg i prosiła: „Panie, dopomóż mi”. On jednak odparł: „Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom”. A ona odrzekła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu ich panów”. Wtedy Jezus jej odpowiedział: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz!” Od tej chwili jej córka była zdrowa. Mt 15, 21-22, 25-28

John Beeching na łamach pisma Maryknoll opisuje historię, która miała miejsce w niewielkiej tajlandzkiej wiosce. Otóż kobieta imieniem Malai, buddyjskiego wyznania pod wpływem męża chrześcijanina przeszła na jego wyznanie. Zbyt skrupulatny misjonarz powiedział jej, że nie powinna pokazywać się w świątyni buddyjskiej, ponieważ mogłoby to wyglądać, że jej nawrócenie nie jest autentyczne i szczere, że tylko udaje chrześcijankę. Matka Malai pozostała praktykującą buddystką, która często chodziła na modlitwy do świątyni. Zniedołężniałą matkę Malai przyprowadzała do bram świątyni, ale wierna zaleceniu misjonarza nie wchodziła do niej, tylko prosiła obcych ludzi, aby zabrali matkę do wnętrza i pomogli jej zapalić kadzidełka i oddać cześć bogom tej świątyni. Nie było z tym problemu, poproszeni chętnie służyli pomocą, ponieważ w społeczeństwie tajskim, dbanie o starsze osoby jest świętym obowiązkiem. Nie było to jednak łatwe dla Malai. Serce jej pękało, że nie może osobiście pomóc matce, ale musi polegać na dobroci obcych. Pozostała jednak wierna wskazaniom misjonarza. Pewnego dnia matka Malai zasłabła w świątyni, tak że wyniesiono ją stamtąd na rękach. Gdy córka to zobaczyła zaczęła płakać. Zauważyła to mniszka buddyjska, która zamiatała plac świątynny. Przerwała pracę dotknęła lekko ramienia Malai, pytając co się stało. Malai wyjaśniła, że jako chrześcijanka nie może wejść do świątyni, aby pomóc  zniedołężniałej matce. Zakonnica zamyśliła się, po czym powiedziała: „Ci, którzy rozpoznają Świętego i przychodzą, aby oddać Mu cześć, nigdy nie są wśród obcych, niezależnie od ich religii. Święty obdarza ich współczującą miłością i tak stają się jedną rodziną. Nie pozwól, aby twoje serce targał żal i ból. Przez ciebie ktoś otrzymał łaskę okazania współczucia twojej matce. Czy nie jest to piękne?”

Przytoczyłem tę historię, aby przez jej pryzmat spojrzeć na Ewangelię z dzisiejszej niedzieli, która przedstawia niezwykły dialog Jezusa z kobietą kananejską. Woła ona do Jezusa: „Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko nękana przez złego ducha”. Kim byli Kananejczycy? Zamieszkiwali ziemie dzisiejszego terytorium Izraela i Libanu. Byli najbardziej pogardzanymi wrogami Izraela. Gardzono nimi z powodu ich religii i odrażającego sposobu życia, szczególnie w sferze seksualnej. Prawdopodobnie dlatego prośba kobiety kananejskiej z dzisiejszej Ewangelii, skierowana do Jezusa pozostała początkowo bez odpowiedzi. Jednak ogromna wiara kobiety zwróciła uwagę Jezusa. Wprawdzie Jezus porównał pogan do szczeniąt pod stołem, to jednak, gdy uwzględnimy pewne niuanse językowe oryginału, to zauważymy, że ta forma odpowiedzi nie jest obelżywa, jak mogłoby się nam wydawać w pierwszej chwili. W języku greckim istnieją dwa określenia psa. Pierwsze z nich określa psy błąkające się po ulicach. Te psy były w pogardzie. Żydzi używali tego pojęcia na określenie pogan. Dla Greków słowo to oznaczało także bezwstydną i rozpustną kobietę. Jezus użył jednak drugiego określenia, które oznacza dosłownie „małego psa”, „szczenię”. Ten piesek często przebywał w domu i cieszył się sympatią domowników. Dla Żydów pomysł trzymania psa w domu był nie do przyjęcia. Jezus użył tej przenośni, aby ukazać jak mylne jest przekonanie, że Bóg działa tylko w Narodzie Wybranym. Nie przynależność do jakiejś nacji, grupy, ale wiara w Chrystusa, otwiera dla nas źródło łaski bożej. Spotkanie Malai z zakonnicą buddyjską ma wiele wspólnego z dialogiem kobiety kananejskiej i Jezusa. W naszym wspólnym poszukiwaniu Boga, w naszym codziennym życiu różnego rodzaju etykiety i stereotypy dzielą ludzi na różnego rodzaju grupy, klasy. Autentyczne i szczere poszukiwanie sensu i celu życia, co buddyjska zakonnica nazywa „Świętym” przemienia obcych i wrogich sobie ludzi w życzliwą sobie społeczność, wręcz w rodzinę. To mądrość mniszki buddyjskiej pozwoliła Malai odkryć wartości, które łączą ludzi mimo różnic wyznaniowych, dostrzec to co może nas łączyć i umacniać na drodze naszego szukania i odkrywania Boga. Na płaszczyźnie miłości i troski o bliźniego Malai odkryła coś wspólnego z zakonnicą buddyjską, co daje poczucie radosnej solidarności ze wszystkimi, którzy własnymi drogami zdążają do Boga; Malai drogą Chrystusa, a zakonnica drogą Buddy. To nie znaczy, że zrównuje ze sobą te drogi. Tak jak dla wielu z was, moją drogą jest Chrystus, który jest pełnią miłości i powinniśmy tak żyć, aby jak najwięcej ludzi zaprosić na tę drogę. Jezus ukazuje współczucie kobiecie kananejskiej i uzdrowia jej córkę, przez co rozbija mury dzielące Żydów od pogan.

Spotkanie Jezusa z kobietą kananejską jest wezwaniem dla każdego chrześcijanina, dla każdego z nas, abyśmy wykraczali poza etykiety i stereotypy, abyśmy zrozumieli, że każdy z nas jest dzieckiem bożym, jesteśmy braćmi i siostrami. W Jezusie spełnia się zapowiedź proroka Izajasza z pierwszego czytania, tylko na innych zasadach: „Cudzoziemców zaś, którzy się przyłączyli do Pana, ażeby Mu służyć i aby miłować imię Pana i zostać Jego sługami – wszystkich zachowujących szabat bez pogwałcenia go i trzymających się mocno mojego przymierza, przyprowadzę na moją świętą górę i rozweselę w moim domu modlitwy. Całopalenia ich oraz ofiary będą przyjęte na moim ołtarzu, bo dom mój będzie nazwany domem modlitwy dla wszystkich narodów”. Dla nas szabatem jest niedziela, zamiast krwawej ofiary ze zwierząt składamy bezkrwawą ofiarę Chrystusa, która jest znakiem i uobecnieniem największej miłości, miłości Boga, który oddaje swoje życie na krzyżu. W tej ofierze Chrystus nie wyklucza nikogo. Modli się nawet za swoich oprawców. Ktoś powiedział, że gdyby nie było znaku bożej miłości objawionego na Golgocie, to trzeba byłoby go wymyśleć. My go nie musimy wymyślać, bo go mamy. On do nas przemawia, skałą Golgoty, pustym grobem w ogrodzie jerozolimskim, przemawia historią kobiety kananejskiej. Chrystus przemawia do każdego z nas. Usłyszymy ten głos wtedy, gdy nasza wiara będzie jak wiara kobiety kananejskiej.

Ks. Ryszard Koper