„Ona miała w sobie coś takiego, że ludzie ją kochali. To taka Julia Roberts. Gdyby urodziła się w Ameryce, byłaby światową gwiazdą” – mówiono o Annie Przybylskiej, aktorce, która po dwuletniej walce z rakiem trzustki zmarła mając zaledwie 35 lat. Film biograficzny planowano od bardzo dawna. Radosław Piwowarski wpadł na pomysł jego nakręcenia już na pogrzebie Przybylskiej. „Raptem miasto całe na biało, ludzie stoją i płaczą” – wspomina. „Policja zatrzymuje ruch, wojsko salutuje. Nigdy tak na nią nie patrzyłem, a wtedy dotarło do mnie, że na naszych oczach narodził się mit, bo młodo umarła”- stwierdził. Scenariusz do „Gwiazdy” (roboczy tytuł filmu) podobno jest gotowy, ale – jak twierdzą tabloidy – nie został dobrze przyjęty przez rodzinę. „Zrozumiałem, że – i znowu nie wiem kto, producenci?- chcą, bym zrobił film o „Annie Boskiej”, która nie klnie, nie jada kaszanki, nie dostanie ode mnie bułki w nagrodę za dobrze zagraną scenę”- opowiada reżyser. „Kiedy rano na plan przywożono kanapki, odkładałem dla Ani i dla siebie te najlepsze – z serem i wędliną, żeby ich inni nie podprowadzili. A jak kończyliśmy pracę mówiłem: „No to masz bułeczkę”. A teraz ktoś powiedział, że przecież Przybylska nie pracowała w filmie za bułki. Wymyśliłabyś coś takiego?”- stawia pytanie dziennikarce w ostatnim wywiadzie. Piwowarski wyznaje również, że chciałby zaprosić na zdjęcia próbne Jarka Bieniuka, męża Ani. Niestety – piłkarz nie jest zainteresowany występowaniem przed kamerą. „Absolutnie nie widzę siebie w roli aktora” – zapewnia. „Nie pojawię się ani w roli głównej, ani w żadnej innej. Plany wciąż są na etapie dyskusji. Rozmawiam z reżyserem, nanoszę poprawki i swoje sugestie. Wraz z całą rodziną myślimy o tym projekcie bardzo intensywnie. Zobaczymy, jak to wyjdzie”- dodaje. „Dajcie spokój. Kobieta jak każda inna, matka jakich miliony i aktorka jakich wiele. O czym będzie ten film?”- zapytał ktoś na internetowym forum. „Lubiłem Anię Przybylską, ale czy naprawdę zasługuje na specjalne miejsce w historii polskiego kina?”- pyta inna osoba. Radosław Piwowarski uważa, że tak. „Była prawdziwą kosmitką, wielkie oczy, ostrzyżone włosy, głos z chrypką jak u Himilsbacha. Dokoła przepiękne dziewczyny, a tu takie coś z niezwykłymi oczami”- wspomina. „Byłem jej akuszerem od narodzin aż do śmierci, przez tych 20 lat ciągle gdzieś jej towarzyszyłem. Była superczłowiekiem, było w niej tyle radości, energii. Niekonfliktowa. Z ułożonym życiem osobistym. Nie miała żadnych przejść typu gwałt przez pedofila, matka alkoholiczka, ponura przeszłość. Dziś bohaterzy filmowi tacy powinni być. Anka to ich absolutne przeciwieństwo – promyk światła, który spadł z kosmosu”- mówi reżyser. I dodaje: „Ja chcę zrobić prawdziwy film o niej, a nie wymyśloną love story z rakiem w tle. Ktoś mi cynicznie doradzał, że ludzie pójdą do kina zobaczyć, jak ona umiera, bo śmierć jest chwytliwa. Nie chcę, żeby to było w filmie. Nie chcę żeby to był film o chorobie i śmierci, tylko o życiu i szczęściu”- podsumowuje Piwowarski. Reżysera czeka naprawdę trudne zadanie. Opowiedzieć historię, w której nic się nie wydarza, i której koniec wszyscy doskonale znają. To potrafią jedynie najwięksi.

*

Mówią, że ma talent na miarę Janis Joplin, jednak występ na żywo podczas „Saturday Night Live” w 2012 roku, pokazał, że głos którym zachwyciła się Ameryka był (na płytach) przerabiany komputerowo. Zresztą niefortunne nagranie Lany Del Rey zniknęło z internetu krótko po wielkiej wpadce i młoda gwiazdka może nadal udawać, że umie śpiewać. Przeciwnicy „artystki” uważają, że jest sztucznie wykreowanym produktem. „Nie ma w tobie nic prawdziwego”- piszą. „Jesteś jedną wielką podróbką”- grzmią. I wytykają usta powiększone botoksem (Lana twierdzi, że nigdy nie poddawała się zabiegom chirurgicznym i ma naturalnie wydatne wargi, jednak na okładce płyty „Sirens”, którą wydała jako May Jailer jej twarz wygląda całkiem inaczej), pretensjonalny pseudonim (imieniem „Lana” wokalistka składa hołd Lanie Turner – aktorce złotej ery Hollywood, a „Del Rey” to model Forda z lat 80.), przyjmowanie póz lolitki (powieść Nabokova to podobno ukochana książka piosenkarki, a jego nazwisko ma wytatuowane obok wielkiego amerykańskiego poety Whitmana) i przede wszystkim udawanie hippiski, choć bliżej byłoby jej do kapryśnej księżniczki (Lana pochodzi z bogatej rodziny. Jej ojciec zarobił miliony na sprzedaży domen internetowych i to on jako pierwszy miał zainwestować w talent swojej córki). Sześć lat temu na YouTube trafił teledysk do największego przeboju dziewczyny „Video Games”, o którym mówiono, że został nakręcony telefonem przez „nieznaną nikomu dziewczynę”, jednak krytycy od początku podejrzewali, że Lana jest perfekcyjnym produktem, a nie samorodnym talentem. Ale kto by się przejmował? Skoro jedna piosenka została odtworzona już ponad 169 miliony razy. Co bardzo łatwo przeliczyć na całkiem realne pieniądze.

Weronika Kwiatkowska