Jezus zapytał ich: „A wy za kogo Mnie uważacie?” Odpowiedział Szymon Piotr: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”. Na to Jezus mu rzekł: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr, czyli Opoka, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie”.
Mt 16, 15-19

Zapewne wielu z nas pamięta przebój Piotra Szczepanika „Kochać”. Są tam słowa: „Kochać – jak to łatwo powiedzieć / Kochać – to nie pytać o nic / Bo miłość jest niewiadomą, / Lecz chcę wiedzieć czy wiary starczy mi”. Jak to łatwo wyznawać miłość na nocnej plaży w blasku księżyca, jak to łatwo wyznawać miłość w takt melodii Mendelsona w pięknie udekorowanym kościele. Jak łatwo wyznawać miłość podczas miodowego miesiąca pośród oszałamiającego piękna hawajskiej przyrody. Jak to łatwo… Św. Jan Paweł II w wierszu „Dzieci” pisze: „Dorastają znienacka przez miłość, i potem tak nagle dorośli / Trzymając się za ręce wędrują w wielkim tłumie / – (serca schwytane jak ptaki, profile wzrastają w półmrok). / Wiem, że w ich sercach bije tętno całej ludzkości. / Trzymając się za ręce usiedli cicho nad brzegiem. /Pień drzewa i ziemia w księżycu: niedoszeptany tli trójkąt. / Mgły nie dźwignęły się jeszcze. Serca dzieci wyrastają nad rzekę. / Czy zawsze tak będzie – pytam – gdy wstaną stąd i pójdą? / Albo też jeszcze inaczej: kielich światła nachylony wśród roślin / Odsłania w każdej z nich jakieś przedtem nieznane dno, / Tego, co w was się zaczęło, czy potraficie nie popsuć, / Czy będziecie zawsze oddzielać dobro od zła?”

Łatwo powiedzieć „kocham”, a później wszystko popsuć. Doświadczyła tego Ela. Było piękne wyznanie miłości przy ołtarzu i zapewnienie, że będą razem przez całe życie, na dobre i na złe. Po latach okazało się, że były to puste słowa. Na stronie internetowej mojemalzenstwo. pl/ napisała: „Diagnoza postawiona przez lekarzy była straszna: bardzo mocno rozwinięty nowotwór, natychmiastowa operacja. Kiedy się przebudziłam usłyszałam, jak lekarz powiedział do innego lekarza: czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Potem było wszystko: chemia, naświetlania, załamanie się, bunt, obraza na Boga. I ciągle ten straszy ból, szczególnie po naświetleniach. Określam go w ten sposób: jeż w moim brzuchu napręża swoje kolce. Strasznie boli, trudno wytrzymać. Trwa to już 12 lat. Nie powinnam już żyć. Dziś wiem, po co żyję. Mąż odszedł ode mnie po czternastu latach małżeństwa. Pracował w milicji. W czasie ciąży zachorowałam na chorobę, z której zdiagnozowaniem lekarze mieli duże problemy. W szpitalu przeleżałam trzy miesiące. I właśnie wtedy pojawiła się tamta kobieta. Zostałam z synkiem. On założył nową rodzinę, miał jeszcze z nią dwoje dzieci. Jednak nie było mu dane nacieszyć się życiem. Zaraz po przejściu na emeryturę przeżył rozległy zawał, potem drugi, po którym zszedł z tego świata. Kiedy nas zostawił czułam, że cały mój świat zawalił się. Bardzo go kochałam. Przez jakiś okres walczyły we mnie dwa skrajne uczucia: kochałam go i nienawidziłam. W międzyczasie zmarli też moi rodzice. Nie było łatwo”.

Trudno zachować miłości, gdy za jej wyznaniami nie ma konkretnych działań, które by ją potwierdzały. Parafrazując słowa piosenki możemy powiedzieć: „Wierzyć – jak to łatwo powiedzieć”. Tak łatwo jest powiedzieć, że wierzę w Boga, że jestem wierzącym, ale o wiele trudniej praktykować tę wiarę w naszym codziennym życiu. Święty Jakub apostoł pisze: „Wiara bez uczynków jest martwa. Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków?” Martwa wiara nic nie wnosi w nasze życie, jest zbędnym balastem, który wcześniej czy później człowiek odrzuci, rozmijając się tym samym ze zbawiającą łaską Boga. W dzisiejszej Ewangelii Chrystus zadaje pytanie swoim uczniom: „A wy za kogo Mnie uważacie?” Szymon Piotr wyznał: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”. Wyznał swoją wiarę w Jezusa Chrystusa, a On powierzył mu najwyższą godność w swoim kościele: „Ty jesteś Piotr, czyli Opoka, i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie”. To wyznanie wiary będzie miało głębokie konsekwencje w życiu św. Piotra. Zanim Chrystus włoży na jego głowę koronę świętości, codziennie będzie on świadczył o Chrystusie, aby na koniec przypieczętować swoją wiarę męczeńską śmiercią. Według świadectwa Orygenesa, św. Piotr został ukrzyżowany głową w dół na własną prośbę, gdyż czuł się niegodnym umierać na krzyżu jak Chrystus.

Piękny przykład wytrwania w wierze i miłości małżeńskiej zostawił Helmut von Moltke. Podobnie jak św. Piotr wyznał swoją wiarę w Chrystusa, tylko innymi słowami. Temu wyznaniu pozostał wierny do ostatnich godzin swojego życia. Helmut von Moltke był świetnym prawnikiem i głęboko wierzącym chrześcijaninem. Po dojściu Hitlera do władzy uświadomił sobie, że będzie to miało katastrofalne skutki dla Niemiec i świata. W 1935 r., po ukończeniu studiów prawniczych, odmówił złożenia wniosku, aby zostać sędzią, ponieważ musiałby zapisać się do partii nazistowskiej. Zamiast tego założył własną firmę adwokacką w Berlinie, która pomagała Żydom i innym prześladowanym ludziom wyemigrować z Niemiec. Po wybuchu wojny 1939 r. von Moltke został wcielony do służby wywiadowczej w Abwehrze jako ekspert krajowy w prawie międzynarodowym. Wiele podróżował i widział zbrodnie hitlerowskie i przeciw temu protestował. Odmówił jednak udziału w nieudanym zamachu na Hitlera w 1944 roku. Skupił się na sposobach osłabiania nazistowskich aparatów od wewnątrz. Jako radca prawny Abwehry był w stanie ostrzegać wrogów nazizmu przed grożącym im niebezpieczeństwem. Po nieudanym zamachu na Hitlera w roku 1944 został aresztowany i skazany na karę śmierci. W liście pożegnalnym do żony, Freyi napisał: „Twój mąż stoi przed sędzią jako chrześcijanin.

Wszystko, co było ukryte teraz nabrało sensu z perspektywy czasu… odmowa wywieszania flag nazistowskich, czy przynależności do partii. To wszystko jest zrozumiale i ma sens. Chrystus uwolnił mnie od wszelkich trosk i obdarzył głębokim pokojem. Wykonałem swoje zadanie, jakie Bóg postawił przede mną”.

Miłość małżeńska Helmuta i Freyi była tak piękna, na mocny fundamencie wiary w Jezusa Chrystusa. Ukazuję to listy, a było ich ponad 600 jakie pisali do siebie w okresie uwięzienia Helmuta. Po latach Freya wyznała, że te listy były dla niej umocnieniem na całe życie. W jednym z tych listów, z racji rocznicy ślubu pisała: „Mój drogi, gdy kobieta jest tak splątana miłością do swojego męża jak ja, to wtedy zostanie kobietą zawsze szczęśliwą, jakakolwiek by była jej droga”. Na kilka dni przed egzekucją Helmut napisał do żony: „Jesteś moim 13. rozdziałem Pierwszego Listu do Koryntian (Hymn o miłości). Bez tego rozdziału żaden człowiek nie może być człowiekiem. Jesteśmy, o czym już pisałem symbolicznie przed paroma dniami, wcieleniem myśli o Stworzeniu. To prawda, całkowita prawda. Dlatego też, Moje Serce, jestem pewien, że nigdy nie zagubisz mnie na tej ziemi”. 23 stycznia 1945 r. po południu Freya w liście pyta go: „Mam przywieźć synków?” Ten list już nie dotarł do adresata. 23 stycznia hrabia został powieszony, ciało spalono i prochy rozsypano w niewiadomym miejscu.

Ks. Ryszard Koper