W przeddzień 37. rocznicy Porozumień Sierpniowych warto przypomnieć „Etykę Solidarności” księdza profesora Józefa Tischnera. Jakże potrzebna to książka! Idę o zakład, że nie znajdzie się na liście lektur obowiązkowych w nowym systemie polskiego szkolnictwa. Nie mam też złudzeń, że pojawi się na niej „Myślenie według wartości”, równie cenne dzieło tego wspaniałego filozofa. Nie znajdzie się na niej także powieść „Podróż do Ciemnogrodu” Stanisława Kostki Potockiego, choć jest wciąż niesłychanie aktualna. Od lat namawiam redakcję „Kuriera Plus” na jej opublikowanie. Skopiowałem już w tym celu strona po stronie, ale gdzie tam! Książki mądre nie mają dzisiaj szans. Znamienne też, że z obowiązującego kanonu lektur zniknąć ma „Jądro ciemności” Josepha Conrada. I jakby tego było mało, również i „Syzyfowe prace” Żeromskiego. O wciórności – jakby wykrzyknął nieodżałowany Jerzy Waldorff, waląc jednocześnie laską w ministerialne biurko. Jakże go brak dzisiaj, jakże brak!

Tenże ksiądz profesor Józef Tischner – „Jest w nas Sarmatach, głęboko zakorzenione przeświadczenie, że po to aby pozwolono nam żyć na tym świecie, musimy być przez innych podziwiani. Podziw innych jest fundamentem naszego prawa do istnienia. Przez podziw żyjemy, przez podziw umieramy. (…) gdy się dobrze przyjrzeć Sarmatom, zwłaszcza gdy się przyjrzeć naszej tradycji romantycznej, istotny podziw ma być podziwem za nasz szczególny etos, za naszą moralność, za tak pięknie opiewany przez romantyków polski heroizm. (…) Ów szczególny etos, ów proponowany światu temat podziwu, to chwała zwyciężonych. Należymy do tych narodów, które przegrywały często i przegrywały dużo. Ale nasza walka była słuszna i sposób jej prowadzenia szlachetny. Kto przegrywa w słusznej walce, ten odnosi zwycięstwo moralne”. („Idąc przez puste Błonia”, s. 5). Czterema kończynami podpisuję się po tą obserwacją, jakże celną! Problem jednak w tym, że świat podziwia dzisiaj nie bohaterów i moralnych triumfatorów, tylko najróżniejszych wynalazców, którzy ułatwiają codzienne życie lub je przedłużają. Tymczasem w Polsce droga wynalazcy jest wciąż drogą przez mękę. Teraz podobno ma się to zmienić i oby to stało się jak najszybciej. Żeby nie dołować czytelników, nie piszę o tym, ile światowych patentów uzyskują rocznie Niemcy, a ile my. Nie, nie jest moim celem, włączanie się tzw. pedagogikę wstydu, ale uświadomienie, że w dziedzinie wynalazczości wleczemy się w ogonie Europy. „Etykę Solidarności” trzeba przypominać tym, którzy zmieniają narrację w ramach polityki historycznej, dopuszczając się daleko idących zafałszowań i przeinaczeń wynikających z doraźnych zamówień politycznych.

Na księdza profesora Józefa Tischnera powołuje się jego uczeń – profesor Tadeusz Gadacz, któremu już od lat kibicuję i z którym najczęściej się zgadzam. M. in. dzięki niemu nie jestem sam w walce z rodzimym ciemnogrodem. Bardzo wysoko cenię jego „Historię filozofii XX wieku”, w której klarownie przybliżył główne nurty tejże filozofii – „Filozofię życia”, „Pragmatyzm”, „Filozofię ducha”, „Neokantyzm”, „Filozofię egzystencji” i „Filozofię dialogu”. Każdemu polecam, sam niejednokrotnie wracam do tych tomów. Z innych dzieł profesora Gadacza polecam także książkę „O umiejętności życia”. Zapewniam, że każdemu się przyda. Mnie samego pomieszczone w niej eseje przywołują do porządku w chwilach depresji i zwątpień. Wciąż szukam odpowiedzi na większość elementarnych pytań, ale żyję ze świadomością, że największą wartością w życiu jest samo życie. Powtarzam to coraz częściej i lepiej robi mi się na duchu, w chwilach, kiedy sobie to głębiej uświadamiam. W dodatku toż życie miałem i wciąż mam bardzo bogate.

I jeszcze raz ksiądz Tischner – „Pobożność jest bardzo ważna, ale rozumu nie zastąpi”.

Karl Popper -„Próba zrealizowania nieba na ziemi kończy się zawsze wyprodukowaniem piekła”.

170. rocznicy urodzin Bolesława Prusa nie zauważył prawie nikt. Ani w Hrubieszowie, gdzie się urodził, ani w Warszawie, gdzie mieszkał, ani w Nałęczowie, który szczególnie sobie ulubił. Narodowej prawicy i twórcom owej polityki historycznej do budowania narodowej mitologii potrzebny jest Sienkiewicz a nie Prus, zatem ta rocznica ich nie obeszła. Prus nie jest dziś promowany, bo był przedstawicielem postępu i światopoglądu naukowego. Jedynie Towarzystwo Cyklistów, pod warszawskim pomnikiem, przy zbiegu Krakowskiego Przedmieścia i Karowej, złożyło skromną wiązankę kwiatów. Wieść stołeczna niesie, że pomnik ten ma być przeniesiony gdzieś indziej, bo w jego miejscu stanąć ma Pomnik Ofiar Katastrofy Smoleńskiej. Jeśli to prawda, to wzywajmy na pomoc ducha wspomnianego Waldorffa. Rzecz jasna z laską!

Powiedzmy sobie głośno i wyraźnie – program „Multi-Kulti” nie zdał egzaminu ani w Europie, ani w Ameryce. Natomiast w miniaturze świata, jaką jest Nowy Jork, sprawdził się w powierzchownym stopniu. Zatem nie wprowadzajmy go na siłę. Niech kultury się spotykają i przenikają bez odgórnych ingerencji. Z nami Polakami jest taki problem, że nie znając dobrze własnej kultury, kopiujemy i naśladujemy z innych kultur, to co się nam podoba. W rezultacie jesteśmy wtórni. Oczywiście nie zawsze, ale zbyt często.

Odzież patriotyczna i takież tatuaże – istne kiczowisko. A jednak znaduje ono uznanie nie tylko w kręgach narodowo-prawicowych, ale także na PiSowskiej górze. De gustibus…

Nie łudźmy się, że na Ukrainie coś się zmienia w odniesieniu do tamtejszych Polaków i pamiątek, które zostawili nasi przodkowie. Polityka władz ukraińskich wszystkich szczebli jest następująca – im szybciej te pamiątki się rozsypią i im więcej zatrze się śladów polskości, tym lepiej. Ukraiński IPN na potęgę fałszuje historię o relacjach polsko-ukraińskich. W dodatku odkąd Polska na napięte stosunki z Unią Europejską, Ukraina już nie potrzebuje jej jako swego adwokata i promotora w tejże Unii. Liczą się Berlin i Paryż a nie Warszawa.

Zdumiewam się wielce, kiedy we wspomnieniach o zmarłym Januszu Glowackim czytam, iż był on bardzo wyczulony na wartości moralne. Nikomu jakoś nie przeszkadza, że zdradzał żonę i rozbijał małżeństwa. Przeglądam teraz jego książki i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że był to bardzo utalentowany pisarz i świetny obserwator, który jednak niewiele istotnych rzeczy powiedział. Owszem chwytał osobliwości i swojskości, ba – śmiesznostki osób i zjawisk, ale jakoś ich nie zgłębiał. Bliżej mu było do kabaretowej zabawności, niż do Dostojewskiego, czy Czechowa, którego ponoć postrzegał jako wzór dramatopisarza. Najbardziej mną wstrząsnęły jego wspomnienia o matce, pomieszczone w tomie „Z Głowy”. To wspaniała proza, może dlatego, że pisana sercem. Powiedziałem mu to, kiedy widzieliśmy się po raz ostatni w „Czytelniku”. Wydawało mi się, że tym wyznaniem sprawiłem mu przyjemność. W każdym razie przypiętowaliśmy je setą.

Andrzej Józef Dąbrowski